Tylko niezwyczajne czy już nadzwyczajne?
Jan Lauwers pozornie nie dokonuje w swoim spektaklu niczego nadzwyczajnego ani przełomowego. Można by rzec, że wręcz zwyczajnie i po bożemu najpierw napisał tekst o jasno zarysowanej, w miarę linearnej fabule, określonych napięciach dramatycznych, z wyraźnie wyznaczonymi punktami kulminacyjnymi. Następnie zaadaptował go scenicznie i z powodzeniem pokazuje na scenach całego świata. Jak na spektakl festiwalowy brzmi to szablonowo, jeśli nie staroświecko. Mimo to, "Pokoju Izabeli" nie można nazwać spektaklem zwyczajnym, a już na pewno nie konwencjonalnym.
Zwyczajna historia
Jak twierdzi sam autor, nie ma sensu wymyślać historii, jeśli życie jest źródłem o wiele ciekawszych. Poszczególne elementy i wątki składające się na los Izabeli mają zatem swój rodowód w rzeczywistości. Nie oznacza to jednak, że można je uznać za zwykłe, daleko im do banalności. Nie należy wszak do takich namiętny romans 69-letniej kobiety z młodym szesnastoletnim chłopcem, na dodatek własnym wnukiem. A jest to tylko jeden z epizodów z życia Izabeli, zamkniętej w pokoju z otaczającymi ją przedmiotami, duchami z przeszłości, reliktami pamięci. W tym wypadku fabuła jest szokująca. Bywa też rozerotyzowana i brutalna. W opowiadanym, niemalże rok po roku, życiu nieprzeciętnej kobiety było bowiem miejsce na kilkudziesięciu kochanków, tajemnicze i przez lata ukrywane przed nią pochodzenie, samobójstwa, czy gwałt, którego efektem były jej narodziny.
Niezwyczajna ekspozycja
Pokój głównej bohaterki przypomina muzeum. W białej przestrzeni poustawiano eksponaty, a każdy jest jedyny w swoim rodzaju. Razem tworzą one egzotyczny tłum obiektów, ze skamieniałym penisem wieloryba na czele. Obejrzeć można afrykańskie maski, figurki bożków, krucyfiksy, zmumifikowane zwierzęta i ludzi. Istna konstelacja rzeczy i osób. Przedmiotem wystawy jest bowiem nie tylko zbiór elementów prezentowanych oraz szczegółowo opisywanych przez aktorów. Integralną jej częścią a także główną atrakcją jest sama Izabela. Przypatrujemy się jej i poznajemy ją właśnie poprzez zgromadzone wokół przedmioty. Przez nie jest opowiadana i określana, one ją charakteryzują. W podobny sposób tworzona jest także przez otaczające ją, stopniowo umierające, choć pozostające na scenie i nadal aktywne bliskie jej osoby.
Nadzwyczajne pokłady dobrego aktorstwa
Zjawiskowa i poruszająca jest niewątpliwie - w tytułowej roli - Viviane De Muynck. Z każdym kolejnym aktem, początkowo jedynie opowiadająca, trochę jak narrator, swoje życie aktorka, coraz bardziej aktywnie włącza się w przestrzeń gry, jakby w trakcie spektaklu dopiero stawała się pełnoprawną i pełną osobą. Izabela dyskretnie staje się na oczach widzów. Precyzji w kształtowaniu postaci, finezji w cieniowaniu nastrojów, a przy tym lekkości i swobody w wypełnianiu przestrzeni gry swoją obecnością nie można odmówić także pozostałym członkom zespołu Needcompany. O ile w miarę łatwo wyobrazić sobie można histeryczną, złamaną bólem i poczuciem winy Annę, czy staczającego się na skraj pijaństwa bełkotliwego Artura, o tyle sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, jeśli trzeba wcielić się w tak niespotykane twory sceniczne, jak Prawa i Lewa Półkula Mózgowa, Sfery Erogenne, czy narodzony z kłamstwa i wyimaginowany Książę Pustyni. Im się to niewątpliwie udało, w dużej mierze dzięki wykorzystaniu plastyki oraz sensualności ciał.
To, co zaskakuje, wytrąca z równowagi, drażni i zniewala jednocześnie, to poetyka, a także rytm, wyreżyserowanego przez Jan Lauwersa spektaklu. Wszyscy członkowie zespołu bez przerwy obecni są na scenie. Nie ma wejść ani wyjść, drzwi są niepotrzebne - wszystko, co znajduje się w pokoju, jest przecież częścią samej Izabeli. Aktorzy zwyczajnie są, przechodzą z jednej aktywności w drugą, płynnie zmieniają formy przekazu, bawią się w grę o uwagę widza. Scena opanowana jest przez ruch, lecz wyzbyty z pośpiechu. Słowo, muzyka i taniec stanowią tu nieustannie się przenikające, uzupełniające sposoby ekspresji. Często nakładają się one na siebie, zakłócają się nawzajem, ale jednocześnie stanowią niemożliwą do rozłączenia całość. Jej niezbędnym składnikiem jest także dystans aktorów do odgrywanych przez siebie ról, oraz towarzyszące mu specyficzne poczucie humoru. Needcompany pokazuje widzom dramat odchodzenia, Izabelę, która aby przetrwać, musi zaakceptować własną śmiertelność. Ich narracja pozbawiona jest jednak patosu, okraszona za to śmiechem, podana z lekkością. W końcu - jak stwierdza główna bohaterka - szkoda czasu na ból.
Mówiąc ogólnie, z dystansem do znaczenia słów "zwyczajne" i "niezwyczajne" - zwyczajność w niezwyczajnym wydaniu dała nadzwyczajny efekt.
Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
23 kwietnia 2009
Jan Lauwers & Needcompany (Bruksela)
"Pokój Izabeli"
scenariusz i reżyseria: Jan Lauwers
współpraca: Anneke Bonnema
obsada: Viviane De Muynck, Anneke Bonnema, Benoît Gob, Hans Petter Dahl, Maarten Seghers, Julien Faure, Yumiko Funaya, Tijen Lawton, Misha Downey
muzyka: Hans Petter Dahl, Maarten Seghers
teksty piosenek: Jan Lauwers, Anneke Bonnema
choreografia: Julien Faure, Ludde Hagberg, Tijen Lawton, Louise Peterhoff
kostiumy: Lemm & Barkey
światło: Jan Lauwers, Ken Hioco
dźwięk: Dré Schneider
koprodukcja: Festival d'Avignon, Théâtre de la Ville (Paryż), Théâtre Garonne (Tuluza), La Rose des Vents (Villeneuve d'Ascq), Brooklyn Academy of Music (Nowy York), Kaaitheater (Bruksela)
34. Krakowskie Reminiscencje Teatralne, Kraków 20-26.04.2009 r.