Studium nad człowiekiem

Głos jak rwąca rzeka płynie, nie zwracając uwagi na otaczający go świat, i porywa, porywa wszystkich, którzy ośmielą się podejść zbyt blisko. Gdy wpadnie się w nurt tego głosu, nie ma już ratunku, nic nie można zrobić - można tylko pozwolić się nieść, z prawdziwą rozkoszą nurzać w dźwiękach. Taką podróżą było uczestnictwo w spektaklu "Na końcu tęczy" - swoistym musicalowym widowisku, opowiadającym historię Judy Garland, artystki obdarzonej niezwykłym talentem i charyzmą.

Właściwie jej życie nie jest szczególnie zadziwiające; ludzie sceny są bardziej narażeni na pokusy tego świata, łatwiej ulegają wpływom, ponieważ nie potrafią znieść presji społecznej. To oczywiste. I właściwie życiorys Judy można by umieścić między wieloma życiorysami innych wybitnych artystów, gdyby nie pewien fenomen, w mistrzowski sposób ukazany przez Beatę Rybotycką - odtwórczynię roli legendarnej piosenkarki. Garland była bowiem kobietą, której życiem rządziła scena. Wielokrotna mężatka, uzależniona od różnego rodzaju medykamentów oraz alkoholu, Judy była bezbronna wobec rzeczywistości, która ją otaczała. Żyła iluzją, światłami jupiterów, karmiła się zachwytem publiczności. Ta kobieta o niepospolitym uroku wydawała się być niezniszczalna, postrzegana jako wulkan energii, lecz była to jedna z twarzy, które zmieniały się same w zależności od okoliczności. Beata Rybotycka bardzo sugestywnie wcieliła się w postać Judy Garland - w niezwykle urokliwy sposób ukazała wielość płaszczyzn osobowościowych artystki, trudność w odnalezieniu się w drapieżnym świecie oraz jej wrażliwość i neurotyczność. Miłość i blask sceny były tym, czego pragnęła Judy - to pragnienie stało się także jej zgubą. Uwielbiana, sławna, piękna miała charakter silnie autodestrukcyjny, i rozpędzona, nie potrafiła się zatrzymać...

Na końcu tęczy KRAKOWSKI TEATR SCENA STU

"Na końcu tęczy"
Beata Rybotycka

Pomysł na stworzenie spektaklu o charakterze musicalu, będącego zarazem opowieścią o legendzie, był prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Bardzo interesujący temat, jakim jest biografia artysty, można rozwinąć na wiele sposobów. To przedstawienie kładło nacisk nie tyle na mroczną stronę życiorysu Judy, jakim były liczne uzależnienia, nie ukazywało też jedynie scenicznej płaszczyzny życia artystki, lecz stanowiło raczej studium nad człowiekiem. Człowiekiem słabym, acz rozkochanym w swoich pasjach, nieszczęśliwym i zarazem upojonym życiem. Trudny to materiał do przeprowadzania analiz. Uważam, że choć taka forma jest kuszącym pomysłem, nie należy go realizować. Oglądając spektakl, odnosi się wrażenie uczestnictwa w pięknej bajce o smutnym zakończeniu. Ale gdy przychodzi czas refleksji nad treścią sztuki, to bardzo wyraźnie przebija się myśl, że to jest historia, którą należy odczytywać tylko i wyłącznie jako całość. W przeciwnym wypadku opowieść traci swój urok, przestaje fascynować.

Bardzo ciekawie została zaprojektowana również scenografia. Charakterystyczna scena Teatru STU okazała się być idealna dla tego typu projektu. Był fortepian i błyszczący wybieg. Najciekawszy jednak był zamysł wplecenia w spektakl oryginalnych fragmentów z koncertów Judy Garland. Projekcje krótkich, czarno-białych fragmentów filmowych dodały opowieści odpowiedniego nastroju. Ten koncept wart jest braw.

Oprócz doskonałej Beaty Rybotyckiej w przedstawieniu grali również: Robert Koszucki i Jakub Przebindowski. Ich postaci pozostały niejako na uboczu, lecz i oni dali pokaz aktorstwa w dobrym stylu, bez prób pretensjonalnej autoprezentacji, jaką można niestety coraz częściej zauważyć wśród aktorów.

"Na końcu tęczy" - magnetyczna opowieść o niezwykłej kobiecie, której przekleństwo było jednocześnie jej błogosławieństwem. Życie, którym nie potrafiła kierować, biegło swoim torem, porywając ją tak, jak ona porywała ludzi swym głosem. Próba ukazania człowieczeństwa bez osłonek wypadła doskonale. Blask i muzyka dopełniły całości. Prawdziwie nierozerwalny urok teatru.

Ewa Hanusz
Teatralia Kraków
10 kwietnia 2009

Krakowski Teatr Scena STU
Peter Quilter
"Na końcu tęczy"
("End of the rainbow")
przekład: Elżbieta Woźniak
reżyseria: Krzysztof Jasiński
aranżacje: Krzysztof Herdzin
opracowanie piosenek: Jan Jakub Należyty
dekoracje: Maciej Rybicki
kostiumy: Dorota Ogonowska
obsada: Beata Rybotycka, Robert Koszucki, Jakub Przebindowski
premiera: 20 lutego 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen