zwykła czcionka większa czcionka drukuj

WANTED: Rafał Eryk Lubos

Data i miejsce urodzenia: 6 września 1974, Tarnowskie Góry.
Stan cywilny: rozwiedziony, syn Franciszek (ur. 1997).

W teatrze znalazłem się przez przypadek. W wieku 19 lat poszedłem tam pierwszy raz z dziewczyną, zobaczyłem genialny tekst zrobiony przez bardzo dobrego aktora. Być może to był ten moment w życiu, że uruchomiło to we mnie klątwę. Może byłbym teraz intelektualistą, perkusistą, a może nikim, mieszkałbym sobie spokojnie na wsi... Oglądałem wtedy "Ja, Feuerbach" Tankreda Dorsta w reżyserii Roberta Czechowskiego z kapitalną rolą Zdzisława Kuźniara. Ten tekst jest tak skonstruowany, że to nawet nie elementarz, to jest Biblia dla aktora; być może na mój świeży (nieskażony wtedy) umysł zadziałało to jak wyzwanie. W końcu człowiek zatrzymuje się na tej scenie. Wtedy następuje taka cisza, że słychać, jak w wielkim kanionie nietoperz mija się ze skałą. To zupełnie jak w życiu: wszyscy gdzieś pędzą. Dopiero jak się zatrzymują, to w końcu coś słyszą...1 W tym tekście zapisane jest całe przekleństwo aktora. Bo to prawdziwa klątwa. Jeśli człowiek odkryje w sobie ten pierwiastek, że chce zostać aktorem, zaczyna to pielęgnować, staje się to jego pasją, szaleństwem, w końcu całym życiem. To biblia i ewangelia w jednym, ile ten zawód kosztuje i jakie niesie w sobie niebezpieczeństwa. I faktycznie kiedy poszedłem na ten spektakl ze sceny nastąpił strzał...2

Eryk Lubos

Eryk Lubos w spektaklu "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka

W roku 1996, a ściślej 23 listopada, miał miejsce debiut teatralny3 Lubosa. Ukończył Wyższą Szkołę Teatralną we Wrocławiu i jako adept, od 1998 roku grywał na deskach Wrocławskiego Teatru Współczesnego im. Edmunda Wiercińskiego. Obejrzeć można go było m. in. w: "Kalece z Inishmaan", "Kosmosie" (oba z 1999 r.), "Historii Jakuba" (2001), "Lochach Watykanu", jak i w "Księdze Hioba" (oba z 2004), czy "Nakręcanej pomarańczy" (2005). Teatr Współczesny traktuje z prawdziwym pietyzmem - niczym kołyskę czy dom rodzinny; podkreślając, jak ważną rolę w jego artystycznej biografii pełni Krystyna Meissner. Dalej chciałby tu grać; chętnie podejmie nowe wyzwanie. Wielu aktorów gra w paru teatrach - on dostał interesującą propozycję i postanowił spróbować sił w innym miejscu. Jest pracowity i otwarty na najdziksze pomysły. W roku 1998 otrzymał pierwszą nagrodę - Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego i wyróżnienie za umiejętności komediowe zaprezentowane w "Igraszkach z diabłem" Jana Drdy na XVI Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi. W roku 2003 zagrał postać Silnego w inscenizacji debiutanckiej książki Doroty Masłowskiej pt. "Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną" w Teatrze Wybrzeże, wystąpił też w przedstawieniu Przemysława Wojcieszka: "Made in Poland" (Teatr im. Modrzejewskiej w Legnicy, w rok później). W roku 2004 otrzymał Nagrodę Wrocławskiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru za najciekawszą rolę męską w 2003 za rolę Jajo i Streeta w "Zwycięstwie" Barkera w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu, natomiast w 2008 uhonorowano aktora w Gdyni za film "Boisko bezdomnych" na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych za drugoplanową rolę męską. Obecnie związany jest z zespołem Teatru Rozmaitości w Warszawie (od roku 2005). Pochwałę dla kunsztu Lubosa wyrażono ponownie, dziewiątego grudnia br., przyznaniem Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego za rolę w filmie "Moja krew" w reżyserii Marcina Wrony. Aktor nazbierał już sporo pochwał za tę kreację, jednak na gali sprawiał wrażenie dość zaskoczonego i jednocześnie szczerze wzruszonego werdyktem. "To nie tylko zaszczyt, ale także odpowiedzialność" - miał powiedzieć.

"Eryk, ty jesteś taki dziwny..."4

Eryk Lubos

Eryk Lubos w spektaklu "Giovanni" Grzegorza Jarzyny

W każdej zagranej przez Lubosa roli odnajduje się cząstka zagubionego, wrażliwego mężczyzny-chłopca. Lubos uświadamia, że nawet gnoja można zagrać "z klasą" - a już na pewno jak nikt dotąd. Jedno trzeba uczciwie przyznać: jest kontrowersyjny, charyzmatyczny, zyskał swoje "pięć minut" i zdaje się w pełni realizować w tym, co robi. W projekty, w których bierze udział, zdaje się wkładać całego siebie. Jest bogaty wewnętrznie, choć często zarzuca mu się "jednakowość". Należy jednak zauważyć, że emploi (każdego) aktora wynika najczęściej właśnie z jego fizycznych warunków, nie zaś umiejętności. Dlatego wyzwaniem dla artystów tej dziedziny i zarazem prawdziwą sztuką jest - mając twarz człowieka np. niestabilnego emocjonalnie - zagrać swoje totalne przeciwieństwo, mierząc się ze swym kunsztem aktorskim. Nie jest niczym szczególnym granie wciąż tego samego - amanta bądź chuligana. Ten 35-letni aktor wciąż ma w sobie niespożyte siły, choć sporo już zdążył osiągnąć. Ma na koncie mnóstwo spektakli, jeszcze więcej pozycji filmowych, parę seriali i projektów typu performance. Aktualnie grywa w przedstawieniach Jarzyny, Wojcieszka, Klaty, Cieplaka, Szkotaka. Sam siebie nie uważa ani za aktora, ani za kaskadera, ale na pewno boksera. Ważnym może być fakt, że osobliwy bywa także na gruncie czysto prywatnym. Niezwykle ekspresyjny, otwarty na wszelkie nowości, używający oryginalnego slangu - wydawałoby się naturalny w tym, co robi. Nie tylko jako aktor jest bardzo dynamiczny, wyrazisty. Mimo wieku jego twarz zachowuje uniwersalne, młodzieńcze wręcz rysy. Trudno jest zapomnieć taką twarz. Naturalny, niezdarny i pogubiony w "świecie wielkich", przekonuje i urzeka szczerością. Czuje się outsiderem.

Kiedyś powiedział, że chciałby być nikim. To dość mocne słowa, które argumentował tym, że kiedy wszyscy uważają się za kogoś wyjątkowego - ktoś może uważać się za nikogo. Poza tym łatwiej jest przyjąć inne osobowości, jak się jest czystym, nikim właśnie. Mimo dość charakterystycznego wyglądu aktor nie obawia się zaszufladkowania. Wytrwale staje w obronie kreowanych przez siebie postaci - m.in. Bogusia z "Made in Poland": "Jaki z mojego Bogusia zakapior? To on dostaje łomot i zaczyna kumać, o co chodzi. To w środku czysty dzieciak. Często się wzrusza, jest czysty: nie pije, nie ćpa, ma misję, jest rewolucjonistą. Tylko nie ma narzędzi - nie potrafi opowiedzieć i nazwać tego, co mu w duszy gra. Jest introwertykiem, a rozsadza go młodzieńczy bunt. Wie, że nie może być bierny. Walczy, czasem głupio. Szuka wielkich rzeczy daleko, a one są tuż tuż, na wyciągnięcie ręki. Jego katharsis to miłość. Tam jest wiele kluczy i znaczeń. To właściwie poemat pełen prądu, komunikatów podanych jasnym, prostym językiem. A Silny z Wojny polsko-ruskiej jest głupkiem z Wejherowa - ćpa, więc mózg mu się lasuje, cierpi na słowotok ubrany w barokowe słownictwo. Przerost formy nad treścią. Boguś jest zupełnie inny. Nie można ich porównać."5

Artyści to nie Anioły...

Eryk Lubos

Eryk Lubos w filmie "Boisko bezdomnych" Kasi Adamik

"Do każdej roli, którą gram, staram się dotrzeć z każdej strony. Mówi się, że aktor chodzi z egzemplarzem tekstu nawet do sracza, ale tak jest, tak to wygląda. Anthony Hopkins mówi, że dopiero jak sto razy powtórzy tekst, to dopiero mu się on układa. To prawda. W teatrze dopiero pięćdziesiąta sztuka naprawdę zaczyna żyć, gdzieś się osadza."6 Dla jednych Lubos symbolizuje niesubordynację - dla innych naturalność (nie tylko na scenie) i oryginalność. Przeglądając portrety polskich aktorów, rzeczywiście nie sposób znaleźć kogoś na jego podobieństwo. Pomijając tę wizualną stronę, trudno jest przyrównać do Lubosa któregoś z aktorów pod względem scenicznego temperamentu i siły, jaką każdorazowo wnosi w kreowane postaci, w każdej z ról będąc prawdziwym. Często pojawiają się głosy zwątpienia, czy nie improwizuje, nie odkrywa właśnie kawałka Eryka Lubosa, czy tylko z siebie czerpie natchnienie. On sam akcentuje wyraźnie i często fakt, że nie uważa się za aktora i nie lubi, gdy się go tak nazywa. Zdaje się szanować ten zawód i jawnie żartuje sobie z ludzi, którzy wystąpili w dwóch odcinkach reality show, albo przeszli w tle teledysku, czy statystowali w drugorzędnym serialu i nazywają siebie aktorami. Dla takich osób nie ma litości. Podkreśla własną pokorę i powagę dla wykonywanego zawodu stwierdzeniem, że aktorem człowiek staje się dopiero po spektaklu, kiedy słychać oklaski - nagrodę za wykonane zadanie. Gajos, Zapasiewicz, Majchrzak - tych uważa za prawdziwych artystów. Dla siebie rezerwuje skromne określenie "teatralnego robola". Na pytanie, czy kaca używa jako narzędzia, odpowiada, że to środek, którego się nie nadużywa - to jak z artystą jazzowym. Dobremu muzykowi to nie przeszkadza, złemu strasznie. Musisz być trzeźwy, żeby rozpocząć, a potem możesz zacząć to wprowadzać, aby zobaczyć różne odcienie, barwy.

"Nienawidzę, jak ktoś mówi do mnie aktor. To oficjalne określenie, ale oficjalnie nie mam skończonej szkoły, nie mam dyplomu, więc nie upoważnia mnie to do nazywania siebie aktorem. Przeciwnie. Aktorzy to kasta, mająca taką, a nie inną opinię. Walczą z nią długimi, przemyślanymi i głębokimi z pozoru wypowiedziami. Zacząłem ćwiczyć boks nie po to, żeby się bić, tylko żeby zabić w sobie aktora. Jak ci się nie uda, to jest początek końca. Ci wszyscy studenci szkół teatralnych, którym się wydaje, że są kimś wyjątkowym..! A jak to mówią starzy zawodowcy: aktorem się tylko bywa. Święta racja...7 "Do pasji doprowadza mnie zwłaszcza, gdy ktoś, kto przeszedł w tle teledysku, był statystą w Złotopolskich, czy wystąpił w Big Brotherze mówi o sobie, że jest aktorem. Ci ludzie obok aktorów nawet nie stali..."8 - kwituje. Za niedoścignionego mistrza w dziedzinie sztuki aktorskiej uważa Zbigniewa Cybulskiego, którego z pietyzmem zwie również Maestro. Stanowi on dla młodego aktora postać-unikat wśród polskich aktorów, przed którym i po którym długo nie było nikogo. "On przewartościował tę branżę, udowodnił swoim graniem - naturalizmem, że można też inaczej. Niesamowicie wykorzystywał swych partnerów. Był polskim Marlonem Brando. I nawet jeśli ta konwencja - sprzed ponad czterdziestu lat - wydaje się dziś starociem, to bez Pana Zbyszka nie byłoby tego wszystkiego, co zdarzyło się potem. Ludzie z niego czerpali. Wielu otworzył oczy. To nie była gra, to było bycie..."9

Eryk Lubos

Eryk Lubos w filmie "Moja krew" Marcina Wrony

Poza deskami teatru i dużym ekranem, Lubos pojawiał się także w serialach, których scenariuszom odmawia wierności i całkowitego posłuszeństwa. Stawiając na spontaniczność - improwizację, a przede wszystkim na sztukę, nawet w serialach dostrzega szansę na stworzenie czegoś wielkiego i prawdziwego: "Zrobiłem rewolucję na planie Pensjonatu pod Różą. Przyszli wielcy aktorzy tego serialu, jedna pani wzięła egzemplarz scenariusza, mówiąc: wejdę, tu i tu, to tak i tak, i gotowe. Odpowiedziałem jej: a kuku, no zobaczymy. Po którymś tam dublu, w końcu reżyser poczuł, że robi sztukę."10. Ów teatralny rzemieślnik zaznacza przy tym różnicę komunikacji z ludźmi z patologicznych rodzin, którym udało się wyjść z bagna a tymi ze strzeżonych osiedli bojących się wyjść poza próg własnego mieszkania. Znając zjawisko z autopsji, podkreśla, że o wiele łatwiej jest się porozumieć z tymi, którzy mają swoje słabości i ulegają nim niż z ludźmi, którzy mają receptę na szczęście, długie życie, dobrze się odżywiają, używają tylko produktów marki A lub B.

Postrzegany nawet przez teatralne środowisko za nieobliczalnego wariata, często zbyt ekspresyjnego, nie zaprząta tym sobie głowy w myśl zasady: nie to jest najważniejsze, jak cię czytają, ale to, za jakiego uważasz sam siebie. Ogolona przeważnie na łyso głowa, srogie spojrzenie, dobrze zbudowana i dumnie wyprężona sylwetka, mocny i pewny krok - a w środku wrażliwość i serce, które chce spalać się z miłości. Zodiakalna Panna - Lubos - od aktorstwa pragnie przede wszystkim wolności. Wychodzi z założenia, że praktycznie każdy ma inną wrażliwość. Coś może być interesujące i ciekawe tu i teraz, ale wyrwane z kontekstu i gdzie indziej jest już zupełnie inaczej odbierane. Niezgodnie z intencjami. To wszystko burzy. Istnieją oszołomy, wariaci, szaleńcy, a szaleństwo jest przecież niewyważalne. Chciałby uprawdopodobnić rzeczy, które są nie do uprawdopodobnienia. I wtedy pójść jeszcze krok dalej. Może nawet spotkać własną śmierć... Lubos zauważa z pewnym przestrachem, w jak zakłamanym świecie żyje - pełnym materializmu i interesowności, gdzie wszystko musi być "za coś".

Marzy mu się rola amanta. Twierdzi, że jeśli będzie to postać, która wewnętrznie krzyczy o miłość - zobrazuje tym samym jego stan ducha. Wykrzyczałby siebie.

Zawsze pasjonowali go rosyjscy twórcy, imponowali mu. Dlatego pracę dyplomową pisał o Wsiewołodowie Meyerholdzie - reżyserze i aktorze, jak również teoretyku teatru. "Widziałem kilka rosyjskich teatrów i zawsze się zastanawiałem: Jak oni to robią? Nie są piękni, ani bardzo znani, ale jak grają - to tną cię na całego. Zacząłem kopać. Oczywiście na początek Stanisławski - okazało się, że Meyerhold to jest dobry kierunek. Jest taka słynna anegdota - jak widzisz niedźwiedzia, to co robisz? Aktor Stanisławskiego najpierw myśli, co przeżywa, potem zaczyna przeżywać, a w końcu reaguje. Ja jestem wyznawcą teorii, żeby od razu spier...ć. Jeśli uda mi się wejść na drzewo, to dopiero wtedy przeżywam."11

Zapytany o reżysera, z którym do tej pory współpracował i pracę tę uważa za najlepszą - odpowiada: "Tak się nie da. Która pora roku ci się najbardziej podoba? Jesień? No dobra, ale za każdym razem? Nie marzysz czasami o słoneczku i lecie? Mam takie wrażenie, że reżyserzy i aktorzy dojrzewają do siebie. Teraz jest tak, że na wszystko brak czasu. Najbardziej sobie cenię, gdy ktoś zechce pochylić się nade mną, ze mną nad jakimś problemem. To jest rodzaj drogi, sprawdzenie czy zmierzamy w tym samym kierunku. Czasem przed drogą najważniejsze jest napicie się herbaty. Czasem jesteś świetnie przygotowany - namiot masz, ciepłe ciuchy masz - a wyprawa do dupy. Nigdy nie wiesz. Do czegokolwiek przyłożysz rękę, czyń wedle całej swojej mocy. Bo nie ma dzieł, ani rachuby, ani wiedzy, ani mądrości. W otchłani. Tam, dokąd idziesz. To mnie interesuje. Kiedyś mnóstwo czytałem. Groziła mi wada wzroku. Może niektóre poważne książki przeczytałem za wcześnie? Już nie czytam; za to patrzę na ludzi. Jak to pokazują Rosjanie: są tylko trzy poważne tematy. A mianowicie: Bóg, diabeł i kobieta. Według mnie jest jeszcze śmierć i miłość."12 "Bóg jest bardzo wysoko. Diabeł jest wszędzie. Śmierć i tak nas dopadnie. Czym możemy się zatem zajmować teraz? Miłością, która jest stanem łaski. Osobiście wierzę, że ludzie są dobrzy. Tego szukam też w postaciach. Tymczasem wyglądam, jak wyglądam, więc jeśli chcę złamać ten wizerunek - mogę to zrobić tylko dobrem. Jestem rudy wewnętrznie i zewnętrznie. I o to chodzi."13

Katarzyna Czechowska
Teatralia Wrocław
31 grudnia 2009

1 "Mam taki ryj, a nie inny i nie chcę się podobać" - wywiad Michała Kowalskiego, przedruk na: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/35610.html.

2 "Grałem na perkusji, byłem punkiem" - wywiad Artura Cichmińskiego, http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=61544.

3 Była to rola Konstabla w spektaklu "Opera za trzy grosze" B. Brechta w reżyserii Macieja Englerta, w Teatrze Polskim we Wrocławiu.

4 Wypowiedź Grzegorza Jarzyny, argumentującego propozycję roli w swoim spektaklu, cyt. za: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/35610.html.

5 "Nie muszę się podobać" - wywiad Bartłomieja Czekańskiego, przedruk na: http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/6495.html.

6 "Ile można pić, palić i gadać o sztuce?" - wywiad Tomasza Bielenia, http://film.interia.pl/gwiazdy/gwiazda/eryk-lubos/wywiady/news/wywiad,17494,1192353.

7 "Mam taki ryj..." - wywiad M. Kowalskiego; dz. cyt.

8 "Nie muszę..." - wywiad B. Czekańskiego; dz. cyt.

9 "Grałem na perkusji..." - wywiad A. Cichmińskiego; dz. cyt.

10 "Mam taki ryj...", dz. cyt.

11 http://film.interia.pl/gwiazdy/gwiazda/eryk-lubos/wywiady/news/wywiad,17494,1192353.

12 Tamże.

13 "Grałem na perkusji...", dz. cyt.

Eryk Lubos - laureat Nagrody im. Z. Cybulskiego 2009 za rolę w filmie "Moja krew".

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen