zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Nowoczesny Cezar, czyli kobieta w piżamie

"Giulio Cezare In Egipto" to najsłynniejsza opera Georga Friedricha Händla. Jej prapremiera w Londynie w 1724 roku natychmiast okazała się sukcesem. Libretto Nicoli Francesco Hayma opisujące romans Kleopatry i Juliusza Cezara na tle wojny między Egiptem a Cesarstwem, połączone z muzyką w owym czasie najwybitniejszego kompozytora w Anglii, było wielkim wydarzeniem. Równie wielkie emocje i oczekiwania wzbudziła łódzka prapremiera tej opery w Teatrze Wielkim. Powodem jej wystawienia była między innymi 250. rocznica śmierci Händla.

Przed premierą wokół "Juliusza Cezara" było w Łodzi wiele szumu. Nie dość, że prapremiera łódzka, że rocznica, to jeszcze rozpowiadano o bardzo ambitnych planach związanych z tą realizacją. Opera Händla miała być spektaklem tworzonym przez młodych i dla młodych. Teatr Wielki współpracował z Państwową Wyższą Szkołą Filmową, Telewizyjną i Teatralną im. Leona Schillera, Akademią Muzyczną im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów i Akademią Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego. Młodych widzów dodatkowo zachęcać miały wydarzenia towarzyszące operze. Na styczeń zaplanowano grę na żywo (LARP - live action role-playing - odmiana gry fabularnej rozgrywana na żywo) - "Ucztuj z Cezarem". Ma na celu przybliżenie nie tylko treść sztuki, ale i funkcjonowanie teatru. W Internecie natomiast pojawiła się gra "Spiskowcy w teatrze", gdzie każdy może zabawić się w Obrońcę Cezara.

Juliusz Cezar TEATR WIELKI Łódź

"Juliusz Cezar"
fot. Ch. Zieliński

To jednak nie koniec czynników, które miały się złożyć na potencjalny sukces opery. Kierownictwo muzyczne i dyrygenturę powierzono wybitnemu muzykowi - Paulowi Esswoodowi. Reżyserią zajął się jego uczeń - Artur Stefanowicz. Esswood jest kontratenorem, specjalistą w muzyce barokowej, szczególnie upodobał sobie Händla, czego wyraz daje w "Juliuszu Cezarze". Wykonanie partii śpiewanych przez solistów, jak i gra orkiestry były bez zastrzeżeń. Wszyscy udowodnili, że są doskonale przygotowani, co z pewnością nie było łatwe, biorąc pod uwagę, że utwory Händla do łatwych nie należą. Szczególnie ciekawe wrażenie robiła nietypowa orkiestra. Przypominała orkiestrę kameralną ze względu na przodującą rolę klawesynu. Jego specyficzny dźwięk, dodatkowo połączony z dźwiękami chitarrone - instrumentu będącego odmianą lutni, ale z dużo dłuższym gryfem, nadał operze niepowtarzalny charakter. Taki wybór instrumentów miał oczywiście związek z ulubioną techniką kompozytorsko-wykonawczą Händla - basso continuo, która jest do pewnego stopnia improwizacją, wykonywaną najczęściej właśnie na klawesynie i lutni. Niestety całość opery nie okazała się tak znakomita, jak można było wywnioskować z zapowiedzi przed premierą. Muzyka Händla brzmiała zachwycająco, często jednak miało się ochotę zamknąć oczy, gdyż wizja przeszkadzała w odbiorze.

Jak czytamy na stronie Teatru Wielkiego, Paul Esswood "przyczynił się do wskrzeszenia śpiewu kontratenorowego". Słyszymy to w "Juliuszu Cezarze", gdzie głosy Tolomeo (Bartek Rajpold) i Nireno (Damian Ganclarski) brzmią prawie jak damskie. Rolę Cezara oddano natomiast kobiecie - Annie Wereckiej. Bezapelacyjnie Werecka ma znakomity głos, lecz nawet moja bujna wyobraźnia nie pomogła, by dopatrzeć się w niej rzymskiego dyktatora. Jej intensywnej pracy nie pomogły też kostiumy, dość oryginalne, aczkolwiek oryginalność ta nie była atutem. Werecka ubrana była w coś, co przypominało piżamę uszytą z czerwonej kotary, przepasaną złotą szarfą. Skąd taki pomysł - nie mam pojęcia, wolałabym, aby kostiumy pozostały w klasycznej konwencji. Większa ich część tylko symbolicznie wskazywała na to, kogo gra dana osoba: Egipcjanie odziani byli tylko od pasa w dół, bo przecież w Egipcie jest gorąco, Rzymianie natomiast w czarne płaszcze. Bardzo często jednak patrząc na to, jak ubrani są aktorzy, odnosiłam wrażenie, że twórcy dali się ponieść wyobraźni i postawili na kicz oraz przepych. Prawie wszystkie stroje wykonano z błyszczących materiałów, Egipcjanie mieli torsy pomalowane srebrną farbą, Nireno wyglądał jak skrzyżowanie elfa z drag queen, a Cornelia jako zakładniczka (nawiasem mówiąc, ubrana w strój stereotypowej amerykańskiej pokojówki) wycierała podłogę złotą szarfą. Szczyt dziwności osiągnięto w momencie schadzki Cleopatry z Cezarem, czemu towarzyszyła orkiestra. Składali się na nią jednak nietypowi muzycy - wyglądający jak surrealistyczna wersja postaci z siedemnastowiecznego karnawału weneckiego. Lecz to nie koniec gry konwencjami. Całkowicie odmienną od dotychczasowej koncepcję ukazano w scenie bitwy Cleopatry i Tolomeo. Metalowe konstrukcje, na których stali śpiewacy, szare ściany i zimne światło nadawały tej scenie industrialny charakter, nijak mający się do reszty przedstawienia. Jedyną nicią łączącą ze sobą owe, skrajnie różne koncepcje inscenizacyjne jest chyba pociąg do eklektyzmu, który pozwala na dowolne żonglowanie konwencjami pod bezpieczną zasłoną tego słowa.

Juliusz Cezar TEATR WIELKI Łódź

"Juliusz Cezar"
fot. Ch. Zieliński

Najmocniejszym elementem spektaklu była postać Cleopatry (granej rewelacyjnie przez Patrycję Kujawę). Pomijając kwestię doskonałego głosu, Kujawa była jedną z nielicznych osób, która wykazała się niezwykłym talentem aktorskim i potrafiła stworzyć ciekawą kreację sceniczną. Jej Cleopatra była zarówno silna, pewna siebie, męska, ale jednocześnie czuła i uwodzicielska. Inni aktorzy również próbowali zabłysnąć na scenie, jak choćby wspomniani już - grający Tolomeo - Bartek Rajpold czy wcielający się w Nireno - Damian Ganclarski. Starali się oni tego dokonać, nadając postaciom rys komiczny. Niestety ograniczyli się do banałów, przez co ich popisy były bardziej żenujące niż śmieszne.

Na uwagę (choć nie uznanie) zasługuje tez scenografia Ewy Bloom-Kwiatkowskiej. Składało się na nią sześć olbrzymich prostopadłościanów, które w zależności od ustawienia względem siebie i oświetlenia, sugerowały inne miejsce. Niestety w praktyce był to tylko efekt estetyczny, bo o miejscu akcji można się było dowiedzieć tylko z libretta. Pojawiły się w spektaklu również multimedialne projekcje, bo w końcu miała to być bardzo nowoczesna realizacja opery. Jednak, podobnie jak w przypadku scenografii, więcej w tym było popisów niż uzasadnionych zabiegów.

Nie ulega wątpliwości, że "Juliusza Cezara" w Teatrze Wielkim warto zobaczyć. Pojawiło się tam niezwykle dużo innowacyjnych pomysłów, które jednak nie miały możliwości być w pełni wykorzystane. Każda szkoła artystyczna chciała jak najmocniej zaznaczyć swoją obecność w tym projekcie, co niestety sprawiło, że całość była przytłaczająca. Samo jednak założenie wskazuje świetlaną przyszłość łódzkiej opery.

Magdalena Mirecka
Teatralia Łódź
19 grudnia 2009

Teatr Wielki w Łodzi
Georg Friedrich Händel
"Juliusz Cezar"
autor libretta: Nicola Haym
kierownictwo muzyczne: Paul Esswood
reżyseria: Artur Stefanowicz
scenografia: Ewa Bloom-Kwiatkowska
światła i video: Wojciech Puś
choreografia: Edyta Wasłowska
koordynator projektu: Urszula Kryger
asystent reżysera: Piotr Seweryński
animacje: Michał Jankowski (IV rok, Wydział Animacji, PWSFTviT im. L. Schillera), Tomasz Popakul (III rok, Wydział Animacji, PWSFTviT im. L. Schillera)
przygotowanie chóru: Anna Domańska
chór i orkiestra Akademii Muzycznej w Łodzi
dyrygent: Paul Esswood
obsada z dnia 12.12.2009 r.:
Cleopatra - Patrycja Kujawa
Cesare - Anna Werecka
Tolomeo - Bartek Rajpold
Cornelia - Małgorzata Domagała
Sesto - Kinga Borowska
Achilla - Paweł Erdman
Nireno - Damian Ganclarski
Curio - Bartosz Szulc
premiera: 12 grudnia 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen