Teatr, który można pokochać
Wielkie, olbrzymie miasta przepełnione ludźmi. Ludźmi, którzy pędzą gdzieś, załatwiają ważne i mniej ważnie sprawy, są zajęci, nie mają czasu na nic. Nie mają czasu na refleksję. Na łzy. Na szczęście. Nie mają czasu nawet na cierpienie. Czy naprawdę nie mają? Może należałoby powiedzieć: nie mamy?
Bernard-Marie Koltès jako twórca niezwykle kontrowersyjny pisał teksty burzliwe, pełne emocji, uderzające otwartą dłonią w twarz. Jego "Samotność pól bawełnianych" w interpretacji i reżyserii Radosława Rychcika jest podobnie przepełniona ekspresją. To spektakl mroczny, nieprzewidywalny i bardzo emocjonujący.
Dwóch młodych mężczyzn, którzy równie dobrze mogliby być starzy. To nie ma znaczenia, bowiem przesłanie sztuki jest uniwersalne. Potok wypowiadanych słów, których sensy splatają się ze sobą. Ogłuszająca muzyka. Oszalały taniec. Błędny wzrok. Nagość. Trans. I prawda, która przebija się przez całą tę oprawę: samotność jest udziałem każdego człowieka. Samotność ciała. Samotność serca. Samotność myśli. Samotność śmierci. I ta charakterystyczna budowa świata, ten odwieczny ład, okrutny ład, który dzieli ludzi na dealerów i klientów. Wszystko na świecie jest transakcją: każda relacja, każde uczucie, każde słowo, rzecz, spojrzenie i dotyk. Wszystko podlega wymianie. Boimy się tych wymian, boimy się dawać i brać. Chcemy tego i boimy się, bo to może wiązać się z cierpieniem.
U Rychcika bardzo wyraźnie widać każdą emocję, każdy moment zawahania, strachu, widać wszystkie uczucia, jednak jak przez szybę. Nie możemy ich dotknąć, nie możemy posmakować. To pokaz. Bardzo trudny w odbiorze, bowiem niezwykle wyraźnie i przez to boleśnie ukazuje widzom ich samych. Obłęd ich życia, w którym miotają się, pragnąc ominąć nieuniknione transakcje. Ale taki jest cały Koltès - bezkompromisowy i brutalny. Dokładnie taki jak świat współczesny.
W spektaklu oprócz dwóch aktorów udział bierze także zespół Natural Born Chillers, który obecny jest na scenie przez cały czas. To dzięki ich żywiołowej muzyce efekty akustyczne są tak niezwykłe - widać wyraźnie wyższość żywej muzyki nad odtwarzaną sztucznie. Połączenie oszalałych dźwięków i wijących się, roztańczonych ciał jest tym, co stanowi preludium do słów. Słów gorzkich, trudnych i prawdziwych.
Czy po obejrzeniu tego spektaklu można wysnuć jakąś konkluzję? Czy można dokonać podsumowania? Zapewne tak. Myślę jednak, że tych konkluzji i podsumowań byłoby tyle, ilu odbiorców Koltèsa. Pytanie, które pojawia się jednak niezależnie od indywidualnej interpretacji, brzmi: czy w tym świecie transakcji jestem dealerem czy klientem? A może moja rola się zmienia zależnie od sytuacji? Kim jestem?
Spektakl Rychcika jest doskonałą interpretacją dzieła Koltèsa. Ciekawym pomysłem jest włączenie do spektaklu fragmentów filmowych - to podkreśla przekaz wyrażany przez doskonałych aktorów: Wojciecha Niemczyka i Tomasza Nosińskiego. Są to młodzi, bardzo utalentowani artyści - takich chciałoby się widzieć na scenach teatralnych, na taki profesjonalizm i talent chce się patrzeć. Taki teatr można pokochać.
Ewa Hanusz
Teatralia Kraków
14 grudnia 2009
Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach
Bernard-Marie Koltès
"Samotność pól bawełnianych"
przekład: Marian Mahor
reżyseria: Radosław Rychcik
oprawa wizualna: Marta Stoces
oprawa muzyczna: Natural Born Chillers
obsada:
Dealer - Wojciech Niemczyk
Klient - Tomasz Nosiński
premiera: 3 października 2009 r.
II Międzynarodowy Festiwal Boska Komedia w Krakowie, 7.12.-14.12.2009 r.