zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Teatralna wiosna w grudniu

Początek grudnia w Łodzi, jak co roku, przyniósł ze sobą festiwal teatrów alternatywnych. W dniach 4-6 odbyły się Łódzkie Spotkania Teatralne, podczas których prezentowane są eksperymentalne spektakle teatrów nieinstytucjonalnych: młodych, amatorskich, biorących udział w konkursie, ale także, w ramach Prezentacji - zespołów, które stanowią już czołówkę alternatywy teatralnej w Polsce.

XVIII Łódzkie Spotkania Teatralne ŁÓDZKI DOM KULTURY

Za wszystkie przeżyte w tym czasie doznania musimy podziękować Łódzkiemu Domowi Kultury, a szczególnie jego dyrektorowi artystycznemu - Marianowi Glinkowskiemu, nie tylko za tegoroczne Spotkania (ostatnie pod jego opieką), ale za wszystkie kulturalne wydarzenia, za które odpowiadał. Natomiast odpowiedzialność za wybranie najlepszego ze wszystkich konkursowych przedstawień spadła w tym roku na trzyosobowe jury, któremu przewodzi dziekan Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie - prof. Lech Śliwonik. Poza nim w skład jury wchodzą jeszcze: aktorka i dyrektor Teatru Ósmego Dnia w Poznaniu - Ewa Wójciak oraz reżyser - Paweł Passini.

Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem Łódzkich Spotkań Teatralnych mieliśmy możliwość zobaczenia pierwszego spektaklu konkursowego - "Misja: WIOSNA" sopockiego zespołu Lustra Strona Druga. Jest to próba wprowadzenia na scenę jednego z opowiadań Brunona Schulza, jednak jak artyści zapowiadają w biuletynie - ich "ambicją nie jest przedstawienie złożoności świata otwierającego się na kartach opowiadań Brunona Schulza, a jedynie podążanie za jednym z tematów zaczerpniętym z Wiosny - historią juwenilnej, ale nie niewinnej, relacji damsko-męskiej." Zagmatwany, oniryczny świat prozy Schulza najwidoczniej przerósł młodych twórców, starali się oni wydobyć z niego to, co najbanalniejsze i najbardziej oczywiste. Niestety ze szkodą dla utworu. Przedstawienie wyreżyserował Maciej Gorczyński przy współpracy z Alicją Mojko - oboje są liderami tej grupy. Swojemu spektaklowi dodali podtytuł "śpiewogra z morałem", i o ile pierwsze słowo nie wzbudza zastrzeżeń, tak morał trudno było odnaleźć w "Misji: Wiosna". Chyba że artyści za morał uznali stwierdzenie, że stosunki damsko-męskie są skomplikowane.

Misja: WIOSNA LUSTRA STRONA DRUGA Sopot

"Misja: WIOSNA"

Główną rolę grała Weronika Podlesińska wcielająca się nie tylko w centralną postać Bianki, ale także w Undulę i Adelę. Ubrana w białą, zwiewną sukienkę, przemykała po scenie, kusząc swoich adoratorów. Niestety mimo wdzięku i talentu aktorki kreacja jej roli nie miała nic z zagadkowości bohaterki Schulza. Podobnie Rudolf Adama Akermana i Józef/Jakub Pawła Oleksińskiego pozbawieni byli tajemnicy i baśniowości, zamiast tego ukazano śmieszności zakochanego żydowskiego kupca. Żartobliwe gesty i miny, niespodziewane wyskakiwanie zza czerwonej kotary czy śmieszna, teatralna śmierć mogą bawić tylko przez chwilę, jednak nie zostawiają w widzach żadnego przesłania.

Znacznie lepiej wypadła muzyczna strona spektaklu. Liczne instrumenty muzyczne stały się równoprawnymi aktorami, nie tylko ich dźwięki odgrywały rolę, ale także różnorodne kształty - od masywnego kontrabasu do smukłego fletu.

Kolaż artystyczny, jaki zaprezentował Teatr Lustra Strona Druga dopełniły teksty reklam z dwudziestolecia i fragmenty eseju Artura Sandauera.

Klasyka awangardy

Około 17 nastąpiło oficjalne rozpoczęcie Łódzkich Spotkań Teatralnych. Marian Glinkowski przywitał licznie zgromadzoną publiczność i przedstawił jury. Po chwili jednak zostawił już scenę dla Akademii Ruchu z Warszawy, która przygotowała prezentację "Esej III". Występ AR nie podlegał konkursowi, gdyż jest to grupa o bardzo dużym dorobku artystycznych i mocnej pozycji, na którą artyści pracują już od 1973 roku. Można powiedzieć, że Akademia Ruchu stanowi klasykę awangardy. Jej twórcą i kierownikiem artystycznym jest Wojciech Krukowski, i to on w "Eseju III" postanowił przybliżyć działalność artystyczną swojej grupy. Stworzyli coś, co nie do końca jest spektaklem, przypomina raczej teatralizowany wykład przeplatany fragmentami nagrań. Widzowie mieli okazję zobaczyć, jak grupa ewoluowała, zmieniała się przez prawie czterdzieści lat. Na dorobek AR składa się wiele dziedzin, począwszy od krótkich filmów po performance. Wszystkie mają jednak wspólny mianownik, którym jest wypracowany przez grupę specyficzny język. Powtarzane gesty i słowa (pojedyncze, oderwane od pierwotnego znaczenia) opisują rzeczywistość, stanowiąc nie tylko jej komentarz, ale i dopełnienie. Jeden ze słynniejszych performance'ów z 1976 roku "Kolejka wychodząca ze sklepu" pokazuje grupę ludzi, którzy ustawiają się w rzędzie i udają, że wychodzą ze sklepu lub tworzą lustrzane odbicie kolejki czekającej na coś. W czach komunizmu, gdy ludzie zmuszeni byli do ciągłego oczekiwania na wszystko grupa AR wykazała się poczuciem humoru i dystansem. Nie dziwi więc, że sam Kurowski mówi o swoich dziełach - "wesoła gra z rzeczywistością". Dowodem ich sukcesu był natomiast fakt, że ich działalność była dostrzegana, i nie chodzi o krytyków, ale o zwykłych ludzi, którzy wyrażali chęć udziału w tych wydarzeniach artystycznych. Inną akcją w przestrzeni miejskiej było między innymi "Happy Day" - kiedy to członkowie grupy ubrani w kolorowe ubrania spacerowali po Krakowie. Akcja później została powtórzona także w innych miastach: Łodzi, Warszawie i Olsztynie. Mimo że AR już w nazwie sugeruje, że jest teatrem ruchu, paradoksalnie słowo odgrywa dla nich olbrzymie znaczenie. Podają je jednak w specyficzny sposób. Używają zazwyczaj słowa pisanego, np. fragmenty utworu "Europa" rozpisane na transparentach i porzucane na ulicach. Każdy element staje się symbolem całości, nie liczy się poszczególne słowo, ale sens, który wynika z połączenia wszystkich części i skonfrontowaniu z rzeczywistością. Tekst nigdy nie jest przez nich podany bezpośrednio, trzeba razem z nimi przejść drogę do odkrycia, rozpoznania go. "Esej III" na Łódzkich Spotkaniach Teatralnych można uznać za wskazówkę dla wszystkich zespołów, które dopiero szukają form swojego wyrazu.

Jeśli patos, to tylko kwestia żydowska

Shoah TEATR KLINIKA Bytom

"Shoah"

Drugim spektaklem konkursowym jest "Shoah" grupy z Bytomia - Teatru Klinika. Podobnie jak w pierwszym przedstawieniu bohaterami są Żydzi, jednak ukazani w diametralnie odmienny sposób. Przedstawienie Teatru Klinika jest połączeniem dwóch obrazów: historii zaczerpniętych z Biblii i opowieści o losach więźniów obozów koncentracyjnych. Te dwa światy łączy jednak ból, cierpienie, strach i rozpacz - "shoah", które przecież po hebrajsku znaczy zagłada, zniszczenie. Takiego tematu nie można bagatelizować, z szacunku trzeba grać go patetycznie... Niestety to zadanie przerosło młodych artystów. Podniesiony głos, nienaturalnie wymawiane słowa i nadmierna ekspresja wcale nie oznaczają patosu, a tylko męczą widzów. Dodając do tego wszystkiego próbę wzbudzenia obrzydzenia - aktorzy plują, udając wymioty, jeden z nich rozrywa zębami surowe mięso. Wszystko przy nastrojowej muzyce, m.in. przy piosence (choć z trochę zmienionym tekście) Jacka Kaczmarskiego "A my nie chcemy uciekać stąd...". Teatr Klinika, jak to często się zdarza wśród początkujących grup, chciał wystawić ambitny spektakl, niestety nagromadzili w nim tak wiele znaczeń i symboli, że się w nim całkowicie zagubili.

Była Żydówka, nie ma Żydówki TEATR STAJNIA PEGAZA Sopot

"Była Żydówka, nie ma Żydówki"
fot. Z. Szreder

Pierwszy dzień Łódzkich Spotkań Teatralnych upłynął pod znakiem historii żydowskich. Kolejny spektakl "Była Żydówka, nie ma Żydówki" Sopockiego teatru Stajnia Pegaza również podejmuje kwestie Holokaustu. Reżyserka Ewa Ignaczak i autorka scenariusza Katarzyna Fidos wprowadziły na scenę powieść współczesnego pisarza Mariana Pankowskiego. Jest to historia Żydówki Fajgi Oberlender, która przeżyła jako jedyna z miasteczka N. Spektakl budzi skojarzenia z telewizyjnym show, w którym dwie prezenterki przeprowadzają wywiad z Żydówką. Powoli wyłania się tragiczna historia, tym bardziej rażąca, gdy skontrastowana z pustymi i bezmyślnymi pytaniami prowadzących. Spektakl ukazuje podejście do kwestii żydowskiej zróżnicowane w zależności od pochodzenia. Od monumentalizacji i wywyższenia, aż do zbanalizowania i zarzutu niewdzięczności. Wszystkie postawy są jednak wyśmiane, bo tak naprawdę nie da się wyrazić słowami ani gestami cierpienia, strachu i rozpaczy. Szkoda, że artystki same nie dostosowały się do wniosku wynikającego z "Była Żydówka..." i uparły się, by wystawić ten tekst.

A na koniec się spalić...

Znacznie lepiej zaprezentowało się ostatnie z przedstawień tego dnia. Łódzka grupa Soliloquium wystąpiła ze spektaklem "Spal mnie" na podstawie sztuki Magdaleny Fertacz "Absynt". Niecałe dwa miesiące temu przedstawienie to zdobyło pierwsze miejsce na Łódzkim Przeglądzie Teatrów Amatorskich. Reżyser Piotr Grabowski przez kilka lat nie dawał o sobie znać w artystycznym środowisku, jednak jego powrót naznaczony już od początku jest sukcesami. "Spal mnie" odkrywa patologie rodzinne, mroczne sekrety i toksyczne związki między ludźmi. Wszystko jednak opowiedziane z punktu widzenia kobiet. W przedstawionym świecie nie ma mężczyzn, są tylko ich głosy lub powtarzająca się projekcja na ścianie, lecz nie są oni rzeczywiści. Prawdziwa tragedia dotyczy matki i córki. Główna bohaterka, młoda dziewczyna ubrana w suknię ślubną, snując się po scenie niczym zjawa, wyjawia swoje tajemnice. Na jej sukni widać czerwoną plamę, będącą symbolem wszystkich cierpień, jakich doznała. Jest to symbol bardzo oczywisty i bezpośredni, ale tak ma być, bo w przedstawionym świecie nie ma miejsca na subtelność. Drobne chwile szczęścia trzeba siłą wyrwać, a potem pozostaje tylko się "spalić".

Magdalena Mirecka
Teatralia Łódź
12 grudnia 2009

XVIII Łódzkie Spotkania Teatralne, Łódzki Dom Kultury, 4-6 grudnia 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen