zwykła czcionka większa czcionka drukuj

3 x "tak" dla Hoffmana

... i listopadowej premiery jego opowieści w Operze Wrocławskiej. Długo przygotowywana i sprawnie nagłośniona - doczekała się upragnionego aplauzu, bo wyszło doskonale. Cudownie brzmiące głosy, przepiękne kostiumy, zachwycająca scenografia - całość zadziwiająca i wysublimowana. I choć można doszukiwać się w tym wszystkim przepychu czy nawet kiczu - ja od razu taki zarzut neguję - oprawa tej opery to apogeum nieprzypadkowego artyzmu. Wszystko, od początku do końca, było absolutnie celowym działaniem - spór szarej rzeczywistości z bajeczną ułudą, stworzyły wspólnie kwintesencję mieszanki zwodniczej fantazji z dosadnymi realiami.

Tytułowe opowieści są o miłości, a właściwie o trzech - nieautentycznej i krótkiej, niby odwzajemnionej, ale i tak nieszczęśliwej, oraz demonicznej i wyniszczającej. Jak więc widać, nad Hoffmanem ciąży nieustępliwe fatum, o którym zamierza opowiedzieć słuchaczom w winiarni Luthra.

Hoffman jest tragicznym bohaterem, poetą poszukującym miłości. Tyle że jego wyobrażenie o tym uczuciu zostaje zweryfikowane przez realia w chwili, gdy spotyka pierwszy obiekt westchnień. Idealnie piękna Olympia zadziwia swoją perfekcją w każdym calu. Na zorganizowane przez jej ojca przyjęcie zbierają się tłumnie goście, by podziwiać jej niezliczone talenty. Zachwycony Hoffman wychwala pod niebiosa zalety jej ciała, jak i ducha, po czym dowiaduje się, że pokochał automat - nakręcaną na korbkę lalkę. To pierwsza porażka mężczyzny.

Opowieści Hoffmana OPERA WROCŁAWSKA

"Opowieści Hoffmana"

Druga przychodzi wraz z młodą śpiewaczką Antonią, która to odwzajemnia uczucia Hoffmana, ale stawia przed nim silnego rywala, jakim jest muzyka. Dziewczyna nie chce rozstać się ze śpiewaniem, przez co w końcu sama ginie, pozostawiając Hoffmana w rozpaczy.

Ostatnia, drapieżna, ociekająca erotyzmem femme fatale - Giulietta - zamyka "tercet czarodziejek", uzmysławiając zakochanemu poecie, że jego piękne uczucia są dla niej samej mniej ważne niż ogromny, błyszczący pierścień. Hoffmanowi po raz kolejny miłość zostaje wyrwana z gardła, a on znów jest szaleńczo zakochany i znów ostatecznie. Jak się jednak okazuje, jedyną wierną i oddaną mu kobietą - jest jego muza.

Przedstawione historie to trochę dramat i trochę komedia. Mężczyzna, który plącze się w uczuciach do trzech kobiet, w każdej z nich doszukuje się czegoś, czego nie mógł znaleźć w poprzedniej - i na zmianę. Dramat polega na tym, że nie istnieje kobieta idealna, w związku z czym Hoffman z łatwością ulega kolejnym wdziękom kolejnych kobiet i w każdej z nich urzeka go coś innego. Tyle tylko, że trzykrotnie wydawało mu się, że jest zakochany na śmierć i życie, co w obliczu każdej kolejnej kobiety - umniejsza powagę siły jego uczuć.

Przy dość tragicznym wydźwięku opowiadań Hoffmana, wydaje się bardzo ciekawe, że podniosłe frazy o miłości przeplatane są zabawnymi scenami - żartobliwe piosenki Hoffmana, rozkoszny chichot współtowarzyszek zabawy, groteskowe zachowanie wyzywającej Giulietty, i w końcu przebrany za baletnicę służący Frantz (tutaj widownia uśmiała się do łez).

Opowieści Hoffmana OPERA WROCŁAWSKA

"Opowieści Hoffmana"
plakat do spektaklu

Poza realistycznymi do bólu scenami w winiarni, gdzie alkohol i napięcie seksualne unoszą się w powietrzu, pozostają jeszcze równie ważne, tyle że znacznie bardziej zadziwiające - elementy fantastyki, baśni, odrealnione postacie i tajemnicza atmosfera. Magiczne okulary, które rozkochały Hoffmana w Olympii, lustro, które miało wyssać odbicie jego twarzy czy sceny z szatanem i dwiema mrocznymi, niepokojącymi zjawami, które odebrały Antonii duszę.

Trzy kobiety i trzy akty. To, że Olympia, Antonia i Giulietta są od siebie różne, to nie wszystko. Każdy akt jest innym, pozornie zupełnie odstającym obrazem, a może nawet mógłby być odrębną operą. Pierwszy z nich to wizja pełna przepychu, dość wulgarnego erotyzmu i sugestywnych odsłon - centrum rozpusty mężczyzn, w której kusicielami są oczywiście kobiety. Kolejna część to lodowy pałac, zimnoniebieski, pełen luster i płatków śniegu. Ostatni zaś akt przenosi Hoffmana do enigmatycznego, barwnego miejsca, gdzie - dla kontrastu z poprzednią oprawą - bucha czerwień. Dużo piór, masek i falban, do tego unosząca się nad sceną gondola. Kuriozalność, wystawność i bogactwo - ale nie krzykliwa tandeta. Masywność dekoracji jest alternatywą wobec powszechnego w dzisiejszych teatrach minimalizmu scenicznego. I dobrze, że Opera Wrocławska uświadamia widzów, że nie zapomniała o pierwotnym, tradycyjnym postępowaniu z oprawą przedstawień.

W "Opowieściach Hoffmana" została zaangażowana prawie cała kadra artystów z opery - efekt był niesamowity. Tłum pięknych ludzi, ubranych w wymyślne stroje, tańczących w rytm batuty dyrygenta - cała ta pompatyczność pozwoliła nacieszyć oczy. A na dokładkę - coś dla uszu - Mario Zhang - bohater tytułowy, gwiazda spektaklu, z dostojnym tenorem, jego przyjaciel, bratnia dusza - Nicklausse - w tej roli Anna Biernacka, czysty sopran Joanny Moskowicz - Olympii (zresztą zdecydowanie wiodącej prym, jeśli chodzi o rolę kobiecą), dźwięczny głos Evgenyi Kuznetsovej (Antonii), który wsparty siłami Hoffmana dostarczył nieopisanych wrażeń. Opera Wrocławska może pochwalić się wysoce profesjonalnym i wszechstronnie uzdolnionym zespołem, bogatym zapleczem kreatywności pod postacią Zawodzińskiego, który popisał się doskonałym pomysłem na scenografię. Do tego dochodzą dynamiczna choreografia Niesobskiej i fantazyjne, dopracowane do perfekcji kostiumy Słoniowskiej.

Premiera "Opowieści Hoffmana" to wielkie wydarzenie na kulturalnej scenie Wrocławia. Porażka z pewnością odbiłaby się echem od ścian opery i dźwięczałaby jeszcze bardzo długo. Ale to działa także w drugą stronę - tym lepiej, bo opera ma teraz zasłużone powody, by hucznie świętować wielki sukces, o którym, miejmy nadzieję, długo się jeszcze nie zapomni.

Karolina Obszyńska
Teatralia Wrocław
10 grudnia 2009

Opera Wrocławska
Jacques Offenbach
"Opowieści Hoffmana"
kierownictwo muzyczne, dyrygent: Ewa Michnik
inscenizacja, reżyseria, scenografia: Waldemar Zawodziński
kostiumy: Małgorzata Słoniowska
choreografia: Janina Niesobska
przygotowanie chóru: Zygmunt Magiera
asystent dyrygenta: Bassem Akiki
asystent reżysera: Hanna Marasz
asystent scenografa: Katarzyna Zbłowska
obsada z dnia 29.11.2009 r.:
Hoffmann - Mario Zhang*
Nicklausse - Anna Bernacka
Olympia - Joanna Moskowicz
Giulietta - Ewa Vesin
Antonia - Evgenyia Kuznetsova
Lindorf - Piotr Wołosz
Coppelius - Piotr Wołosz
Dapertutto - Mariusz Godlewski*
Dr Miracle - Mariusz Godlewski*
Andres - Piotr Bunzler
Cochenille - Piotr Bunzler
Piticchinaccio - Andrzej Kalinin
Frantz - Paweł Wunder*
Stella - Aleksandra Lemiszka
Spalanzani - Paweł Wunder*
Schlemil - Jacek Jaskuła
Crespel - Tomasz Rudnicki
Głos Matki - Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak
Luther - Jarosław Bodakowski
Nathanaël - Łukasz Gaj
Hermann - Maciej Galiński
* gościnnie
premiera: 27 listopada 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen