Czekanie na szlabanie
Nie każde oczekiwanie warte jest nadejścia Godota. Zwłaszcza, jeśli imię jego - Widz, a czas spędzony w gmachu teatru szybko zacznie go uwierać niczym lateksowe spodnie Andżelę - bohaterkę sztuki. "Czekając na Turka" w Starym Teatrze spreparowano według prostego przepisu: należy zanurzyć aktorów w ciągu etiud na poły kabaretowych, a oglądających - wbrew intencjom - w znużeniu.
Wskazówki zegara, jak to bywa podczas oczekiwania - jakby zardzewiałe. Przed oczyma - pakiet gagów i efektów specjalnych, którymi nie pogardziłby cyrk: Peszek uroczo huśtający się na szlabanie, Andżela gasząca świat automatem do produkcji piany... Za tymi atrakcjami - same znaki zapytania: dlaczego sekretarz, nim wygłosi kwestię, musi zaprezentować, jaką ma na sobie bieliznę? W jakim celu martwy (!) Patryk nurkuje w pianę, obłapiając namiętnie Turczynkę (czyżby poprawność polityczna? braterstwo narodów?), a wszystko to w czerwonej poświacie i przy dźwiękach pościelowej muzyki? Czyżby reżyser nie wierzył w siłę dramatu, sięgając po chwyty mocno już wyświechtane, acz wciąż gwarantujące salę wypełnioną po brzegi?
Wszelkie próby urozmaicenia publiczności chwil spędzonych wraz z bohaterami gdzieś na polsko-słowackiej granicy nie przynoszą zamierzonego skutku. Powstaje parodia parodii, a śmiech na sali rozlega się niewspółmiernie rzadko do zamierzeń autorsko-reżyserskich.
Najmocniej kuleją kostiumy. Chór Przemytników stanowią zbiegli z opery śpiewacy, Edek przypomina nauczyciela historii na emeryturze, Marika - efekt uboczny pierwszej fali kapitalizmu (ta panterka...), Andżela z kolei jest wcieleniem Lary Croft. Wszystko to - nadmuchane. Próżnią.
Jest coś znajomego w tej realizacji. Sposób prowadzenia aktorów, specyficzna interakcja z widownią znane są krakowskiej publiczności z obecnej w repertuarze Starego Teatru "Piekarni". Ciągłe puszczanie oka, granie trącące o parabazę, wstawki śpiewane (niemal songi) i rytmiczno-taneczne, mowa i ruch synchroniczny... Czy to zamierzone, twórcze odniesienie? Czy raczej przejęcie sprawdzonego chwytu? O ile w "Piekarni" takie działania uzasadnione są brechtowską koncepcją teatru epickiego, a co więcej - świetnie sprawdzają się na scenie - tak tu, towarzysząc oczekiwaniu na Turka, męczą wtórnością.
Czy spektakl w Starym jest nieudaną inscenizacją genialnego tekstu? Niestety, dramat Stasiuka nie porywa. Dzieła pisane "na zamówienie" czy "w ramach" rzadko bywają dobre - "Czekając na Turka" stanowi potwierdzenie tej przykrej reguły. Jakiś irytujący gest wymuszenia wyczuwalny jest od pierwszej strony, na ostatniej osiąga swe apogeum, czego nie niweluje dość udana - w stosunku do całości tekstu - puenta. W teatrze można było wydobyć z wersji papierowej esencję, przydać akcji ewidentnie brakującego tempa, stworzyć żywe postaci. Realizacji sygnowanej marką Grabowskiego to się nie powiodło. Co więcej - problem, wokół którego zbudowano tekst dramatu, staje się w wizualizacji nieczytelny. Wejście Polski do strefy Schengen było dla mieszkańców terenów przygranicznych małą apokalipsą. U Stasiuka czuć nerw problemu. U Grabowskiego - kwestia głuchnie w chóralnych przyśpiewkach.
Katarzyna Borys
Teatralia Kraków
5 grudnia 2009
Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Andrzej Stasiuk
"Czekając na Turka"
Projekt After the Fall
reżyseria: Mikołaj Grabowski
scenografia i kostiumy: Magdalena Musiał
muzyka: Mikołaj Trzaska
obsada:
Edek: Jan Peszek
Patryk: Piotr Głowacki
Marika: Iwona Bielska
Andżela: Paulina Puślednik (PWST)
Chór: Jacek Romanowski, Wiktor Loga-Skarczewski, Zbigniew W. Kaleta
Pani Salamina: Maria Dejmek (PWST)
Sekretarz: Krzysztof Wieszczek
premiera: 19 czerwca 2009 r.