Przyszpilanie motyla
Japońska gejsza Cio-Cio-San zostaje złapana w siatkę pożądania przez porucznika sił amerykańskich stacjonujących w Japonii, Pinkertona. Czułymi słowami, gestami, obietnicami rozkłada skrzydła piętnastolatki, a ta rozkwita, promieniuje, pięknieje. Szybko dochodzi do ślubu. I do nocy poślubnej. Ale wiadomo, jak skończy się ta opowieść. Pinkerton porzuci Cio-Cio-San, wracając do Ameryki. Tam poślubi inną kobietę: narzeczoną - Kate. Osiemnastoletniej byłej gejszy, wiernej swojej miłości, chroniącej swojego honoru, pozostanie jedyne wyjście. Posłuży się sztyletem, tym samym, którym jej własny ojciec popełnił seppuku... Opera Krakowska na początek sezonu teatralnego pokazała "Madama Butterfly" Giacomo Pucciniego w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego.
Diabelska postać Goro - pośrednika małżeństw (Paweł Wunder) zapowiada coś niepokojącego. Przerażająca przepowiednia wuja Cio-Cio-San, Bonzo (Przemysław Firek) dopełnia narastający niepokój. Słowa, plany, działania niedojrzałego Pinkertona (Wasyl Grokholsky) dają pewność, że sytuacja przez niego zainicjowana skończy się szybko. Tragedię da się przewidzieć. Ale w pierwszym akcie, oprócz pięknych kostiumów Marii Balcerek, oprócz popisów śpiewaków i wykonanych z największym kunsztem partii solowych, ansamblowych i chóralnych, na scenie nie dzieje się nic. Co prawda istnieje mnóstwo elementów dekoracyjnych, mnóstwo śpiewaków i tancerzy wychodzi i wchodzi na scenę, oświetleniowiec pracuje cały czas. A jednak w sferze emocji i przeżyć jest pusto. Oczywiście, niesamowita muzyka pod batutą Tomasza Tokarczyka czasem przerażała, czasem wywoływała ożywienie. Ale ta muzyka jest mistrzowska sama w sobie. I chociażby została połączona ze świetnymi dekoracjami i strojami to od widowiska operowego, w dodatku tak szeroko reklamowanego, oczekiwałam czegoś więcej.
Zawsze w teatrze istnieje zagrożenie, że zabraknie prawdziwości zarówno tej aktorskiej, jak i tej emocjonalnej. Zwłaszcza w widowisku operowym. I tej prawdziwości, autentyczności zabrakło w pierwszym akcie "Madama Butterfly". Jednak drugi akt przyniósł zmianę. Ewa Biegas, dominująca na scenie, zaczęła kreować swoją rolę i stworzyła głęboką psychologicznie postać Cio-Cio-San. Niekwestionowany talent wokalno-muzyczny artystka połączyła z umiejętnościami aktorskimi. Dzięki temu przeżycia głównej bohaterki stawały się z każdą chwilą coraz bardziej odczuwalne. Na zakończenie spektaklu Ewa Biegas odebrała zasłużone, gromkie brawa - trzy godziny na scenie, przy tak trudnych i zróżnicowanych partiach muzycznych, śpiewaczka zakończyła na najwyższych rejestrach emocji. Bardzo ważną rolę w tym widowisku odegrała Agnieszka Cząstka, która wcieliła się w wierną służącą Butterfly - Suzuki. W większości milczała, niekiedy doradzała. Ale swoją obecnością, gestem, ruchem, ciałem wprowadzała ciągły dysonans. Byłam gotowa uwierzyć Madama Butterfly, gdy przekonywała sama siebie, że Pinkerton tylko wyjechał w ważnych sprawach i niedługo wróci do swojego domu w Japonii. Ale gdy tylko spojrzałam w stronę Suzuki, zaraz zostałam sprowadzona na ziemię.
Moją szczególną uwagę zwróciła scenografia. Pewne jej elementy zostały przerysowane, przez co przerażały, czasem nawet przytłaczały swoją wielkością. Ale były uzasadnione i w pełni czytelne. Jak chociażby wielka kotwica, powiększona do rozmiarów monstrualnych, spuszczona z góry, wisiała nad całą sceną - od przypłynięcia statku Pinkertona po trzech latach nieobecności - aż do końca drugiego aktu. Dla Butterfly kotwica równała się z nadzieją i bliskim szczęściem. Dla mnie, ciążąca niemiłosiernie przez cały czas za plecami bohaterki, zwiastowała rychłe i nieuniknione nieszczęście. Dekoracja robiła wrażenie, jak na przykład wtedy, gdy setki kwiatów na platformach wjechało na scenę czy wtedy, gdy spuszczono z góry kilkadziesiąt świecących lampionów. Podczas całego spektaklu nie raz można było zachwycić się możliwościami technicznymi, jakimi dysponuje Krakowska Opera.
Całość "Madama Butterfly" była przedstawieniem zrealizowanym pod każdym względem na najwyższym poziomie. Przejmujący, piękny i godny polecenia spektakl.
Katarzyna Kierys
Teatralia Kraków
1 grudnia 2009
Opera Krakowska
Giacomo Puccini
"Madama Butterfly"
dyrygent: Tomasz Tokarczyk
reżyseria, scenografia: Waldemar Zawodziński
kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk
kostiumy: Maria Balcerek
choreografia, ruch sceniczny: Janina Niesobska
realizacja światła: Mirosław Poznański
przygotowanie chóru: Marek Kluza
as. reżysera: Magdalena Wąsowska
as. scenografa: Katarzyna Zbłowska
as. kostiumologa: Bożena Pędziwiatr
as. kierownika muzycznego: Paweł Szczepański
obsada:
CIO-CIO-SAN: Ewa Biegas, Aleksandra Chacińska, Maria Mitrosz
PINKERTON: Vasyl Grokholskyi, Tomasz Kuk, Arnold Rutkowski, Pavlo Tolstoy
SUZUKI: Agnieszka Cząstka, Bożena Zawiślak-Dolny
SHARPLESS: Mariusz Godlewski, Leszek Skrla, Krzysztof Witkowski
GORO: Imeri Kawsadze, Paweł Wunder
BONZO: Przemysław Firek, Bogdan Kurowski, Volodymyr Pankiv
KATE PINKERTON: Agnieszka Cząstka, Monika Korybalska
YAMADORI: Michał Kutnik, Krzysztof Witkowski
YAKUSIDE: Tomasz Wnuk, Jerzy Wójcik
KOMISARZ CESARSKI: Przemysław Bałka, Marcin Herman, Andrzej Wartalski
URZĘDNIK STANU CYWILNEGO: Marcin Herman, Ludomir Rogalewski
MATKA CIO-CIO-SAN: Anna Gajdzik-Krzyżanowska, Aleksandra Sotnicka
CIOTKA: Kamila Mędrek-Żurek, Małgorzata Sznajder-Dziechciowska
KUZYNKA: Marta Poliszot, Joanna Rakoczy
premiera: 25 września 2009 r.