Co to jest człowiek?
Dramat irlandzkiego pisarza i reżysera Conora McPhersona - "Wędrowiec" mogliśmy po raz ostatni obejrzeć 20 czerwca na deskach zamykanego niebawem Teatru Małego. Dramaturg, próbując w swoim utworze udzielić odpowiedzi na jedno z ważniejszych pytań ludzkości, otarł się o delikatny filozoficzny esej dotykający spraw cielesności, istoty duszy i wartości świata doczesnego. Postawiony przez McPhersona problem odbija się jak echo w sztuce w reżyserii Wojciecha Malajkata i zostaje rozwiązany dzięki doskonałej grze weteranów polskiego teatru.
W wigilijny wieczór, wśród cicho pobrzmiewających kolęd i pobłyskujących choinkowych lampek, w napiętej atmosferze sporów między dwoma braćmi - Richardem i Sharkim, wyzwiskami i wyrzucaniem sobie win z przeszłości, ucieka gdzieś świąteczna atmosfera, skropiona zbyt dużą ilością alkoholu i przyprawiona adrenaliną hazardu. Noc, która miała nie różnić się od wszystkich poprzednich, gromadzi niezmiennie przy karcianym stole - Sharkiego Richarda, Ivana i Nickigo. Codzienna gra w pokera staje się tym razem walką o najwyższe wartości, walką człowieka z piekielną, metafizyczną istotą. Pięciu mężczyzn zasiada do świątecznego pokera, a ostatnim z uczestników rozgrywki jest tajemniczy, dystyngowany człowiek, sprowadzony do domu Richarda przez Nickiego - Pan Lockhart.
Po przywitaniu nowego gościa i krótkiej wymianie zdań, rozpoczyna się gra. Podczas gdy proponowane są coraz wyższe stawki, przybysz zdradza swoją zaskakującą wiedzę o każdym ze współgraczy. Okazuje się, że zna najboleśniejsze fakty z przeszłości bohaterów, co wprawia ich w zdezorientowanie. Wędrowiec to wysłannik piekieł, który podróżuje po świecie, egzekwując od grzeszników zapłatę za ich winy. Tej nocy jednak, najwięcej ma do stracenia Sharky, któremu tajemniczy gość oświadcza, że przybył po jego duszę i zamierza wygrać ją w pokera. Gra ma być rewanżem Lockharta za, mający miejsce dokładnie rok wcześniej, epizod więzienny, kiedy to za sprawą niepomyślnych dla niego kart - Sharky wygrywa rozdanie i zyskuje wolność.
Spektakl porusza problem wędrówki dusz po zaświatach - żegnając się z domem Richarda, Pan Lockhart sugeruje, że udręki życia codziennego, toczącego się na ziemskim padole - są nieporównywalnie błahym problemem wobec niespokojnej włóczęgi duszy, która nigdy nie zazna ukojenia, gdyż odebrano jej szansę na śmierć. Najbardziej sugestywna scena spektaklu rodzi pytanie: co w istocie decyduje o pełnym szczęściu człowieka? W którym momencie zaciera się granica między pragnieniem śmierci a pragnieniem osiągnięcia wiecznego spokoju? Kiedy człowiek uświadamia sobie, że wieczne życie na ziemi jest niemożliwe, i paradoksalnie - dzięki tej ulotnej doczesności - dużo łatwiej jest wytrwać?
Gość z zaświatów wyjaśnia, na czym polega dramat jego więzienia, tłumacząc przy okazji, że najwięcej osiągnie człowiek wtedy, gdy zdobędzie wieczny spokój ducha. Pan Lockhart opowiada o piekle, lodowatym, samotnym miejscu, z którego nie można uciec. W miejscu, gdzie łzy wściekłości przymarzają do rzęs - ludzie marzą o śmierci, której osiągnięcie jest niemożliwe. Co więcej - niemożliwe jest nawet spokojne zaśnięcie - z powodu bólu jaki się zadawało innym, jest się skazanym na nieustające czuwanie. Wysłannik piekieł, chociaż wydaje się być złowrogim nieprzyjacielem, okazuje się w końcu sprawiedliwym nauczycielem. Uświadamia Sharkiemu, że losem człowieka włada niezniszczalne prawo przyczyny i skutku, ciężkiej odpowiedzialności za całe zło, jakie się wyrządziło.
Ciało ludzkie jest kruche i nieodporne, łatwo można je uszkodzić lub zniszczyć - Pan Lockhart zauważa to, kalecząc dłoń o szklaną butelkę whisky. Patrząc na krwawiącą ranę, ze wzburzeniem oświadcza "nienawidzę tych waszych ciał." Pytając kpiąco Sharkiego: "bo co to jest człowiek?", stawia jednocześnie pytanie o istotę natury ludzkiej, o jej wątłość, marność, przemijalność. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości taka forma życia jest według Lockharta idealnie odmierzoną i doskonale trafioną - udręka wieczności, nieustająca wędrówka jego duszy, sprawiają, że marzy on o zwyczajnym, ludzkim zestarzeniu się.
Sharky, gotowy godnie ponieść porażkę i odejść razem z Lockhartem do miejsca wiecznego potępienia - w ostatniej chwili wygrywa swoją duszę. Przybysz z zaświatów oddając cichy hołd człowieczeństwu, znika w ciemnościach.
Opowieści o życiu pozaziemskim i chwile szczególnej grozy zostają dodatkowo podkreślone grą świateł odpowiednio przygaszanych lub niespodziewanie rozbłyskujących. Słychać westchnienia zachwyconych widzów, gdy mieszkanie Richarda z obskurnego i zdewastowanego staje się nagle oblanym purpurą, hipnotycznym punktem, z którego Lockhart wygłasza prawdy o piekle.
Po kilku sekundach ciszy znów zapalają się światła. Aktorzy kłaniają się przed oniemiałą z wrażenia publicznością, spoglądając na widzów podnoszących się kolejno z miejsc, wiwatujących i co najmniej zadowolonych z tego, co oglądali przez ostatnie półtorej godziny. Jeśli zamysłem aktorów i reżysera było wprowadzenie mistycznej, enigmatycznej atmosfery; unaocznienie tragedii piekielnych czeluści i wstrząśnięcie świadomością widza - sądzę, że się udało. Dramat przewartościowuje światopogląd dotyczący strachu przed umieraniem - ukazuje śmierć jako nagrodę, wyczekany moment, osiągnięcie spokoju, podczas gdy życie wieczne okazuje się być udręką niemożliwą do zniesienia.
Uczciwie należy oddać szacunek piątce wspaniałych aktorów - Zbigniewowi Zamachowskiemu, Henrykowi Talarowi, Krzysztofowi Wakulińskiemu, Waldemarowi Kownackiemu oraz Jerzemu Łapińskiemu, dzięki którym spektakl można osadzić między najbardziej udanymi przedstawieniami w Teatrze Małym.
Karolina Obszyńska
Teatralia Warszawa
27 czerwca 2009
Teatr Narodowy / Teatr Mały w Warszawie
Conor McPherson
"Wędrowiec"
("The Seafarer")
przekład: Anna Wołek
reżyseria: Wojciech Malajkat
scenografia: Jan Kozikowski
światła: Wojciech Puś
obsada: Zbigniew Zamachowski, Henryk Talar, Jerzy Łapiński, Waldemar Kownacki, Krzysztof Wakuliński
premiera: 14 marca 2008 r.
Pokaz w ramach "Pożegnania Teatru Małego".