"Przecież pijany był..."
Czy język może być przeszkodą w odbiorze treści rozmaitych przekazów? Wydaje się, że tak. Szczególnie, gdy jest to język, z dzisiejszego punktu widzenia, archaiczny. Brzmi on wówczas niezrozumiale i jest powodem tworzenia bariery umysłowej, przez którą trudno się przebić. Jednak spektakl "Pijacy" jest dowodem na to, że mimo oczywistego utrudnienia odbioru treści, możliwe jest mistrzowskie użycie dawnego tekstu w realiach całkiem współczesnych. A to ciekawe połączenie jest tylko pierwszym ze wszystkich, zaskakujących, które odkrywamy, oglądając spektakl.
Trzepak, kontener na śmieci, kilka garaży i rusztowanie, to scenografia do "Pijaków" w reżyserii Barbary Wysockiej. Dźwięki gitary elektrycznej pobrzmiewają jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu. Zapowiada się ciekawie, choć przyznam, że widząc to współczesne otoczenie i znając nazwisko autora sztuki, pełna byłam obaw. Tyle powstaje teraz projektów adaptowania dawnych tekstów na realia współczesnej rzeczywistości... I często kończą się one katastrofą. Czy po raz kolejny będę musiała na nią patrzeć? Okazało się jednak, że nie. Nie ma mowy o katastrofie - jest to raczej sukces artystyczny. Bardzo ciekawie, humorystycznie i profesjonalnie ukazane zostały relacje międzyludzkie. I choć kolejne sceny łącznie z finałem były przewidywalne, nie zubożyło to spektaklu. Wręcz przeciwnie: oczekiwanie na kolejne zachowania postaci, czy też ich wypowiedzi, potęgowało humor przedstawienia. Łatwe do przewidzenia kompozycje dialogowe w połączeniu z - ukazanymi w sposób szalenie dowcipny - poczynaniami wiecznie pijanej kompanii, przyniosły oczekiwany, jak sądzę, efekt. Widownia aż trzęsła się od śmiechu. Pan Pijakiewicz - chyba najzabawniejsza z postaci - nie pozwolił nikomu się nudzić. Wielkie brawa za tę rolę dla Juliusza Chrząstowskiego.
Oprócz scenografii współczesne były także kostiumy, doskonale zresztą dobrane, bo bardzo naturalne, codzienne. Oglądamy na scenie ludzi, których głównym zajęciem jest picie i awanturowanie się. Pijakiewiczówna wychodzi za mąż - tylko nie bardzo wiadomo za kogo, bo ojciec po pijanemu zmienia decyzję co do wyboru Pana Młodego. Świat kręci się wokół "przepijania" do siebie kolejnych kieliszków. Raz jeden z kandydatów na męża Pijakiewiczówny jest nieszczęśliwy, raz - drugi amant, a do końca nie wiadomo, kto się w końcu z młodą dziewczyną ożeni, bo ojciec - nieustannie na rauszu, podejmuje pochopne, nie całkiem świadome decyzje. Koniec końców finał jest szczęśliwy, a to dzięki fortelowi jedynej trzeźwo myślącej postaci, jaką jest Ojciec Chrzestny (Roman Gancarczyk).
Spektakl nie jest zbyt skomplikowany - nie trzeba intensywnie myśleć, oglądając to widowisko, można natomiast, a nawet trzeba, świetnie się bawić. Oczywiście, poruszone w przedstawieniu problemy społeczne, takie jak alkoholizm, bezrobocie czy upadek obyczajów są zastanawiające, lecz cała atmosfera stworzona przez aktorów wypiera trudne i niewygodne myśli na rzecz dobrej zabawy i beztroski. Jedynie piosenka finałowa wprowadza nastrój ciut nostalgiczny, nie jest on jednak w stanie przyćmić poprzedniego wrażenia.
Jednak wprowadzone zostały także "poważne" elementy treściowe. Mamy mianowicie coś w rodzaju skrótu wiadomości dotyczących tragedii ludzkich, które wydarzyły się za sprawą alkoholu. I faktycznie, mowa jest o nieszczęściach, tyle że forma przekazania tych informacji jest szalenie humorystyczna i właściwie potęguje to tylko efekt komediowy spektaklu.
"Pijacy" to historia o pewnej warstwie społecznej, zbliżonej w swej kulturze i sposobie życia do ludzi, o których potocznie mówi się lumpenproletariat, a przy tym ludzi, którzy nie potrafią i właściwie nie chcą zmienić swego sposobu życia. Bo i po co? Jest zabawnie, wszyscy świetnie się rozumieją i nawet jeśli rodzą się jakieś konflikty, to przecież ludzie sobie wybaczają... Na przykład takie drobiazgi, jak oddanie córki innemu mężczyźnie niż temu, któremu została obiecana. Albo pobicie gospodarza domu. Trzeba wybaczyć, bo "przecież pijany był...". Rzecz jasna, merytorycznie taka postawa musi budzić sprzeciw, lecz nie jest to najważniejsze. Najistotniejsza jest tu bowiem doskonała gra aktorów i dowcip, wszechobecny dowcip - w każdym ruchu, w każdym geście. "Można wypić za dużo, ale nigdy nie wypije się do syta". Parafrazując poprzednie zdanie: można śmiać się zbyt dużo, ale nigdy nie będzie miało się dosyć śmiechu. Ja nie miałam dość. Chciałabym jeszcze.
Ewa Hanusz
Teatralia Kraków
23 czerwca 2009
Stary Teatr w Krakowie
Franciszek Bohomolec
"Pijacy"
reżyseria: Barbara Wysocka
adaptacja: Barbara Wysocka
scenografia: Magdalena Musiał
opracowanie muzyczne: Barbara Wysocka
obsada:
Aldona Grochal, Lidia Duda, Ewa Kaim, Katarzyna Krzanowska, Małgorzata Zawadzka, Arkadiusz Brykalski, Bolesław Brzozowski, Juliusz Chrząstowski, Roman Gancarczyk, Marcin Kalisz, Błażej Peszek, Jerzy Święch, Krzysztof Zawadzki
premiera: 26 kwietnia 2009 r.