zwykła czcionka większa czcionka drukuj

"Jesteśmy dziwkami, panie Bach"

O muzyce jako o wielkiej sztuce, ale i jako o rzemiośle bez zbędnych górnolotności. O sławie, sukcesie , ale i o ich ciemnych stronach. O podziwie, ale i o zazdrości. O tym, jakie byłoby życie, gdyby było się kimś innym, ale i o tym, jak dobrze jest być sobą. "Kolacja na cztery ręce" w reżyserii Olafa Lubaszenko opowiada o tak istotnych sprawach z nadzwyczajną lekkością i humorem.

Hotel Turyński w Lipsku, rok 1747. Dochodzi tu do niezwykłego spotkania - dwóch wspaniałych muzyków, dwóch wielkich osobowości. Znany w świecie autor "Pasji wg Św. Mateusza" i słynny twórca oratorium "Mesjasz". Kantor od Św. Tomasza i Charming brute. Brzdąkała i Potwór z Londynu. Jan Sebastian Bach i Jerzy Fryderyk Haendel. Przy wspólnej kolacji dochodzi do ich konfrontacji, do dyskursu dwóch całkiem odmiennych poglądów na życie i sztukę. Spotkanie, z założenia towarzyskie, szybko przeradza się w zaciętą batalię.

Kolacja na cztery ręce TEATR NOWY Poznań

"Kolacja na cztery ręce"

Bach, człowiek ubogi, nie ma właściwie nic oprócz uznania krytyków, poczucia własnej wartości i swobody twórczej. Haendlowi fundują obraźliwe karykatury, ale co z tego, skoro jest u szczytu popularności. A i pieniędzy ma w bród, jako mistrz marketingu nie przymiera głodem jak Bach i jego liczna rodzina. Komponuje jednak pod mecenasów, pod publiczność. Mistrz Haendel porównuje się wręcz do dziwki - jest całkowicie zależny od publiki, której się sprzedaje, a gdy nikt już go nie zechce - wszystko się skończy. Tego nigdy nie musiał robić wielki Bach. I dlatego jest tylko zwyczajnym, biednym kantorem. Między postaciami ciągle iskrzy, swe racje przedstawiają z niekłamaną pasją. Ach, jaka szkoda, że do takiego spotkania doszło tylko w sztuce... To, co przedstawili artyści, było jedynie błyskotliwą wariacją na temat niemożliwego, ogromnie zaostrzającą apetyt. Z wirtuozerią i charyzmą Mirosław Kropielnicki wciela się w dumnego i próżnego Haendla. Witold Dębicki mistrzowsko odgrywa partię skromnego, acz wybuchowego Bacha. Na krok nie ustępuje im Nikodem Kasprowicz w roli Jana Krzysztofa Schmidta - wiernego kolegi, a właściwie służącego Haendla. Cała trójka zgrabnie wydobywa to, co w sztuce najważniejsze, uwypuklając żartobliwie - ironiczny ton.

W tej smacznej kolacji nie widać jednak ręki kucharza - reżysera. Dialogi, choć za sprawą Paula Barza niezwykle trafne, a dzięki aktorom żywe, potrzebują czegoś, co spięłoby poszczególne sceny w całość. Przydałoby się doprawić spektakl jeszcze szczyptą dynamiki, jeszcze kroplą muzyki - to ona powinna być tu głównym spoiwem.

Na szczęście, ważne jest nie tylko to, co się je, ale także to, w jaki sposób zostało podane, czy gospodarze potrafili zabawić swoich gości. A zabawili znakomicie. I, co najważniejsze, wśród popisów kunsztu aktorskiego nie zagubili głównej idei sztuki. Dzięki kolacji w Teatrze Nowym rozważania o wyższości sztuki nad komercją napawają optymizmem. Bóg, któremu na imię publiczność, nie zadowoli się dziś w końcu byle czym.

Agnieszka Misiewicz
Teatralia Poznań
20 czerwca 2009

Teatr Nowy w Poznaniu
Paul Barz
"Kolacja na cztery ręce"
tłumaczenie: Jacek St. Buras
reżyseria: Olaf Lubaszenko
scenografia: Pracownia Zjawisk Teatralnych Piotra Tetlaka Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu
kostiumy: Irena Biegańska
reżyseria światła: Andrzej Ramlau
opracowanie muzyczne: Sławomir Wawrzyniak
asystent reżysera: Agata Standełło
obsada:
Jerzy Fryderyk Haendel: Mirosław Kropielnicki
Jan Sebastian Bach: Witold Dębicki
Jan Krzysztof Schmidt: Nikodem Kasprowicz
premiera: 14 maja 2004 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen