Olsztyn we władzy teatru
Kiedy po Olsztyńskiej Trzydniówce Teatralnej pozostały już tylko niezłożony namiot gdzieś przy zamkowej fosie, kilka ścinków białego confetti znalezionych między kostkami kamiennego deptaku, niedostrzeżonych przez sprzątających, kilka piórek, biały ślad dłoni Anioła odbity na bramie wejściowej Starego Ratusza, gdy wrażenia są jeszcze bardzo świeże, a obrazy w głowie wciąż żywe, z nutką nostalgii, że to już za nami, można podsumować dziesiątą, jubileuszową edycję festiwalu.
Olsztyńskie teatry odpoczywają od widowni, jednak przerwa wakacyjna stałych przybytków Melpomeny nie oznacza całkowitego zamarcia życia teatralnego Olsztyna - oznacza jedynie zmianę miejsca i formy. W sierpniowy weekend przestrzeń miejska została opanowana przez rozmaite teatry uliczne, przez twórców widowisk, które często nosiły znamiona performance'u, przez spektakle, które obficie czerpiąc z tradycji jarmarków czy kuglarstwa, wykorzystywały je do własnych artystycznych celów. Teatr wyszedł wprost do widza i gościł w najróżniejszych zakamarkach Starego Miasta. Olsztyńska Trzydniówka Teatralna to, jak skrzętnie przekalkulowali organizatorzy, ponad 130 artystów, prawie 10 ton scenografii, 12 teatrów, 15 przedstawień i niemal 20 godzin widowisk.
Co cechowało tegoroczną edycję imprezy? Z całą pewnością dużo dobrej muzyki. Zarówno jeśli chodzi o recitale, które od kilku lat wprowadza się w program festiwalu, jak i o nuty towarzyszące spektaklom. Od nastrojowych piosenek duetu Umer i Poniedzielski, poprzez sporą porcję elektroniki towarzyszącej spektaklowi "Ikar" czy budzące niepokój tony z "Salta Mortale", aż po rozsnuwające się po staromiejskich uliczkach urocze dźwięki wprost z kabaretu w stylu retro. Co dość typowe dla teatrów ulicznych - obficie szafowano ogniem. Spektakularne wybuchy, sporo dymu i inne pirotechniczne efekty towarzyszyły licznym przedstawieniom. To, o co ciężko w pomieszczeniach, można bez większych problemów zrealizować na wolnym powietrzu, w niczym nieskrępowanej przestrzeni. Podobnie z podniebnymi wzlotami, którymi raczył widzów Teatr Akt. Co więcej? Oczywiście spora dawka pantomimy, wiele naprawdę fenomenalnych dekoracji oraz dopracowanych kostiumów. To, co można by zarzucić wielu widowiskom, to powtarzające się sceny najzwyklejszej szarpaniny, których natłok bywał męczący. Szkoda, że nie znaleziono innych, ciekawszych dróg ekspresji w celu ukazania niektórych zjawisk istniejących w społeczeństwie.
Festiwal zainaugurowała okazała Parada, której przewodził Teatr Klinika Lalek. Uliczkami Starówki sunęła grupa barwnie odzianych aktorów z pięknymi lalkami, skupiająca się wokół majestatycznego smoka, z którego paszczy rozsnuwał się kolorowy dym. W rytmie bębnów aktorzy dotarli do Sceny Staromiejskiej, gdzie, ku uciesze szczególnie młodszej widowni, teatr rozpoczął występ. Widowisko, noszące tytuł "Księga Gór" opowiadało o losach tajemniczej pary: początkowo zaklętej w żabę Emmy oraz Ducha Gór Rzepióra. Ich losy miały połączyć się na ślubnym kobiercu. To wydarzenie poprzedziły przygotowania, w których pomagali trzej wieszczowie: Goethe, Hašek i Chopin, a także sama widownia, która w darze dla młodożeńców wykonała oryginalny taniec. Najmłodsi miłośnicy teatru bawili się przepysznie, a i starsi nie byli w stanie powstrzymać się od uśmiechu i pląsów pod Staromiejską Sceną. Dość ryzykownym było wprowadzenie postaci Goethego i jego doktora Fausta, ciężko bowiem wymagać od nie najstarszego audytorium znajomości poważnej literatury.
Kolejną z atrakcji piątkowego wieczoru był recital Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego pt. "Chlip-Hop". Lirycznie i komicznie - tak można w dużym skrócie określić występ pary artystów. Swobodne rozmowy na tematy współczesności, miłości oraz starości czy raczej okresu "młodości stabilnej" przeplatane były śpiewem. Stan, który można określić mianem "przedpłaczu" i piosenki "chlipane", po salwach śmiechu, przynosiły widowni również moment zadumy i uspokojenia.
Pozostała część wieczoru pierwszego z dni Trzydniówki upłynęła pod znakiem doznań bardziej już ekstremalnych. Zapewniły to Teatr Akt oraz Teatr Strefa Ciszy. Pierwsza z grup wystawiła widowisko osnute na mitologicznym motywie Ikara. Ponadczasowa problematyka starożytnej opowieści pozwoliła na zrealizowanie przedstawienia w duchu bardzo współczesnym. Pragnienie wolności, wzlecenia ponad przyziemność, chęć wyswobodzenia prawdziwego zaprezentowana została w sposób wysoce widowiskowy i faktycznie podniebny: aktor lewitował nad Starym Miastem oplątany materiałową szarfą. Pod rozgwieżdżone sklepienie Olsztyna powędrowała też słoneczna ognista kula.
Teatr Strefa Ciszy zaprezentował widowisko "Salto Mortale" w niezwykle efektowny sposób opowiadające o łączności z naszą własną zbiorową przeszłością, mówiące o problemie niepamięci i nieodzowności zwycięstwa okrucieństwa wojny nad kulturą. Symbolem tych wartości stają się porzucone pod kolejowymi torami fortepiany, zrabowane po II wojnie światowej przez sowieckich żołnierzy w celu przewiezienia instrumentów do Związku Radzieckiego.
Kolejny dzień festiwalu rozpoczął uroczy, nieco groteskowy spektakl "Punch i Judy" A3 Teatru oparty na najstarszym oryginalnym tekście brytyjskiej komedii dell`arte. Przedstawienie łączyło osoby aktorów z postaciami kukiełkowymi. Było barwnie, zabawnie, nieco rubasznie. Idealnie wyważone zostały proporcje "czystej" gry aktorskiej i interakcji z publicznością, tą młodsza i tą nieco starszą, która, czemu nie trudno się dziwić, była oczarowana.
Później czarowaniem widowni zajęli się goście z Włoch - Teatr Silence "Like the Angels of the Heaven" to widowisko, w którym aktorzy jako żywe rzeźby umiejscawiali się w przestrzeni miejskiej. Anielskie postaci, całe w bieli, nie wyłączając twarzy, włosów czy dłoni, urzekały przechodniów swą zwiewnością i nieziemskim pięknem. Zastygając w bezruchu nieopodal rozmaitych zabudowań olsztyńskiej starówki, uniezwyklały obraz miasta, stwarzając nową przestrzeń w miejscach, obok których przechodzimy często pospiesznie i obojętnie.
Pogodny nastrój utrzymał się podczas następnego sobotniego występu, którego wykonawcą była Edyta Jungowska - postać, na widok której na twarzy chyba każdego bezwiednie pojawia się uśmiech. Na jej recital, noszący tytuł "Gotujący się pies", składały się piosenki m.in.: Brela, Osieckiej, Cave'a , Niemena, Świetlickiego. Jungowska szalała po scenie, wzruszała, zadziwiała i rozśmieszała, gdy swoim charakterystycznym głosem nie tylko melodyjnie śpiewała, ale i używała go do znacznie dziwniejszych eksperymentów, piszcząc lub skamląc, jak pies - no właśnie - jak gotujący się pies.
Kolejne spektakle ukazywały ponurą stronę ludzkiej natury. Na tle przepięknych konstrukcji rozegrała się opowieść o pozornie równie pięknym miejscu. Tytułowa Aleksandria ze spektaklu Teatru Usta Usta początkowo mogłaby wydawać się rajem, rajem utraconym, o którego odzyskaniu wciąż marzymy, wyśniona arkadią. Pozornie idealna lokalizacja prędko przestaje takim być. Konieczność poszukiwania własnego miejsca przestaje być tak oczywista, bo czym tak naprawdę jest "moja przestrzeń, wolna przestrzeń, brakująca przestrzeń, czasoprzestrzeń..."?
Bardziej optymistycznego spojrzenia na świat nie przyniosło również następne z przedstawień: "Phantomysteria" czeskiego Teatru Novogo Fronta. Podjęto w nim tematy wojny, agresji. Bardzo różnorodne środki, wykorzystywane w spektaklu, zaskakiwały. Widowisko wahało się między zupełnie abstrakcyjnymi skojarzeniami, absurdalnymi zabawami a uduchowionym misterium.
Ostatniego dnia Olsztyńskiej Trzydniówki przywitani zostaliśmy przez, znany już z poprzednich dni, Teatr Silence. Widowisko "Baroque Suggestions" przyniosło kolejne żywe posągi, które przy akompaniamencie pałacowej muzyki, z gracją i dworskim dostojeństwem, urzekały wszystkich zgromadzonych, którzy oczarowani wędrowali za artystami po brukowanych uliczkach.
O tym, że "Teatr to wspaniała zabawa" przekonywał młodszą publikę Teatr za Dwa Grosze, wciągając dzieci do wspólnego tworzenia spektaklu teatralnego. Niedorośli aktorzy zawojowali scenę, występując w przedstawieniu opowiadającym o dziejach Smutnego Królestwa, prezentując krótką scenkę, udowadniającą, że nie siła jest w życiu najważniejsza, oraz wystawiając opowiastkę o córce czarownicy, która zapragnęła pozbawić wszystkie dzieci bajek i zabawek.
Następnie cała publika oddała się we władanie zmysłów. I to w sposób dosłowny. Poprzez starówkę podążył korowód prowadzony przez: bawiące obecnych śpiewem uszy, stepujące oczy, imponujący nos, w którym co odważniejsi mogli podłubać oraz rękę stającą na rękach! Absurdalny humor oparty czasem na lingwistycznych dwuznacznościach i lekki oraz surrealistyczny klimat zawładnęły sercami widowni, która rozbawiona skandowała o więcej. Suche rozumowe postrzeganie świata musiało ustąpić, gdy do dzieła przystąpiły "Zmysły. Wędrowny Kabaret Liryczny" A3 Teatru.
Zaznano widowisk łączących realizacje rzeźbiarskie z teatrem, przyszedł więc czas na inspiracje malarskie. Takie zaoferowali artyści Fety - Teatru na specjalne okoliczności. "Nić Ariadny" to liryczna, przepiękna plastycznie opowieść o wędrowaniu, poszukiwaniu drogi życia, której kanwę stanowi twórczość gdańskiego malarza Waldemara Marszałka. Przestrzeń widowiska zapełniali bohaterowie rodem z obrazów artysty, nasycając przestrzeń subtelną zwiewnością i rozsnuwając oniryczną atmosferę. Przy dźwiękach, niewątpliwie bardzo dobrej, muzyki poruszali się na szczudłach przecudnie ucharakteryzowani aktorzy.
Ostatnią z propozycji jubileuszowego festiwalu był spektakl krakowskiego Teatru KTO pt. "Ślepcy". Przedstawienie oparte było na wstrząsającym dziele "Miasto ślepców" noblisty José Saramago. Z powodu epidemii ślepoty postanawia się odizolować grupę osób i umieścić ją w szpitalu psychiatrycznym. W zamkniętej społeczności szybko rozpoczyna się podział ról na panów i poddanych, ciemiężycieli i ciemiężonych, słabych i silnych. Ascetyczna scenografia została dokładnie przemyślana. Proste, metalowe łóżka, będące w ciągłym pędzie, stwarzały coraz to nowe układy, konstrukcje. Złączone w ogromny bojowy szyk nacierały i sunęły przerażająco przez plac. Widowisko ponure, które zostawia po sobie jakiś nieokreślony, trwały ślad w każdym odbiorcy.
Niestety, w myśl maksymy głoszącej, że "wszystko, co dobre szybko się kończy", również tegoroczne olsztyńskie święto ulicznych teatrów zostało zakończone. Przesycone teatralnym klimatem zaułki miasta odpoczywają. Zapewne już jutro nie znajdzie się wśród nich ani skrawka confetti, ani kawałka piórka pamiętającego Trzydniówkę. Pozostaje więc tylko czekać wytrwale do przyszłego roku.
Dagmara Kordulewska
Teatralia Olsztyn
3 września 2010
X Olsztyńska Trzydniówka Teatralna 13-15 sierpnia 2010 r.