zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Teatralny tabor wyruszył w świat

Międzynarodowy Festiwal Teatralny Wertep to dobre miejsce dla tych, którzy są przekonani o elitarności i zamknięciu sztuki. Którzy wierzą, że właściwe miejsce dla sztuki to klasyczna scena pudełkowa, ekskluzywna sala koncertowa czy snobistyczna galeria. Którzy są przekonani, że statystyczny "zjadacz chleba" nie ma potrzeby i pojęcia sztuki. Wszystkie te mity skutecznie obala Wertep.

Tegoroczna edycja festiwalu zagościła w pięciu miejscach: Hajnówce, Kleszczelach, Białowieży, Narewce i Czeremsze, przywożąc spektakle z Polski, Ukrainy, Białorusi i Danii. Fenomen festiwalu opiera się na jego objazdowym charakterze - po pierwsze, celuje w miejscowości, gdzie teatr z reguły nie sięga, po drugie, prezentowane spektakle mieszczą się w nurcie jarmarcznym, odwołują się do regionalnych i ludycznych tradycji. W efekcie Wertep przełamuje stereotypy odnośnie kultury na rubieżach Podlasia - w miejscach, które z kulturą kojarzą się niewielu, okazuje się nagle, że wielu, wielu ludzi pojawia się, gdy jest możliwość spotkania z tą kulturą.

Ósmego sierpnia teatralny tabor zagościł w Hajnówce. Jakkolwiek pojęcie "festiwal teatralny w Hajnówce" dla niektórych brzmi śmiesznie, nie zmienia to faktu, że hajnowska publiczność dopisała, wskazując tym samym na potrzebę takich wydarzeń. Pierwsze spektakle, te dla dzieci, zgromadziły najmłodszych pod sceną zaaferowaną tym, co wyczarowują aktorzy. A jako że wyczarowywali sprawnie, to dzieciaki wpatrywały się w nich, jak, nie przymierzając, w telewizor. W tym czasie rodzice integrowali się gdzieś na tyłach. Następne spektakle, te dla dorosłych, wcale nie wyeliminowały najmłodszej widowni - rodzinna wycieczka po świecie teatru trwała, od jednego punktu do drugiego. Nikt teatru nie zamknął w czterech ścianach sceny - tylko trzy spektakle znalazły swoje miejsce na scenie Hajnowskiego Ośrodka Kultury, resztę odegrano w przyośrodkowych okolicznościach przyrody, na parkingu, ulicach Hajnówki czy... w mongolskiej jurcie.

W teatralnym taborze nie zmieściły się spektakle, gdzie widownia może przyjść w odświętnym stroju, pomilczeć w scenicznej ciemności i wyjść po kurtuazyjnych oklaskach. Wertepowy teatr to spektakle żywe, którym niestraszne niesforne dzieci, wbiegające na scenę, przydrożne psy czy interakcje wychodzące ze strony widowni; teatr, który najpiękniej wygląda w otoczce śmiechu i dziecięcych, zachwyconych albo wystraszonych pisków.

Motyl WALNY TEATR

"Motyl"
Walny Teatr

Magia dla najmłodszych
Walny Teatr w spektaklu "Motyl" opowiedział dzieciom za pomocą etiud o sprawach mniej i bardziej ważnych. Na pozór wydawać by się mogło, że jest to produkcja o lekkim charakterze, skierowana wybitnie do najmłodszych. I rzeczywiście, Adam Walny opowiadał dzieciom swoje historie, odkrywał przed nimi świat swoich oryginalnych lalek i mechanizmów scenicznych, baczne ucho jednak wychwytywało cytaty z "Pieśni nad Pieśniami" czy inne, znane z Biblii motywy. Na nich bowiem Adam Walny oparł każdą z ośmiu etiud, mówiąc w prosty sposób o rzeczach, które zaprzątały umysły ludzi już kilka tysięcy lat temu. Nie bał się poruszania tematów trudnych, takich jak śmierć, nie bał się też nadawania motywom biblijnych komicznego aspektu, który trafiał do najmłodszych. Wszystko to zamknięte jest w formie teatru przedmiotu, gdzie każda lalka, każdy rekwizyt, zostały wykonane przez artystę podług jego oryginalnej koncepcji.

Nie zabrakło również międzynarodowego akcentu - Kimbri Theatre z Danii zaprosił najmłodszych na sceniczną adaptację średniowiecznej, duńskiej bajki "Kruk". Opowieść o księżniczce zamkniętej w wieży i o jej bracie zaklętym w kruka wykreowana została przez jedną aktorkę za pomocą drabiny i najróżniejszych rekwizytów. Jedna osoba podźwignęła kreację postaci księżniczki, księcia, wiedźmy czy mściwego kruka - poetycki, nastrojowy klimat podkreślała minimalistyczna scenografia pobudzająca do współkreacji widzów. Jedyną barierą był teoretycznie język, spektakl bowiem odgrywany był po angielsku, co mogło dla najmłodszych stanowić pewien problem. Z kwestią tą poradzono sobie jednak za pomocą tłumaczenia; poza tym niektóre motywy w kulturze okazały się na tyle uniwersalne, że nawet kwestia języka nie utrudniła ich odbioru.

Punch i Judy TEATR A3

"Punch i Judy"
Teatr A3

Spektaklem z pogranicza okazał się "Punch i Judy" Teatru A3 - osadzony w konwencji komedii dell'arte w angielskiej wersji. Perypetie niepokornego Puncha oddziaływały na dzieci i na dorosłych - dzieci oczarowało barwne i żywe widowisko, w którym udział i reakcje widowni miały niebagatelne znaczenie, do starszych trafiał specyficzny, dwuznaczny humor. Fabuła zasadniczo jest prosta - opiera się na kolejnych interakcjach Puncha z Doktorem, Psem, Koniem czy Judy, z których każda kończy się jakimś matactwem bohatera. I kiedy w końcu do Puncha przychodzi Diabeł, bohater wykręca się z tego w podobny sposób - własnym sprytem i bezczelnością. W Anglii widowiska opowiadające o przygodach Puncha i Judy należą do kanonu teatru kukiełkowego i mają swój początek już w XVII wieku; równie dobrze jednak przyjmują się na polskim gruncie.

Różnorodnie dla dorosłych
Wielka siła Festiwalu Wertep polega na jego różnorodności - trudno bowiem odnaleźć dwa spektakle podobne do siebie w jakikolwiek sposób, każdy z nich ukazywał teatr z trochę innej strony. Wspólnym mianownikiem mogło być co najwyżej otwarcie na publiczność, i to publiczność przypadkową, by nie rzec jarmarczną.

Teatr Tetraedr zaprezentował "Przetarg", spektakl oparty o raciborską historię. Bohaterem jest Hugo Krzysztofek - poczciwa postać wymykająca się schematom, podążająca trochę jak Szwejk swoją własną drogą i własnymi pomysłami. Tytułowy przetarg okazuje się wywołany przez obcy mu świat, z którym Krzysztofek jest trochę na bakier, w którym się nie mieści. Historię człowieka, żyjącego w ostatnich latach III Rzeszy, Tetraedr ubiera w misterną metaforę - na scenie Krzysztofek błąka się pomiędzy surowymi biurkami, gdzie nienagannie ubrane urzędniczki wykonują swój niemalże obrzęd, układ choreograficzny z użyciem podstawowych narzędzi biurowych. Gdzieś pomiędzy starannie wyuczonymi ruchami pojawia się Krzysztofek, nieforemny, niepasujący, a kiedy w końcu zarządza się nań przetarg, nikt nie ma wątpliwości, za jaką cenę należy się go pozbyć - "zero fenigów" brzmi jak wyrzut, szyderstwo i groźba.
Kafkowski klimat, w jakim grupa osadza losy Krzysztofka i metaforyzacja konkretnej historii nadaje spektaklowi kształt rozważań nie tylko o przedwojennym Raciborzu i jego zapomnianych mieszkańcach. Krzysztofek staje się pretekstem do ukazania swoistego traktatu na temat odrzucenia i jego mechanizmów, relacji między outsiderem a systemem.

B612 TEATR DELIKATES

"B612"
Teatr Delikates

Równie symbolicznie Teatr Delikates zaprezentował "B612", nawiązujący do książki Antoine'a de Saint Exupery'ego "Mały Książę" - B612 to asteroida, na której żył bohater powieści. I tak jak on, bohater spektaklu ląduje w nowym dla siebie świecie. Zaczyna powoli go poznawać, w jego głowie rodzą się pierwsze pytania i odpowiedzi, mozolna "rozmowa" z nowym światem i nowymi warunkami, która jest również rozmową ze swoim wnętrzem. Nie jest to łatwy spektakl - treści na pozór oczywiste, które, gdyby ubrano je w słowa, być może trąciłyby banałem, Teatr Delikates ubiera w szaty teatru plastycznego. Za pomocą światła, cienia, muzyki, multimediów, za pomocą misternych rekwizytów, małych machin, skleconych z przedmiotów codziennego użytku, kreuje świat i wnętrze bohatera bez słów.

Na festiwalu, który deklaruje się jako festiwal objazdowy, nie mogło również zabraknąć parady ulicznej. W tym roku przygotował ją Teatr Svabodny - przez zaspane, niedzielne ulice ruszył pochód, pociągając za sobą widzów, tych czekających i tych zupełnie przypadkowych. Widowisko pod hasłem "Dzwonić, lecieć" powstało na kanwie utworów Daniła Kharmsa, rosyjskiego poety - nonkonformisty, działającego w latach 30. dwudziestego wieku. Za swoją twórczość i igranie z systemem trafił do szpitala psychiatrycznego w Leningradzie, gdzie w 1942 roku umarł, zagłodzony w czasie blokady miasta. W jego utworach dominuje absurd, groteska, czarny humor, co ochoczo podejmuje Teatr Svabodny. W czasie parady dochodzi do wielu dziwnych spotkań - Adam i Ewa ścierają się z Aniołem na środku ulicy, Ewa gra jabłkiem w piłkę nożną z widzami, nie brakuje też klasycznych postaci rosyjskiej literatury i innych dziwów. Aktorzy grają na szczudłach, towarzyszy im akompaniament akordeonu, fagotu i bębnów, co nadaje dynamizmu i tworzy klimat głośnego jarmarku, gdzie swoje harce zaczynają wędrowni komedianci. Godny uwagi w tym wypadku staje się odbiór takiego wydarzenia wśród mieszkańców. Ciekawa sytuacja miała miejsce już na starcie parady, gdy okazało się, że ze stojącej naprzeciw cerkwi wychodzi para młoda wraz z orszakiem gości weselnych. Artyści oczywiście wykorzystali to skrzętnie, zagradzając drogę nowożeńcom w tzw. "bramie". Paradzie nie przeszkadzały również dzieciaki, biegające niemalże między szczudłami, które piszczały "panie czarny, pogoń mnie", czy uliczne psy, obszczekujące szczudlarzy. Klimat, jaki się wytworzył, niekoniecznie może służy odbiorowi sztuki wysokiej, buduje jednak na kanwie sztuki wspólnotę złożoną z odbiorców, wciela mieszkańców miasteczka w nowe dla nich role.

Genesis ADAM WALNY

"Genesis"
Adam Walny

Po paradzie do świata swoich lalek zaprosił ponownie Adam Walny. Spektakl "Genesis" stanowił teatralną ilustrację pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju - oto artysta postanawia odtworzyć proces stworzenia, na jego podstawie zbudować swój świat. Przedstawia pieczołowicie scena po scenie, nie stroniąc od własnej refleksji czy komentarza, co najczęściej wzbudza salwy śmiechu. Są to bowiem komentarze może ironiczne, może groteskowe, przede wszystkim jednak aktualne, zawierające w sobie jakiś fragment codziennych rozważań ludzi na dany temat. Ci, którym tematy biblijne kojarzą się z jasełkami i plastikową lalką przebraną za Jezusa, wyszli zapewne mile zdziwieni. Powstanie świata bowiem odbyło się z pełną pompą - złożone pracowicie ze światła, z barw, z operowania kształtem i potencjału wyobraźni. Adam Walny wykorzystał tym razem rozwiązania chińskiego teatru cieni, uzupełniając go o lalki witrażowe, znane z tureckiego czy jawajskiego teatru oraz ekrany wodne.

Uczucie w dźwięku - Apotheosis TEATR BRAMA

"Uczucie w dźwięku - Apotheosis"
Teatr Brama
fot. C. Martyniuk

Dwie kolejne grupy stanęły na pograniczu teatru i muzyki. Teatr Brama zaprosił widzów do wędrówki po świecie ich skojarzeń, wyobrażeń muzycznych. "Uczucie w dźwięku - Apotheosis" to historia złożona z kilku odrębnych opowieści, snutych przez poszczególnych członków licznego zespołu. Każda z nich jest w jakiś sposób ilustrowana muzyką - wielogłosowymi śpiewami, zahaczającymi niekiedy o przejmujący, biały śpiew. I tyle potrzeba Teatrowi Brama, aby wykreować pewną rzeczywistość, zbudować atmosferę zwierzeń i intymnych opowieści, wysnuwających się gdzieś spomiędzy scenicznego półmroku. Ekipa teatru sprawdziła się zarówno aktorsko, budując swoje etiudy z dobrym warsztatem, koncentrując się na emocjach, jak i wokalnie - udowodniła też przy okazji, jak mało potrzeba, aby wykreować spójne przedstawienie. "Uczucie w dźwięku" obyło się bez rekwizytów, bez scenografii - jedyne, co towarzyszyło muzykom, to instrumenty, akompaniujące poszczególnym utworom.

Zupełnie inne okazało się to, co w swojej jurcie przywieźli Nomadzi Kultury. Pod dachem mongolskiego namiotu odbyła się bowiem mała wycieczka do zapomnianych miejsc - do małej wioski w Transylwanii czy na zapomniane, cygańskie szlaki. Uniwersalną drogą, na której pomieścili się wszyscy, okazała się zaś muzyka. Alicja i Jacek Hałas podążają szlakiem wędrownych muzykantów czy starodawnych lirników - podróżując po zapomnianych strefach Europy poznają dawną, wędrowną muzykę, zbierają ludowe instrumenty. Efekty ich pracy można było podziwiać i w Hajnówce - do swojej jurty zaprosili widzów na "Muzykę i tańce korowodowe", gdzie po odśpiewaniu kilku pieśni porwali widzów w wir muzyki, ucząc ich kroków ludowych tańców w rytm oryginalnych instrumentów. Nomadzi Kultury (zwani również przewrotnie Kapelą Hałasów) w swoim zbiorku posiadają m.in. lirę korbową, drumlę, bębny radomskie i mołdawskie czy bukowińskie flety pasterskie, instrumenty używane często już tylko w małych, zapomnianych wsiach i mieścinach.

HIOB Teatr Woskriesinnia

"Hiob"
Teatr Woskriesinnia

Dzień zakończył pokaz plenerowy lwowskiego Teatru Woskriesinnia, który wziął na warsztat dramat Karola Wojtyły pt. "Hiob". Tekst nie jest łatwy - Wojtyła w swoich dramatach odchodzi od linearnej fabuły, stawiając na rozbudowane monologi, na próbę przekazania myśli. Nie stroni od prozy poetyckiej, do minimum ogranicza wydarzenia w tekście. Lwowski teatr jednak dokonał swoistej transformacji - przeniósł, przepisał niemalże dzieło późniejszego papieża na warunki plenerowe, przybrał "Hioba" w ogień, w wielkie drabiny i wyciągnął z niego główną ideę, pomijając niuanse fabularne.
Powstał spektakl, który można by określić mianem "ku pokrzepieniu serc". Do odbioru wystarczyła podstawowa znajomość historii Hioba, człowieka, którego Bóg postanowił doświadczyć. Resztę dopowiedziały obrazy i muzyka i symbole. Obrazy - każda scena dopracowana wizualnie, rozpisana starannie na aktorów, szczudlarzy i wielkie drabiny, stanowiące istotny element scenografii. Operowali nimi szczudlarze w pierwszych scenach, potem tworzono z nich rozmaite konfiguracje, więzienie czy wieżę. Muzyka - fragmenty starocerkiewnych pieśni, komentarze czytane z offu, przetworzone dźwięki codziennych przedmiotów budujące napięcie. Symbole - podstawa "Hioba". Każdemu z etapów cierpienia Hioba towarzyszył inny kolor, pojawiały się one na scenie w sekwencji czarny - czerwony - biały, występując a to jako szaty aktorów, a to jako tkaniny oplatające konstrukcję z drabin.

"Hiob" zakończył tegoroczny objazd, zamknął teatralną jurtę na rok. Miejmy nadzieję, że za rok otworzy się z jeszcze większym rozmachem, objedzie jeszcze więcej miejsc i pociągnie za sobą jeszcze więcej ludzi.

Sylwia Dec
Teatralia Białystok
2 września 2010

II Międzynarodowy Festiwal Teatralny WERTEP, Czeremcha, Narewka, Kleszczele, Białowieża, Hajnówka, 4-8.08.2010 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen