Al dente i w sosie słodko-kwaśnym
Żeński zespół teatralny to raczej rzadkość. Pojawiają się ograniczenia repertuarowe, niemożność kreowania chociażby wielu zachowań damsko-męskich (przynajmniej w tradycyjny sposób), ale jednocześnie rozpościerają się nowe możliwości i pole do konstruktywizmu. Kolektyw Artystyczny Babaryba twórczo z tego potencjału próbuje korzystać. Na zakończonym właśnie V "Hajdparku" grupa pokazała dwa spektakle.
Wybitnym aktorom mówi się czasami, że w ich interpretacji nawet książka telefoniczna byłaby zajmująca i zapierająca dech w piersiach. Póki co, nikt poważnie tych pochwał nie potraktował i opasłe wydawnictwa Telekomunikacji Polskiej nie zostały przeniesione na scenę. Co innego książka kucharska. W spektaklu "Babaryba czyli kobieta po grecku" aktorki w dużej mierze opierają się na tekście, który jest... przepisem kulinarnym. Jego mobilność i plastyczność okazały się nadzwyczajne. Z łatwością dał się odśpiewać jako ponętny song, z uprzejmością pozwalał na żonglowanie swoimi "składnikami", w końcu nie miał nic przeciwko prawdziwemu gotowaniu. Towarzystwo tekstów Eurypidesa, kobiecego poradnictwa czy artykułów popularno-naukowych również nie sprawiła mu kłopotu. Zaiste - przedziwna mieszanka jak na scenariusz spektaklu.
Aktorki (i jednocześnie reżyserki) wykorzystały przestrzeń sceniczną nie tylko do gotowania i śpiewania. Właściwie całe przedstawienie okazało się precyzyjnie skompilowanym układem choreograficznym. Nie była to jednak mozaika złożona z łatwych i trudnych kroków odtańczonych wespół z muzyką. Połączenie tańca współczesnego, sztuk walki i zwykłej kuchennej krzątaniny mogłyby stworzyć całkiem interesujący obraz rytmiczno-ruchowy. Dlaczego tylko mogłyby? Nie wiem, czy brak synchronizacji i nawarstwiająca się niestaranność wynikały z długiej przerwy w prezentacji tej sztuki, braku prób, niedyspozycji, nieumiejętności, czy po prostu były celowe (w co wątpię). Coś się jednak rozklejało podczas tego pokazu - zamiast wzrastać, napięcie opadało. Przez chwilę nawet pomyślałam, że dziewczyny nie są najlepszymi aktorkami (poza chlubnym wyjątkiem Justyny Jary, która jako jedyna od początku do końca prowadziła swoją rolę z niezwykłą lekkością i radością). Oczywiście zdarzały się całkiem udane i spójne sceny, ale bardziej na zasadzie (trzymając się wciąż kulinarnej nomenklatury zaproponowanej przez zespół) rodzynków w cieście niż ciasta z rodzynkami.
W tajemniczej i mrocznej przestrzeni można było poczuć się jak w bajce o złej czarownicy, która przygotowuje tajemnicze eliksiry. Z zaadaptowanego na kuchnię stołu co rusz wydobywała się para, coś świstało, a kolorowe skórki warzyw rozświetlały czarność powietrza. Wyglądało to niezwykle pociągająco. W takiej aurze, i z towarzyszeniem granej na żywo muzyki, bohaterki eksponowały swoją kobiecość. Przekomarzały się zarówno z własnymi ciałami, odczuciami, pragnieniami, jak i ze stereotypowym ich postrzeganiem. Tendencyjne, często wręcz uprzedmiatawiające, teksty prasowe podsumowały multimedialną prezentacją z feministyczną acz zabawną narracją. Niezależnie bowiem, jak bardzo kobieta będzie się starać, chcieć, kochać - w oczach mężczyzn i tak zawsze będzie to wyglądało zupełnie odwrotnie.
Za koncept bez wątpienia należy się artystkom medal. Z wykonaniem było już nieco gorzej, ale założę, że aktorki nie były akurat w formie. A wielka szkoda, bo zalążek magicznego klimatu, rewelacyjnego poczucia humoru i niegłupiego scenariusza mógł rozwinąć się nad wyraz ciekawie. Mógł wyjść z tego bardzo smaczny spektakl. Tymczasem dostaliśmy tylko zakąskę.
Drugą propozycją Kolektywu Artystycznego Babaryba był autorski projekt Ewy Woźniak. Przedstawienie ma rodowód szkolny - powstało w trakcie studiów w Akademii Teatralnej w Białymstoku. Od tego czasu zdążyło już zauroczyć widzów na kilku festiwalach. Czym?
I znów jest ciemno. Na kilku metrach kwadratowych porusza się kobieta w czerwonej sukience. Bywa zmysłowa, bywa wzburzona, smutna, radosna - wszystko za sprawą wyciąganych z niewielkiej szafki wspomnień. Reminiscencje mają różne postacie. Jest list miłosny, jest zamknięta szczelnie melodia, szminka, spódnica baletnicy - cała paleta przedmiotów i wrażeń, które przywołują przeszłość. Wprowadzają w statyczne życie bohaterki ruch, emocje, dźwięki.
Aktorka korzysta ze znalezionych rzeczy, nie tylko na zasadzie punktu odniesienia do konkretnej czasoprzestrzeni. Ona nadaje im zupełnie nowe oblicze. Posługując się nabytymi w szkole lalkarskiej umiejętnościami animacyjnymi (zresztą tę "szkolność" bardzo się odczuwa), daje chociażby pokaz "ręcznego" tańca baletowego. Gest pomalowania ust przeistacza ją z kolei w demona namiętności. Każdy przedmiot jest zalążkiem konstruowanej na scenie minionej historii. W antraktach zaś widzimy znużoną i niezaciekawioną teraźniejszym bytem kobietę. Marzenia o czasie minionym są jej potrzebne, żeby przetrwać. Ale czy tak można w nieskończoność?
Druga część spektaklu dzieje się w zakurzonej piwnicy. Za senną siatką dostrzegamy porozrzucane graty i kartony. Bohaterka zamienia się w poszukiwacza skarbów. Znajduje kolejne część swoistego wehikułu, który ma ją sprowadzić na ziemię, i buduje z niego fantastyczny husarski rower. Wygląda to jak scena z filmu z lat trzydziestych. Do tego jak ulał pasuje tu niema konwencja całego przedstawienia. Szkoda tylko, że wszystko urywa się tak gwałtownie. Bez puenty, bez zakończenia. Taśma się nagle urwała i już.
Oba prezentowane przez Babarybę spektakle trzymają się silnie teatralnego offu. To wiele wyjaśnia i wiele przebacza. Pozostaje jednak lekki niedosyt, pragnienie absolutnej artystycznej deklaracji. Tak, żeby nami zatrzęsło albo żeby nas zmroziło - gwałtownie i ostatecznie. Tego życzę żeńskiemu Kolektywowi Artystycznemu Babaryba na przyszłość. Przyszłość różaną, nie rybną.
Beata Kalinowska
Teatralia Warszawa
1 września 2010
Kolektyw Artystyczny Babaryba
"Babaryba czyli kobieta po grecku"
reżyseria: zespół
obsada: Julia Bui-Ngoc, Aleksandra Gronowska, Justyna Jary, Katarzyna Stefanowicz, Alicja Żmigrodzka
muzyka na żywo: Mark Shepherd, Hubert Połoniewicz
premiera: 26 marca 2008 r.
"Wyspy"
reżyseria: Ewa Woźniak
obsada: Ewa Woźniak
V Praski Przegląd Teatralny "Hajdpark", Warszawa, 25-29 sierpnia 2010 r.