Przygoda Wendy
Z krainy marzeń, radości, morskich syren i wróżek przybywa wesoła postać i zaprasza nas do swojego świata. Kusi przygodami, możliwością latania, prawie nieograniczoną wolnością. Skusimy się na powrót do dzieciństwa?
Porzucając odpowiedzialność, dorastanie, rodziców i zwykłe życie, mała Wendy pofrunęła wraz z Piotrusiem Panem do Nibylandii na spotkanie z przygodą. Na "dzień dobry" została zestrzelona przez Zaginionych Chłopców, nie zaakceptowały jej morskie syreny, a przede wszystkim przyjaciółka Piotrusia - Dzwoneczek, psotna i zazdrosna wróżka. W Nibylandii Wendy pobawiła się z Piotrusiem w niby-mamę i niby-tatę, ostatecznie jednak wszystko to było 'na niby', bo - jak stwierdził Piotruś - "dlaczego wszystko musi być naprawdę?". Odrzucił jej uczucie, co sprytnie wykorzystał jakże chytry Kapitan Hak i przechwycił zagubioną dziewczynkę, odwołując się do jej skrytych marzeń, wabiąc wizją radosnego, pirackiego życia. Zatem: wizyta w bajkowym świecie, udział w niesamowitych przygodach, ale i seria niefortunnych epizodów. Czy chęć zatrzymania dzieciństwa, przygód i radości musi być opłacona nieszczęściami? Na to wygląda. Warto więc choć na chwilę oderwać się od zwykłego życia i pomarzyć o krainie wolności? Zdecydowanie. Nie na zawsze, nie na poważnie, ale choć na chwilę...
Chwilową obecność w świecie beztroski starał się nam zapewnić Teatr Andersena. "Piotruś Pan" to jednak, oczywiście, spektakl dla dzieci. Czym więc dla najmłodszych jest ta opowieść? Może mówić o nich samych, być historią o pełnym fantazji świecie niewinności i dzieciństwa, w którym żyją. Może być też bajką o dorastaniu, a dokładnie - o chęci zatrzymania tego procesu. Ale czy dzieci rzeczywiście nie chcą dorosnąć? Przecież nie bez powodu podczas zabaw wcielają się w role osób dorosłych (nauczycieli, kierowców itd.) oraz bawią się lalkami Barbie - wymodelowanymi na kształt dorosłych ludzi. I nie bez przyczyny siedząca obok mnie dziewczynka, komentując na głos wzburzenie Piotrusia, twierdzącego, że na zawsze chce pozostać dzieckiem, oświadczyła: "a ja właśnie dorastam". Więc może to bajka dla dorosłych? Historia o chęci powrotu do czasów niewinności i beztroski? Opowieść o tym, że niektórzy nie chcą stać się dojrzałymi ludźmi? Ale przecież to tylko ci, którzy już są dorośli...
Teatr Andersena, sięgając po historię i dla dzieci, i dla dorosłych, skoncentrował się w swojej inscenizacji "Piotrusia Pana" na najmłodszych odbiorcach. Stąd bajkowy świat, aktorzy niespodziewanie zastępowani przez lalki, plan akcji obejmujący nie tylko scenę, ale również przestrzeń wokół widowni (w tym statek piracki o metalowej konstrukcji, umieszczony z tyłu tejże). Barwne stroje piratów, śpiewy, okrzyki są w stanie skupić na sobie uwagę dziecka - specyficznego odbiorcy, który jest wybitnie wymagający, szczególnie pod względem dynamizmu prezntowanej akcji, ale również jej plastycznej oprawy (m.in. wykorzystanych w scenografii kolorów). W obu kwestiach mali widzowie nie powinni być rozczarowani. Poza pierwszym spotkaniem Piotrusia i Wendy oraz wątkiem z Zaginionymi Chłopcami, którzy strzelają do bohaterki, a następnie leczą ją i budują dla niej dom, pozostałe sceny zawierały dużą porcję dynamizmu, bez zbędnych wydłużeń. Spektakl przepełniony był wesołymi piosenkami, których treść uzupełniała przedstawianą historię, bawił i trzymał odpowiednie tempo wydarzeń. Energiczne i żywiołowe były szczególnie epizody z piratami. Ich pojawienie się obfitowało w pojedynki na szable, śpiewy i pościgi, a dodatkowo wprowadzało nutkę grozy. Ta zaś najczęściej była wywoływana przez dowódcę piratów, Kapitana Haka. Groźny pirat zjednał sobie jednak przychylność odbiorców, zabarwiając ów nastrój humorem.
"Piotruś Pan" Teatru Andersena sprostał wymaganiom widzów również w kwestii scenografii oraz jej kolorystyki. Zmieniała się ona, rzecz jasna, wraz z funkcją sceny, która - w zależności od potrzeb - stawała się domem Wendy, ciemnym, magicznym niebem ze świecącymi na nim punkcikami-gwiazdami, szarozieloną Nibylandią, morską tonią z kolorowymi syrenami, falującym materiałem imitującym wodę lub pokładem statku piratów z wynurzającym się na dalszym planie zielonym krokodylem. Pojawienie się piratów było sygnalizowane opuszczeniem materiału z symbolem trupiej czaszki, którą umiejscowiono jednak na wielobarwnym, pasiastym tle w słonecznych i czerwonych odcieniach, co tłumiło niepokojącą wymowę tego wizerunku. Paradoksalnie najmniej kolorowe były momenty, w których scena zamieniała się w wyspę zamieszkiwaną przez Zagubionych Chłopców. Dominowały ciemnozielone i szare barwy. Wiszące liany, sznury i materiały w ciemnych odcieniach wraz ze skonstruowanym z brązowej wikliny 'domem' dla Wendy, nie przywoływały na myśl bajkowej Nibylandii. Feerię kolorów zapewniły natomiast lalki-syreny. I chociaż ich jaskrawe, kanarkowe barwy nieco raziły, to dzieciom mogły się podobać, miały bowiem swój urok.
Lalki (jawajki, marionetki i kukły), występujące na scenie obok aktorów, zapewniały różnorodność i ułatwiały realizację niektórych wątków (przykładowo: nauki latania). Sami zaś aktorzy wcielili się w role państwa Darling, Marty, piratów oraz (zastępowanych w niektórych momentach przez lalki) Wendy i Piotrusia. Konrad Biel (Piotruś) oraz Mirella Rogoza-Biel (Wendy), zagrali lekko i dynamicznie, z łatwością oddając pogodny charakter swoich bohaterów. Zalety Konrada Biela jako Piotrusia Pana to przede wszystkim tchnący optymizmem głos i równie optymistyczna gestykulacja oraz zwinność, wyrażająca pogodę ducha kreowanej postaci. Aktor współgrał na tej płaszczyźnie z Mirellą Rogozą-Biel, u której owa lekkość podkreślana była dodatkowo strojem - zwiewną, nocną koszulą. Również pozostali aktorzy ciekawie zaprezentowali swoich bohaterów, a w grze aktorskiej widoczny był efekt współpracy. Najbardziej wyrazistą postacią był w spektaklu Kapitan Hak, czyli Jacek Dragun. Grymasy przebiegłości, miny wyrażające chytrość, czyli dobrze oddana mimika wraz ze zdecydowaną, ale nieprzerysowaną gestykulacją, upodabniały tego aktora do groźnego pirata.
Stroje dopasowane były do charakterów postaci, chociaż dżinsowe, poszarpane spodnie Piotrusia, pomarańczowa, plamista szata, chusta i dready na głowie kojarzyły go raczej z bywalcem Woodstocku niż przywódcą Zagubionych Chłopców z magicznej krainy. Natomiast Kapitan Hak - odziany w czarny, piracki kapelusz, kapitański płaszcz, zaopatrzony w hak zamiast ręki i długie buty - dzięki charakteryzacji, przypominał klasycznego, prawdziwego pirata. Garderoba jego kompanów to kompozycja wszelkich możliwych części ubrania, od spodni Alladyna po wełniane sweterki bez rękawów, kwieciste kamizelki, podkolanówki i inne gustowne wdzianka, jak na piratów przystało. Wszelakich rozmaitości w ich strojach na pewno nie zabrakło, a piracki styl pozostał zachowany i oddany w interesujący, barwny sposób.
"Piotruś Pan" Teatru Andersena to zatem nie tylko magiczna opowieść dla dzieci i dorosłych, ale również jej ciekawa realizacja, dzięki czemu z łatwością można było poddać się bajkowemu nastrojowi przedstawianych wydarzeń. Wizyta w czarodziejskim świecie dobiegła jednak końca zarówno dla Wendy (po pocałunku z Piotrusiem wróciła do domu, aby "dorosnąć"), jak i dla widzów, którym Teatr Andersena zapewnił rozrywkę i chwile fantazji, przenosząc ich w baśniową, wesołą krainę.
Anna Dobrecka
Teatralia Lublin
30 stycznia 2010
Teatr im. H. Ch. Andersena w Lublinie
James Matthew Barrie
"Piotruś Pan"
("Peter Pan")
adaptacja tekstu i reżyseria: Arkadiusz Klucznik
scenografia: Maria Balcerek
muzyka: Michał Kowalczyk
przygotowanie wokalne: Marcelina Paniuta
układ pojedynków: Maciej Piotrowski
teksty piosenek: Dariusz Czajkowski
obsada: Konrad Biel (Piotruś Pan), Mirella Rogoza-Biel (Wendy Darling), Jacek Dragun (Kapitan Jakub Hak), Roma Drozdówna (Marta, piratka Whisky, Kędzior, Dzwoneczek, Syrena), Piotr Gajos (Pirat Morgan Lufcik), Michał Zgiet (George Darling, pirat Matt), Bartosz Siwek (Pirat Hrabia, Cichy ), Maria Wąsiel (piratka Brandy, Drobina, Tygrysia Lilia, Syrena), Ilona Zgiet (Aniela Darling, piratka Metaxa, Stalówa, Syrena)
premiera: 14 czerwca 2008 r.