zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Letnia przejażdżka trolejbusem

Często trudno rywalizować przedstawieniu teatralnemu z doskonałym filmem. Zwłaszcza wtedy, kiedy próby uwspółcześnienia akcji jedynie zacierają istotę dramaturgii, a w pamięci pozostają tylko średnio udane żarty. Tym samym gdyńskiej wersji "Tramwaju zwanego pożądaniem" nie można zaliczyć do udanej.

Czy pożądanie rodzi się w klimacie umiarkowanym? Czy rozkwita w temperaturze pokojowej? Ekstremalnemu pożądaniu bliżej bowiem do słonecznego gorąca, a także do jego odwrotności, a mianowicie do arktycznej zimy. Ta ostatnia, tak jakoś się złożyło, zaatakowała w dzień spektaklu. Do teatru przyszedłem zatem zmarznięty, mając nadzieję, że historia fatalnych, ślepych namiętności napisana przez Tennessee Williamsa pozwoli się rozgrzać i utrzymać ciepłotę organizmu. Mając w pamięci legendarny film wyreżyserowany przez Elię Kazana, zastanawiałem się, który z polskich aktorów może mierzyć się z Marlonem Brando brawurowo odgrywającym rolę klasycznego macho z polskimi korzeniami, i czy scena gdyńskiego teatru zacznie przypominać pulsujący jazzem i życiem Nowy Orlean. Dlatego zasiadając w fotelu, nie unikałem wędrówek do oglądanego przed laty filmu i wynikającej stąd zabawie: grze w podobieństwa i różnice.

Tramwaj zwany pożądaniem TEATR MIEJSKI IM. W. GOMBROWICZA Gdynia

"Tramwaj zwany pożądaniem"
fot. M. Marzec

Tytułowy tramwaj został, na potrzeby spektaklu, sfilmowany w bliżej nieokreślonym miejscu. Wysiadła z niego elegancko ubrana Blanche (Beata Buczek-Żarnecka), która wkrótce znalazła się w nieciekawym otoczeniu zamieszkałych przyczep kempingowych. Innymi słowy, to nie żaden Nowy Orlean, ale miejsce takie jak wszystkie inne - na pewno niebogate, nieatrakcyjne i wyjątkowo trywialne. Widać, że Piotrowi Kruszczyńskiemu zależało również na uwspółcześnieniu osadzonej w połowie XX wieku akcji. Świadczą o tym występujący w przedstawieniu mężczyźni, którzy zamiast grywać w pokera wolą oddawać się wirtualnym rozgrywkom z konsolą w ręku - z dźwięków wywnioskowałem, że chodzi o symulatory sportów motorowych i piłki nożnej. Innymi słowy, w sztuce nie uświadczysz brutalnych mężczyzn, lecz co najwyżej niestroniących od przemocy chłopców. Takim przynajmniej jawi mi się Stan Kowalsky (Jarosław Sacharski), który pomimo wszystkich swoich ekscesów nie wydaje się być pozbawionym skrupułów gwałcicielem, lecz reagującym histerią chłopcem. W związku z tym uważam, że z ról męskich na uwagę zasługuje bardziej nieporadny, łatwo ulegający wpływom Mitch (Filip Frątczak), który nie najgorzej odegrał rolę zaawansowanego wiekiem maminsynka.

Nieoczekiwanie atutem przedstawienia okazały się sceny zabawne. Chociażby takie jak zapoznanie dwóch bohaterów dramatu - Stana Kowalskiego i Blanche z wykorzystaniem dwóch flag: Polski i Stanów Zjednoczonych, a także przebiegnięcie enigmatycznego, sztucznego kota, który na dobrą sprawę mógł okazać się szczurem. Między wierszami natomiast mamy do czynienia z garścią obserwacji na temat różnych relacji pomiędzy płciami, ujętych w agonicznym pytaniu: i kto tu rządzi? Jednak w całym przedstawieniu najbardziej widoczna jest Blanche, dla której przeciwwagą nie może być ani chłopięcy, wręcz nastoletni Stanley - liczący, że zyska bogactwo powołując się na Kodeks Napoleona, ani matkująca mężowi i siostrze Stella (Katarzyna Bieniek). Ów brak sprawia, że całość przedstawienia wypada w gruncie rzeczy mało dramatycznie, a sama Blanche, oprócz aż zanadto widocznej skłonności do alkoholu, jawi się raczej jako sprytna manipulatorka umiejętnie strojąca się w fatałaszki, a nie neurotyczka na skraju załamania nerwowego, którą na samym koniec odwiedza uprzejmy, nieznajomy Doktor (Eugeniusz K. Kujawski), a na postawionym w tle ekranie pojawia się morze - symbolizujące z pewnością wzburzoną, opanowaną przez nieświadomość psyche głównej bohaterki.

Tramwaj zwany pożądaniem TEATR MIEJSKI IM. W. GOMBROWICZA Gdynia

"Tramwaj zwany pożądaniem"
fot. M. Marzec

Mówiąc najkrócej, opisany spektakl nie jest udanym widowiskiem. Reżyserowi zabrakło odwagi albo pomysłu (podejrzewam, że jednego i drugiego), aby pokazać, że sztuka Williamsa w przeciągu kilkudziesięciu lat nie uległa dezaktualizacji. Zamiast tego widzimy na scenie nieporadnych chłopców, którzy już są za starzy na sporty wyczynowe, ale za młodzi na stateczność życia rodzinnego, a całość robi wrażenie nieprzekonującej powtórki z rozrywki, którą niegdyś z powodzeniem zafundowała światu amerykańska kinematografia. Podobnie nieporadnie przedstawia się tragedia Blanche, dla której obecności przeciwwagą są mniej lub bardziej udane żarty. Te jednak nie są na tyle śmieszne, aby je powtarzać i aby wypełnić dość rozciągnięte w czasie przedstawienie, które mówiąc językiem ciała: z pewnością zanadto nie grzeje, ani również nie ziębi. Dlatego nie polecam tej "przejażdżki tramwajem" w mieście słynącym raczej z trolejbusów - bez względu na porę roku.

Michał Wróblewski
Teatralia Trójmiasto
19 stycznia 2010

Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni
Tennessee Williams
"Tramwaj zwany pożądaniem"
("A Streetcar named Desire")
przekład: Eugeniusz Cękalski
reżyseria, opracowanie tekstu, przestrzeń sceniczna: Piotr Kruszczyński
muzyka i opracowanie dźwiękowe: Rafał Kowal
kostiumy: Jola Łobacz
zdjęcia Filmowe: Julian A. Ch. Kernbach
współpraca scenograficzna: Marta Koniczuk
asystent reżysera: Olga Barbara Długońska
obsada: Beata Buczek-Żarnecka, Katarzyna Bieniek, Jarosław Sacharski (gościnnie), Filip Frątczak, Dorota Lulka, Bogdan Smagacki, Eugeniusz K. Kujawski, Olga Barbara Długońska, Mateusz Ławrynowicz / Paweł Klowan (gościnnie)
premiera: 9 października 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen