zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Made in China

"Turandot". Ostatnia, mityczna wręcz, niedokończona opera Giacomo Pucciniego. Historia okrutnej chińskiej księżniczki, która postanawia nigdy nie oddać się mężczyźnie. Każdego ochotnika zbywa za pomocą trzech zagadek - jeśli kandydat nie potrafi się z nimi uporać, ginie. Nie trzeba chyba dodawać, że zagadki do najłatwiejszych nie należą, tak jak nie trzeba dodawać, że dziś historia Turandot stała się tylko punktem wyjścia do kolejnej opowieści, teatralnej historii Pawła Passiniego.

Pawła Passiniego kojarzy się od jakiegoś czasu z nurtem teatru internetowego. Łączy on w sobie wiele elementów, stając się teatrem usieciowionym, gdzie wiąże się wiele elementów i przestrzeni na takich samych prawach, gdzie zaciera się podział na mówiącego aktora i słuchającego widza, a równie wielkie znaczenie, jak gra aktorska, zyskują elementy multimedialne. Jak mówił Passini dla "Gazety Wyborczej": "Działamy na styku sztuki i techniki. Przełamujemy stereotyp, że Internet jest zły i zimny, a teatr taki ciepły i dobry"1. Mamy zatem do czynienia z adaptacją na potrzeby teatru zupełnie nowej przestrzeni, o tyle nietypowej, bo wirtualnej. "Turandot" współtworzą dwa teatry - Grupa Coincidentia, wyłoniona świeżo z Kompanii Doomsday, oraz neTTheatre. Pierwszy ma za sobą doświadczenie teatru ożywionej formy, drugi szczyci się mianem pierwszego teatru internetowego w Polsce.

Turandot GRUPA COINCIDENCIA, NETTHEATRE

"Turandot"

W tym właśnie nurcie osadzony jest spektakl charakteryzujący się powalającą wielowątkowością. Gdzieś na drugi plan schodzi historia chińskiej księżniczki, pojawia się za to historia samego Pucciniego, który trafia na dwór Turandot, borykając się rakiem krtani i wspomnieniem służącej, która otruła się przez niego. W postaci księżniczki można dopatrywać się żony kompozytora, postać służącej Liu przypomina postać Dorii Manfredi, którą żona Pucciniego oskarżyła o zdradę z kompozytorem. Dziewczyna zabiła się i dopiero sekcja zwłok wykazała, że była dziewicą. Wśród tych myśli Puccini cały czas czuje nadchodzącą śmierć; do tego zaś dochodzą jeszcze odniesienia do współczesnych Chin i ich totalitarnych mechanizmów, stanowiące tylko małe intro do kolejnych, jeszcze głębszych i bardziej ogólnych wniosków na temat kondycji człowieka. Trudno tu mówić o fabule, o wydarzeniach dramatu, ważniejsze stają się myśli, jakie po kolei, z każdą sceną pojawiają się w głowie widza, realizując ideę teatru sieciowego, teatru powiązań. Sceny zresztą niekoniecznie łączą się ze sobą tematycznie czy fabularnie, to jednak przestaje być problemem i nie w takich kategoriach należałoby "Turandot" odbierać.

Oczywistym jest, że tak bogaty spektakl nie może odbywać się w minimalistycznej scenografii. Na scenie nie brakuje elementów - spektakl otwiera lalka wisząca u sufitu sceny, w otoczeniu dwóch rzędów chińskich laleczek. Laleczki te zresztą pojawiają się i w innym miejscu - kilkanaście rzędów tanich lalek Barbie wisi przez cały na scenie na specjalnych półkach, by w jednym momencie uformować zwarte szeregi maszerujących chińskich wojowników nowoczesności. Passini nie stroni również od mocnych scen i teatralnych efektów specjalnych - Paweł Chomczyk czaruje jako drag queen, scena bójki nie kończy się konwencjonalnym klepaniem po twarzy, a krwią ociekają nawet warzywa. Nie brakuje też multimedialnych elementów - równie istotne jak gra aktorska stają się pokazy zdjęć czy scen ze współczesnych Chin.

Turandot GRUPA COINCIDENCIA, NETTHEATRE

Ta rzeczywistość spektaklu umiejscawia aktora na zupełnie nowej pozycji. Nie jest już gwiazdą, nie spoczywa na nim ciężar ukazania i odnalezienia się w fabule, bo fabuła to tylko jeden z elementów sztuki, zrównany z innymi. W zamian jednak za to odciążenie, "Turandot" nakłada na aktorów ciężar naturalistycznej gry - jak bójka, to kości aż trzaskają na scenie od kolejnych upadków, jak księżniczka, to nie mimozowata zjawa, ale kobieta w pełnym tego słowa znaczeniu, podkreślająca swoją płciowość ruchami i gestami. Nie brakuje zatem mocnych, momentami odrażających scen, są one jednak jak najbardziej funkcjonalne - chińskie imperium przecież łagodnością nie grzeszyło. Ciekawie też wypada zestawienie cielesności ze sterylnością świata plastikowych laleczek i komputerowych prezentacji.

W końcowym efekcie "Turandot" przypomina trochę film dokumentalny, złożony z różnorodnych scen, wątków i tematów. Widzimy zimne i surowe chińskie imperium, słyszymy głos umierającego Pucciniego, gdzieś miga historia nieszczęsnej służącej Liu. Taka koncepcja spektaklu się broni, choć wymaga od widza pewnego przestawienia się na inny sposób odbioru, zwracanie uwagi na elementy pozornie błahe, by nie rzec ozdobne. W przeciwnym razie widz może zabłąkać się w wielowątkowym labiryncie i wyjść ze spektaklu z najbardziej widowiskowymi scenami w pamięci, pozbawionymi tej problemowej otoczki.

Sylwia Grygorowicz
Teatralia Białystok
12 stycznia 2010

1 Cyt. za: P. Passini, "Gazeta Wyborcza-Łódź" 2007, nr 293.

Grupa Coincidentia, neTTheatre
"Turandot"
reżyseria: Paweł Passini
scenariusz: Paweł Passini
wizualizacje: Maria Porzyc
obsada: Dagmara Sowa, Katarzyna Tadeusz, Iga Załęczna, Paweł Chomczyk, Mariusz Laskowski
premiera: 16 października 2009 r. w Teatrze Centralnym w Lublinie.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen