Teatr + taniec = Kalejdoskop (2)
Krakowski Teatr Tańca i Marta Ladjanszki - to dwie gwiazdy drugiego dnia festiwalu Kalejdoskop. Ci pierwsi zaprezentowali spektakl "Cicindela" - ironiczną refleksję na temat pewnych cech człowieka, "Love to Give" Marty Ladjanszki zaś wyrwał publiczność z bezpiecznej pozycji obserwatora, przekazując ważne tematy za pomocą prostej formy.
Marta Ladjanszki jest młodą węgierską artystką. Związana z grupą KOMPmANIA, a potem z L1 Dance Lab, swoją przygodę z tańcem zaczynała od baletu. To różnorodne ukierunkowanie widać idealnie w "Love to give", jej solowym projekcie ilustrowanym muzyką Zsolta Vargi. Spektakl zaczyna się zupełnie niepozornie. Na scenie porusza się samotna tancerka w znoszonym dresie, rozgrzewająca się powoli. Przysiady, rozciągnięcia, podskoki, to wszystko, co pamięta się z lekcji w-f. W tle delikatna, spokojna muzyka. Tancerka zdaje się nie dostrzegać publiczności, pochłonięta jest swoją rozgrzewką. Tak mijają kolejne minuty, chwila za chwilą...
Nawet nie zauważamy, kiedy muzyka się zmienia, w pewnym momencie jednak tancerka wycofuje się na tył sceny. W półmroku widać, że zaczyna się przebierać, że zamiast brązowego dresu zakłada krótką sukienkę z gorsetem, a zaraz po tym na scenie wybucha swoisty wulkan energii. Jej taniec przypomina żywiołową zabawę małego dziecka, jest pełen radości i energii. Ladjanszki obywa się bez słów, widzowie jednak szybko podchwytują emocje płynące ze sceny. Tancerka przełamuje również barierę między sceną a widownią, wchodząc ze swoim tańcem pomiędzy widzów. Na początku po prostu tańczy w przejściu między fotelami, potem zaczyna się eskapada po oparciach, ściskanie zdziwionych widzów i wskakiwanie na kolana co poniektórym. Ta atmosfera swobodnej radości szybko się udziela - kiedy na koniec tancerka inicjuje oklaski, publiczność wtóruje jej z całej siły.
Trudno o lepszy tytuł dla tego spektaklu. "Love to give" przekazuje mnóstwo pozytywnej energii i za pomocą tańca jednej osoby przypomina o takich rzeczach, jak chociażby radość życia w każdej chwili. Na bazie zdobytych doświadczeń artystka buduje swoje własne środki wyrazu - w ruchach Marty Ladjanszki odnajdziemy zarówno inspirację baletem, jak i tańcem nowoczesnym, nad tym wszystkim góruje zaś artystyczny zmysł i własna koncepcja. To swoisty eksperyment, gdzie tancerka posługuje się niekonwencjonalnymi formami wyrazu, stawia na interakcję z widzem. Zaprasza publiczność do gry na swoich zasadach, a publiczność z chęcią przyjmuje to zaproszenie.
Dziełem zupełnie innego kalibru jest "Cicindela" Krakowskiego Teatru Tańca, choć i tutaj tytuł pasuje do treści spektaklu idealnie. Cicindela bowiem jest jednym z rodzajów chrząszcza, który walczy z agresorem w bardzo oryginalny sposób - wabi go na pustynię tak daleko i długo, aż ten padnie z wycieńczenia, a potem go pożera, czyniąc z niego ofiarę. Czy jest to jednak metoda właściwa tylko chrząszczom?
Akcja spektaklu pokazuje, że nie. Na scenie obserwujemy taniec kobiety. Za wszelką cenę próbuje się ona dostać do arbuza umieszczonego na rusztowaniu. Jej ruchy są gwałtowne i zdeterminowane. Arbuz jednak cały czas pozostaje za wysoko, znajdując się, jak wiele innych rzeczy, w sferze marzeń. Marzeniami można żyć, marzenia można też spełniać. Nasza bohaterka wybiera bez wątpienia tę drugą opcję.
Kiedy na scenie pojawia się mężczyzna, akcja nabiera rumieńców. Zaczyna się długi taniec, przywodzący na myśl tańce godowe zwierząt, odchodzenie i przychodzenie do siebie, odtrącenia i powroty. Mężczyzna i kobieta walczą ze sobą, choć z dwojga to ona wydaje się twardsza, to ona częściej go odpycha, a on częściej wraca. Nie bez kozery "Cicindela" otrzymała nagrodę na XXXIV Tyskich Spotkaniach Teatralnych za "poprowadzenie pięknego dialogu ruchu" - ruch sceniczny w tym wypadku bowiem jest idealnie zgrany, bezbłędnie pokazuje emocje i namiętności, jakie targają bohaterami. To taniec pełen pasji i zaangażowania, gdzie obie strony, mimo bliskości i współgrania, walczą o coś zupełnie innego. W walkę zresztą ostatecznie przechodzą ich ruchy - coraz bardziej gwałtowne i agresywne - kończą się porażką mężczyzny, który od początku wydawał się na straconej pozycji przy determinacji swojej partnerki. Kobieta wykorzystuje to we właściwy sposób - ciało mężczyzny służy jej do sięgnięcia po arbuza, który dopiero wtedy znajduje się na wyciągnięcie ręki. I nawet nie widzi w żarłocznym szale, jak mężczyzna wstaje i na miejsce owocu umieszcza nowy...
Przewrotny to komentarz do pewnych cech, jakie dobrze znamy; przewrotny, ale i pięknie podany. Agata Syrek i Paweł Łyskawa stawiają na dialog i interakcję, a ruch sceniczny okraszony jest muzyką Yanna Tiersena, Lisy Gerrard, czy duetu Jacaszek & Miłka.
Sylwia Grygorowicz
Teatralia Białystok
23 marca 2010
Krakowski Teatr Tańca
"Cicindela"
choreografia, scenografia: Eryk Makohon
obsada: Agata Syrek, Paweł Łyskawa
Marta Ladjanszki
"Love to give"
koncepcja, reżyseria: Marta Ladjanszki
muzyka: Zsolt Varga
kostiumy: Butterfly
obsada: Marta Ladjanszki, Zsolt Varga (muzyka)
Festiwal Kalejdoskop 2010, 17-21 marca, Białystok.