Kto da na mszę?
Teatr Studyjny w Łodzi odprawił "Mszę za miasto Arras". Monodram - spektakl dyplomowy Michała Napiątka - wypadł dyplomowo, ale nie na medal.
Istnieje przekonanie, że miarą prawdziwego kunsztu aktorskiego jest umiejętność wypełnienia sceny i uwagi widzów, ale w pojedynkę. Premiera monodramu Michała Napiątka "Msza za miasto Arras" to moment poważnej próby dla młodego adepta łódzkiej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej. Godnej uznania pod względem widocznego w niej zaangażowania twórczego. Warsztatowo - jeszcze nie mistrzowskiej.
Scenografia - odpowiednio skromna: krzesło wyznaczające centrum, czarne tło i pojawiający się w podniosłych momentach monologu świetlisty krzyż. Umiar w sferze gestu i ruchu scenicznego podkreśla podniosły charakter tekstu. Na scenie dokonuje się spowiedź. Jan - dwudziestoletni dworzanin - po ucieczce z Arras, oczyszcza swoje sumienie z ciężaru zdarzeń, których był świadkiem. Miasto opanowały zaraza i głód. Strach przeobraził się w agresję mieszkańców. Ta skierowana została przeciwko żyjącym w Arras Żydom - reprezentantom obcej (zatem potęgującej zabobonny niepokój) kultury. Opowieść osnuta jest wokół autentycznych wydarzeń, które miały miejsce w połowie XV wieku.
Monodram jest dokonaną przez Napiątka autorską adaptacją powieści Andrzeja Szczypiorskiego pod tym samym tytułem. Wybrane przez niego fragmenty tekstu, tworzą spójną i przejmującą opowieść o ludzkich lękach, determinujących życie jednostek, społeczeństw, narodów, kultur. Minimalistyczna, utrzymana w ascetycznej czerni i bieli scenografia, symbolicznie odnosi się do pustki moralnej i duchowej, jaka wytworzyła się po pamiętnych wydarzeniach w Arras. Zawarte tam akcenty aksjologii religijnej - ciemność otaczająca postać i światło tworzące ramiona krzyża - przywołują na myśl motywy pogrążenia się w grzechu i nadziei na zbawienie.
Dla widza ten blisko godzinny monodram, może być czasem refleksyjnej zadumy nad człowieczą naturą i powtarzalnością dziejów. Ale nie każdy odbiorca będzie potrafił przeobrazić się w uczestnika "Mszy...". Co prawda dobrze poprowadzona przez Napiątka narracja posiada siłę wyrazu, przez co buduje mocny przekaz. Komunikat aktywujący intelekt i wrażliwość odbiorcy. Jednak przez powtarzalny zestaw gestów i "wyrazów" mimicznych, nazbyt mocno przebijają nieopanowane emocje aktora. To dekoncentruje - odciąga uwagę widza od treści. Nakłada na odbiorcę swoisty "ciężar", wynikający z empatycznej więzi, jaka wytwarza się między nim a aktorem - nie zaś postacią! Dlatego zdecydowanie lepiej zmrużyć oczy i potraktować monodram jako wspaniałe słuchowisko, którego dodatkowym atutem jest dobrze dobrany akcent muzyczny (elementy chorału wkomponowane w nowoczesną, elektroniczną psychodelię). Muzyka Arvo Parta oddaje bowiem nastrój chaosu, w którym pogrążyło się Arras oraz zamętu, który powstał w duszy i umyśle bohatera. Jednocześnie oddzielając poszczególne części monologu, stanowi dla widzów chwilę wytchnienia i mobilizacji myśli przed zagłębieniem się w kolejny fragment "Mszy...". Z całą pewnością, kto tylko (u)da (się) na "Mszę..." i posłucha, ten zrozumie.
Magdalena Dorota Grzybowska
Teatralia Łódź
23 marca 2010
Teatr Studyjny w Łodzi
Andrzej Szczypiorski
"Msza za miasto Arras"
reżyseria i adaptacja: Michał Napiątek
muzyka: Arvo Part
opieka pedagogiczna: Piotr Krukowski
światło: Andrzej Sobańda
obsada: Michał Napiątek
premiera: 5 marca 2010 r.