Teatr + taniec = Kalejdoskop
Naturalnym zjawiskiem w świecie kultury jest korespondencja sztuk, przenikanie się rozmaitych gatunków. W efekcie powstają dzieła synkretyczne, stojące na pograniczu, łączące w sobie rozmaite środki wyrazu, i na tych połączeniach opierające swoją siłę. Takim zjawiskiem bez wątpienia jest teatr tańca, gdzie muzyka i ruch przeplatają się z grą aktorską, gdzie taniec staje się środkiem narracji. Odchodzi on od tradycyjnego teatru i tradycyjnego tańca, by w oparach syntezy wytworzyć całkiem nową jakość.
Teatr tańca staje się zatem sferą, gdzie jak nigdzie indziej liczy się gra ciałem, stwarza też on okazję do ujęcia energii i żywiołowości, na którą często brakuje miejsca na tradycyjnej scenie. Poszerza spektrum środków teatralnego obrazowania - do słowa, gestu dodaje wyrazisty ruch, podkreśla rolę muzyki. Pozwala na wyrażenie siebie w niestandardowy sposób, jest dziedziną awangardową i alternatywną. Można odnieść wrażenie, że w Polsce rozwija się coraz prężniej, za sprawą chociażby powstających coraz gęściej szkół tańca, do których część młodych ludzi przychodzi w pogoni za modą, a część - w pogoni za pasją.
W Białymstoku teatr tańca gości regularnie już od kilku lat za sprawą festiwalu Kalejdoskop, organizowanego przez Studio Działań Kreatywnych DanceOFFnia i Podlaskie Stowarzyszenie Tańca. W tegorocznej, siódmej już edycji, odbywającej się w dniach 17 - 21 marca, zaproponowano udział w wielu ciekawych imprezach, w warsztatach tanecznych, plastycznych, pokazach filmów czy wykładach, a przede wszystkim - spektaklach tanecznych z całego świata.
Pierwszy dzień festiwalu otworzyła wystawa fotografii Jakuba Wittchena, który za leitmotiv swojej twórczości obrał ruch - jego zdjęcia zatem są swoistym zapisem, stop-klatkami tańca czy ruchu w ogóle. Następne punkty programu zaś umożliwiły podziwianie sztuki tanecznej na żywo.
Spektakl Grupy Przejściowej pod intrygującym tytułem "Na dnie 100dni", oparto na autentycznych przypadkach wpadnięcia do studni. Może brzmieć śmiesznie, może brzmieć trywialnie, ale Joanna Gierasimiuk, zamknięta w przezroczystym graniastosłupie, ukazuje dramat sytuacji bez wyjścia w przejmujący sposób.
Nie wiadomo, w jaki sposób dziewczyna znalazła się na samym dnie studni. Na początku słyszymy głuchy odgłos upadającego ciała, potem bohaterka powoli budzi się. Rozgląda się dookoła, bada sytuację, dotykiem poznaje ściany studni, które od tej chwili stają się jej więzieniem. Podejmuje walkę - próbuje wspiąć się ku górze, determinacja w jej ruchach pokazuje, jak bardzo chce się wydostać. Za każdym jednak razem opada z powrotem w głąb studni i wtedy tylko jej zmęczony oddech przerywa ciszę. Studnia żyje swoim życiem - przychodzą nad nią ludzie, bawią się w "echo", rozmawiają i śpiewają, jak to u studni. Nikt z nich nie zdaje sobie sprawy z dramatu, jaki rozgrywa się kilkanaście metrów pod ziemią. Kolejne próby wydostania się przynoszą kolejne porażki, po nich jednak nie przychodzi znów cisza i zmęczony oddech, a rozpaczliwa modlitwa. Na próżno...
Główny środek wyrazu stanowi w tym spektaklu taniec. Joanna Gierasimiuk historię swojej bohaterki kreuje tylko za pomocą ruchu, przekazując przez to całe spektrum emocji, od zdziwienia aż po czarną rozpacz. Spektakl jest nierówny, ma swoje własne tempo, wymierzane momentami, kiedy bohaterka podejmuje walkę i kiedy sił na walkę jej brak. Waha się między dynamicznym wysiłkiem a statyczną rezygnacją. W budowaniu świata spektaklu pomagają wizualizacje multimedialne dopełniające obrazem grę ciała i muzyki.
Przez swoją ogólność spektakl jest uniwersalny, można odczytywać go na różnych płaszczyznach. Najważniejszy jednak akcent pada tutaj na emocje i na sam mechanizm sytuacji, z której nie ma wyjścia, na rozpacz i wysiłek człowieka ograniczonego. Spektakl stanowi pewien szablon, w który każdy widz może wpisać swoją historię, odnaleźć swoje ograniczenie, swoją studnię i postawić sobie pytanie, czy uda mu się z niej wyjść.
Dzień festiwalowy zakończył pokaz czterech filmów z festiwalu Dance on Camera 2010 w Nowym Jorku, współorganizowany przez Fundację Kino Tańca i jej prezes, Sonię Nieśpiałowską-Owczarek. Widzowie obejrzeli produkcje, których głównym środkiem wyrazu był taniec: animację "The Last Martini" z USA, "Cinetica" z Hiszpanii, "Waterproof" z Francji, "Danse macabre" z Kanady oraz film Darii Kopiec "Zuzanna", stanowiący jej pracę dyplomową. Każda z tych produkcji eksplorowała temat tańca na różnoraki sposób: od wariacji na temat wisienki w martini, przez taneczne zmagania w ciekawych plenerach, po nowe ujęcie średniowiecznego motywu. "Danse macabre", mimo że prawie najkrótszy, był filmem, który bez wątpienia najbardziej poruszył widownią, ale też najmniej miał wspólnego z tradycyjnym rozumieniem tańca. Reżyser, Pedro Pires, potraktował rzecz dosłownie, ukazując drogę ciała ludzkiego po śmierci, od samobójczej pętli po ogień krematorium. Daria Kopiec z kolei opowiada historię Anny, Igora i Zuzanny, rozpiętego gdzieś pomiędzy nimi wyobrażenia kobiety idealnej, które blokuje w otwarciu się na siebie. W filmie nie brakuje oczywiście tańca, akcja ponadto toczy się w starych, łódzkich fabrykach, co nadaje produkcji dość oniryczny charakter. Wrażenie to potęguje też sposób, w jaki Daria Kopiec prowadzi narrację, przenikanie się kolejnych wątków połączone z budowaniem atmosfery tajemnicy i niedopowiedzenia - nadaje to "Zuzannie" charakter ulotnej fantazji, a taniec dopełnia to wrażenie.
Sylwia Grygorowicz
Teatralia Białystok
19 marca 2010
Grupa Przejściowa
"Na dnie 100 dni"
koncepcja, choreografia: Karolina Garbacik
taniec i kreacja: Joanna Gierasimiuk
scenografia, multimedia: Paweł Dudko
muzyka: Łukasz Poszwa (Fabuła Production)
śpiew i głosy: Hanna Zajączkiewicz
produkcja: Studio Działań Kreatywnych DanceOFFnia
"Cinetica"
reżyseria: Ana Cembrero Coca
Hiszpania, 2008.
"The Last Martini"
reżyseria: Vickie Mendoza
USA, 2009.
"Waterproof"
reżyseria: Daniel Larrieu
Francja, 1986.
"Zuzanna"
reżyseria: Daria Kopiec
Polska, 2009.
"Danse macabre"
Pedro Pires, Kanada, 2009.
Festiwal Kalejdoskop 2010, 17-21 marca, Białystok.