zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Spacer ze słoniem

Zaczęło się od Liceum Techniki Teatralnej. A nie 27 czerwca 1941 roku w Warszawie? Albo ćwierć wieku później, w dniu premiery pierwszej etiudy? W pewnym bardzo ważnym sensie nie.

Szkoła otworzyła przygodę. Oto wspomnienie po latach: "Pokazali nam, że istnieje jakiś świat, który jest coś wart. Świat, który niekoniecznie dotyczy codziennych, społecznie uznawanych wartości - żeby się jakoś urządzić, mieć wygodne życie, jakieś przedmioty, jakieś pieniądze czy jakąś pozycję"1. Młody Krzysztof zakochał się. Zakochał się w teatrze. Został stałym gościem widowni teatrów: Ateneum, Współczesnego, Dramatycznego. W Teatrze Polskim pracował jako asystent-garderobiany mistrzów: Tadeusza Łomnickiego, Aleksandra Bardiniego, Zbigniewa Zapasiewicza. Odnalazł marzenie: reżyseria teatralna. Po drodze do marzenia należało ukończyć wyższe studia. Ambitny pasjonat sceny pomyślał o reżyserii filmowej. Stąd do teatru wydawało się już blisko. Tak narodził się Krzysztof Kieślowski.

Dziwne pokrewieństwo złączyło w tym życiu ekran i scenę. Przypadek? Być może, jak w filmie z 1981 roku: sprawa dogonienia uciekającego pociągu.

Dwa obrazki powiedzą o tym pokrewieństwie wiele.

Przyszły student bardzo pragnął uniknąć służby wojskowej. Po zniechęcającym epizodzie nauki w szkole pożarniczej obiecał sobie, że więcej nie da się ubrać w mundur. Należało obmyślić skuteczny wykręt. Krzysztof obmyślił odegranie teatralnej scenki przed lekarską komisją. Udało się: widzowie spektaklu przyznali upragnioną kategorię D oznaczającą całkowitą niezdolność do służby. Oddajmy głos samemu reżyserowi: "Według diagnozy cierpię na 'schizophrenia duplex', to znaczy niebezpieczną schizofrenię, która może spowodować, że gdy wezmę karabin, to przede wszystkim zastrzelę oficera. (...) Mówiłem, troszeczkę przesadzając i nie mówiąc wszystkiego do końca. Było to wiarygodne."2 Teatr wyborny: lekka przesada plus uwodzący talent. Widownia oczarowana.

Krzysztof Kieślowski

Krzysztof Kieślowski
fot. AKPA

Maj 1995 roku. Film dokumentalny kręcony wśród przyjaciół z czasów wspólnej filmowej drogi, Krzysztof w nielubianej podobno roli głównego bohatera3. Rozmowę z reżyserem prowadzi Krzysztof Wierzbicki, jego długoletni asystent. Scena: w fotelu przy kominku bohater z nieodłącznym papierosem. Zupełnie niedawno ogłosił zakończenie swej reżyserskiej drogi. "I co będziesz robił teraz w życiu?" - pada pytanie. "Nic. Na razie siedzę, na krzesełku albo na ławeczce, mogę się wyspać porządnie. Jak się kąpię, to już się kąpię rano - po to, żeby żyć, a nie, żeby robić filmy. To jest bardzo przyjemne uczucie." Pauza ciszy. Rozmówca zwraca uwagę: "Patrz, bohaterem tego ujęcia jest zegarek". Istotnie w centrum obiektywu świeci tarcza na lewej ręce reżysera. Znikliwy, podstępny uśmiech: "Nie bój się. Wszystko jest w porządku. To tylko odbicie." Pytanie z boku do filmującego scenę operatora: "Może być?" Może, ale trzeba powtórzyć ujęcie. Pauza i powtórka. "No, to co będziesz robił teraz w życiu?" "Nic na razie nie robię. Siedzę, coś tam skrobię, mam jakiś scenariusz do napisania, jeden czy drugi..." Rozmówca przerywa: "Ale mów o tej ławeczce, że siedzisz, o kąpieli..." "O jakiej ławeczce? Jakiej znowu kąpieli?" Soczysty śmiech. Śmiech świadomy sceny i jej umowy. Czysty teatr jednego aktora, który mierzy się z wewnętrznym przesileniem życia i dzieła. Skąd ten przewrotny seans w rozmowie o sobie? Film wieńczy profil reżysera płynącego promem, patrzącego w rzeczną dal. Zwija dłonie, jakby do nawoływania. Oto scenografia do rozmowy z sobą.

W rozmowie z Danutą Stok Krzysztof Kieślowski wspomina pewien spacer z mamą. Jako sześcioletni chłopiec szedł ulicą jakiejś maleńkiej mieściny i nagle ujrzał... kroczącego z naprzeciwka słonia. Scenka niemożliwa. Mama nic takiego nie pamiętała, a młody Krzysztof uparcie twierdził, że został z nim dokładny obraz z wyrazem oczu zwierzęcia. "Są takie wydarzenia, które kradnę i zaczynam opowiadać, że mnie się przytrafiły. Po jakimś czasie tracę nad tym kontrolę - zapominam, że to się przydarzyło komuś innemu i zaczynam wierzyć, że naprawdę przytrafiło się mnie. Prawdopodobnie taki mechanizm zadziałał w przypadku tego słonia. Pewnie ktoś mi to opowiadał"4.

Ktoś nam opowiadał, że jest pewien reżyser. Nazywa się Krzysztof Kieślowski, oglądaliśmy nawet jego filmy. W jednym z nich wystąpił osobiście. Powiedział, że widział słonia i przyszedł porozmawiać.

Adam Buszek
Teatralia Kraków
13 marca 2010

1 K. Kieślowski, Autobiografia, opr. Danuta Stok, Kraków 2006, str. 24.

2 Tamże, str. 25.

3 I'm so-so..., film biograficzny, Polska 1995, reż. Krzysztof Wierzbicki. Kolejne cytaty pochodzą z tego filmu.

4 K. Kieślowski, Autobiografia, str. 13.

Wspomnienie Krzysztofa Kieślowskiego.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen