Wolni jak motyle
Z okazji Dnia Kobiet Teatr Kamienica z Warszawy dzięki gościnności Gliwickiego Teatru Muzycznego zrobił prezent wszystkim gliwiczankom, dwukrotnie wystawiając na deskach GTM spektakl "Motyle są wolne" w reżyserii Zbigniewa Lesienia. Sądząc po reakcji siedzących na widowni pań (i towarzyszących im panów), stwierdzić można, że był to prezent jak najbardziej trafiony.
Sztuka Leonarda Gershe "Motyle są wolne" idealnie wpasowuje się w konwencję, ostatnio niezwykle popularnych, polskich komedii romantycznych. Główni bohaterowie to dwójka młodych ludzi, którzy przypadkowo się spotykają, błyskawicznie zakochują i na krótko rozstają po to, aby za chwilę wszystko dobrze się skończyło. To jednak nie koniec podobieństw przedstawienia do wyżej wymienionego gatunku filmowego, gdyż plakat teatralny również do złudzenia przypomina te, które wykonywane są na potrzeby kina i przedstawiają szczęśliwych, uśmiechniętych aktorów odgrywających główne role. I chociaż skojarzenie ze współczesną polską komedią romantyczną niekoniecznie musi wywoływać pozytywne uczucia, "Motyle..." są bardzo przyjemne w odbiorze i zaskakują in plus. Co więcej, po jakimś czasie okazuje się, że chociaż pierwszy akt można nazwać komedią romantyczną bez żadnych wątpliwości, już drugi akt bardziej przypomina komedię obyczajową.
Sztuka składa się z dwóch aktów, a antrakt dzieli ją na dwie zupełnie różne części. W pierwszej (poza kilkoma sekundami) występuje tylko dwoje aktorów: Marta Żmuda Trzebiatowska, w roli roztrzepanej, nieustannie głodnej dziewiętnastolatki Jill, i Lesław Żurek jako niewidomy, odrobinę starszy od niej Don. W czasie całego przedstawienia podglądamy, co dzieje się w mieszkaniu głównego bohatera w Nowym Jorku. Jest to właściwie tylko jeden pokój z kuchnią i łazienką, w którym znajduje się kilka mebli. Ponieważ Don, mimo swojej niepełnosprawności, niezwykle sprawnie porusza się po mieszkaniu, nie od początku wiadomo, że urodził się niewidomy. Szybko za to dowiadujemy się, że ma nadopiekuńczą mamę i sąsiadkę, która zadziwia wyjątkową szczerością, śmiałością i pewnością siebie.
Jedna z najważniejszych kwestii przedstawionych w pierwszej części spektaklu to podejście Dona do świata, otoczenia, innych ludzi i swojej choroby oraz reakcji Jill na tę wiadomość. Jest to zdecydowanie najmocniejszy punkt przedstawienia, ponieważ zachowanie chłopaka jawi się jako zupełnie niespotykane i godne podziwu. Jednocześnie wydaje się bardzo słuszne, ponieważ Don, który nigdy nie widział, traktuje ten stan rzeczy jak normalną sprawę. Stara się żyć jak wszyscy ludzie, chociaż niejednokrotnie mu trudniej, a ponieważ na świecie tylko pewien odsetek ludzi to niewidomi, traktuje to jak możliwość należenia do elitarnej grupy i jedyne, czego sobie nie życzy, to litość. Fakt, że autor sztuki tak umiejętnie wczuł się w sytuację osoby chorej i prawdopodobnie w dużej mierze trafnie przekazał wrażenia osób chorych, jest zdumiewający. Zaskakująca staje się także końcówka pierwszego aktu, kiedy po raz pierwszy pojawia się mama Dona (w tej roli Ewa Ziętek), a reakcja jej syna wywołuje salwy śmiechu na widowni.
Druga część przedstawienia wydaje się być bardziej refleksyjna i poważna. Pani Baker nie kryje niezadowolenia spowodowanego spotkaniami jej syna z dziewczyną, która jest szalona i roztrzepana, dla której największą wartość stanowi wolność i przypuszczalnie nie okaże się pomocna, gdy nadejdzie taka potrzeba. Jej opinię potwierdza fakt, że Jill zapomina o umówionej kolacji, a kiedy spóźniona wraca do domu, oznajmia niespodziewaną chęć zamieszkania z reżyserem Ralphem (Michał Lesień), którego poznała kilka godzin wcześniej na castingu. Oczywiście, zgodnie z prawami, którymi rządzi się komedia, wszystko dobrze się kończy, a ostatnie słowo drugiego aktu po raz kolejny wywołuje śmiech publiczności. Można powiedzieć, że dowcipne i zarazem niespodziewane zakończenie obu aktów stanowi sprytny i przemyślany chwyt reżysera, który sprawia, że całe przedstawienie dobrze się wspomina.
Poza samą treścią i świetnymi dialogami, do plusów spektaklu zaliczyć trzeba obsadę, która zaskakuje bardzo pozytywnie oraz dekoracje wykonane przez Jolantę Gałązkę i Tomasza Kościuszkę. Scenografia wydawałaby się niesłychanie prosta, gdyż cała akcja rozgrywa się w jednym, niczym niewyróżniającym się pokoju, jednak warto zwrócić uwagę, że każdy element oddaje charakter i zainteresowania młodej osoby. Ściany pokoju są kolorowe, do łóżka wchodzi się po drabince (co prawdopodobnie jest spełnieniem wielu dziecięcych marzeń), na ścianach wiszą plakaty z najsłynniejszymi aktorami wszech czasów (wśród nich między innymi Audrey Hepburn). Poza tym ilość mebli została ograniczona, a jeden z ważniejszych sprzętów to keyboard ze względu na zamiłowanie Dona do muzyki. Wszystkie te elementy bardzo pasują do pokoju dwudziestolatka mieszkającego samotnie. Nasuwa się tylko pytanie, czy osoby niewidome rzeczywiście wieszają sobie plakaty obok łóżka, ale tę kwestię pozostawię bez odpowiedzi, bo zwyczajnie nie jestem w stanie tego ustalić.
Monika Garbarczyk
Teatralia Śląsk
12 marca 2010
Teatr Kamienica w Warszawie
Leonard Gershe
"Motyle są wolne"
("Butterflies are free")
reżyseria: Zbigniew Lesień
scenografia: Jolanta Gałązka, Tomasz Kościuszko
muzyka: Maciej Makowski
obsada:
Jill - Marta Żmuda Trzebiatowska
Don - Lesław Żurek
Pani Baker - Ewa Ziętek
Ralph - Michał Lesień
premiera: 24 kwietnia 2009 r.
Gościnnie w Gliwickim Teatrze Muzycznym 8 marca 2010 r.