Tchnienie świeżości
Pod koniec lutego tytuł "Traviata" kojarzył się głównie z Operą Narodową i to właśnie w stronę Warszawy zwrócone były wszystkie oczy. Tymczasem ciekawe rzeczy działy się również na Śląsku. Grana od 2000 roku "Traviata" powróciła na scenę odświeżona i pełna życia.
Realizacja Wiesława Ochmana w Operze Śląskiej jest bardzo klasyczna. Rzecz dzieje się, jak Francesco Maria Piave przykazał, we Francji połowy XIX wieku. Jak należy, utrzymana jest w konwencji ckliwego, acz dziwnie poruszającego melodramatu. Oto na balu spotykają się Violeta, kobieta zabłąkana, zimna jak lód kurtyzana i Alfred, młodzieniec z dobrego domu, zakochujący się w niej od pierwszego wejrzenia. Rozpala w niej miłość, choć ta jest pewna, że nigdy jej nie zazna, burząc tym samym jej dotychczasowe życie. Na drodze ich wspólnego szczęścia staną konwenanse, rodzina Alfreda, choroba. Brzmi znajomo? Dzieł stworzonych na podstawie słynnej "Damy kameliowej" Aleksandra Dumasa jest w kulturze światowej znacznie więcej, jednak to właśnie "Traviata", dzięki Verdiemu, zapisała się w historii najwyraźniej.
Skoro klasyka wciąż nie przejadła się melomanom, skoro nieustannie wystawia się ją na najważniejszych scenach operowych, musi być w niej jakaś niezwykła siła. A jeśli sprawdzają się znane schematy, może dobrze jest przy nich pozostać? Warto jednak tchnąć czasem nieco świeżości w klasykę, co uczyniła Opera Śląska. Oto 27 lutego w partii Alfreda zadebiutował Andrzej Lampert. Debiut to, trzeba przyznać, niezwykle udany, a powierzenie mu głównej roli męskiej okazało się świetnym posunięciem. Lampert, mimo wykształcenia w śpiewie klasycznym, swoją dotychczasową karierę związał przede wszystkim z muzyką rozrywkową, szerokiej publiczności znany jest głównie jako wokalista zespołu PIN. Jego angaż to znakomity chwyt marketingowy Opery, by przyciągnąć młodych widzów. Widownia, i tak już pękająca w szwach, została gwałtownie odmłodzona za sprawą jego fanów. Nie mniej ważne okazały się także względy artystyczne - jako śpiewak klasyczny, Andrzej Lampert dysponuje silnym i czystym tenorem o bardzo ładnej, przemiłej dla ucha barwie. A jako że to pierwsze tak poważne jego poczynania z klasyką, wniósł na scenę mnóstwo świeżości, zapału i entuzjazmu, którego niektórzy "starzy" aktorzy mogą mu tylko pozazdrościć. Dobrze poradził sobie także aktorsko, dzięki swej wyrazistości. Można byłoby nie znać fabuły ani włoskiego, a mimo to, nawet przy kulejącym tłumaczeniu, nie straciłoby się wiele z odbioru.
Na szczególne słowa uznania zasługują także Andrzej Szkurhan w roli Germonta, ojca Alfreda oraz świetna Dorota Laskowiecka jako Violeta. Dała popis umiejętności wokalnych i aktorskich, szczególnie w ostatnim akcie, wymagającym śpiewania w najdziwniejszych pozycjach kobiety wijącej się z bólu. Jej sopran momentami był ciepły i delikatny, momentami przeszywający i wywołujący ciarki.
Bardzo dobrze prezentowała się realistyczna scenografia Jadwigi Marii Jarosiewicz. Mały pokoik Violety w mgnieniu oka zamieniał się w wielką salę balową. Przez aktorów wykorzystana została cała przestrzeń, choć ruch sceniczny przeszkadzał nieco w scenach zespołowych. Momentami stawał się wręcz chaotyczny, zakłócając odbiór i nieznośnie zasłaniając miejsce akcji - jak choćby w scenie sprzeczki Alfreda z baronem. A jeszcze chwilę wcześniej, podczas sceny z torreadorami, bykiem i tańcami kobiet, Jarosław Świtała pokazał, że można bardzo zgrabnie zaaranżować ruch aktorów. Ciekawe choreografie ułatwiały, niestety, prezentację kostiumów chóru. Niestety, bo, w przeciwieństwie do efektownych strojów głównych bohaterów, te były kiepskie, jakby naprędce wygrzebane z czeluści operowej garderoby.
Od tego typu drobnych niedociągnięć każdorazowo odwracała uwagę wspaniała muzyka Verdiego i bardzo dobrze wykonane partie wokalne. "Traviata", choć dobrze znana, bo należąca do kanonu klasyki operowej, nadal potrafi ująć widza.
Agnieszka Misiewicz
Teatralia Poznań
9 marca 2010
Opera Śląska w Bytomiu
Giuseppe Verdi
"Traviata"
opera w 4 aktach
oryginalna wersja językowa
libretto: wg "Damy Kameliowej" A. Dumasa: Francesco Maria PIAVE
kierownictwo muzyczne: Tadeusz SERAFIN
inscenizacja, reżyseria: Wiesław OCHMAN
choreografia, asystent reżysera: Jarosław ŚWITAŁA
scenografia: Jadwiga Maria JAROSIEWICZ
współpraca muzyczna: Krzysztof DZIEWIĘCKI
kierownictwo chóru: Jarosław BAGROWSKI
obsada:
TRAVIATA - Dorota LASKOWIECKA
GERMONT - Andrzej SZKURHAN
ALFRED - Andrzej LAMPERT
FLORA - Aleksandra STOKŁOSA
GASTON - Hubert MIŚKA
ANNINA - Ewa PYTEL-POLAK
BARON - Marek ZIEMNIEWICZ
MARKIZ - Witold DEWOR
DOKTOR - Tadeusz LEŚNICZAK
POSŁANIEC - Dariusz NURZYŃSKI
KAMERDYNER - Piotr STRZODKA
BYK - Marek LISAJ
oraz soliści, chór, orkiestra Opery Śląskiej pod dyrekcją Krzysztofa Dziewięckiego
premiera: 27 maja 2000 r.