Świat opętany szaleństwem

Jednym z ważniejszych wydarzeń kulturalnych tego roku we Wrocławiu jest premiera "Statku błaznów" w Teatrze Lalek. Spektakl w reżyserii Piotra Tomaszuka imponuje, drażni i zapiera dech.

Wszystko tutaj trzyma się konwencji. Wnętrze Dużej Sali przypomina ogromny statek, a widownia, która usadawia się pod pokładem wśród nitowanych belek podtrzymujących konstrukcję i spowitych wodorostami, obserwuje to, co dzieje się na podwyższeniu, czyli na pokładzie. Nad sceną jest coś jeszcze: zbite z desek platformy, po których porusza się załoga, a w samym centrum sceny - wysokie schody, przypominające czasami stopnie do nieba. To jednak złudzenie prowadzące na manowce, bo jeśli statek miałby mieć cokolwiek wspólnego z zaświatami, to raczej byłoby to piekło. Najstraszniejszy środek piekła.

Statek błaznów WROCŁAWSKI TEATR LALEK

"Statek błaznów"

Muzyka rodzi się z szału, z ekstazy, ze straszliwych orgii piekielnych. Jej brzmienia są ciężkie, ale to nic w porównaniu z głosami członków załogi. Aż dziw bierze, że w ciągu odgrywania spektaklu nie postradali oni strun głosowych. Być może wszystko, co mają do przekazania, warte jest takich wysiłków, wszak oskarżeń na ludzi nie rzuca się głosikiem cienkim, piskliwym, anielskim. A winy są poważne: ludzkość jest masą lubującą się w błazeństwie, bezwstydną, złą i szukającą taniej rozrywki, bez uczuć wznioślejszych. To wszystko mówi załoga statku, w której skład wchodzą Czterej Jeźdźcy Apokalipsy: Zaraza, czyli Kataryna (Grzegorz Mazoń), Wojna, czyli Herkules (Marek Tatko), Głód, czyli Papuga (Patrycja Łacina-Miarka), Śmierć, czyli Kapitan (Tomasz Maśląkowski). Załoga pragnie się zabawić (czyimś kosztem), a każdy jej członek ma prawo do wezwania "dostarczycieli" mocnych bodźców. Kataryna kręci swym magicznym urządzeniem... i na pokładzie zjawiają się kolejno nowi przybysze.

Jako pierwsze przychodzą postacie ucieleśniające siedem grzechów głównych - to kilkoro błaznów, bliźniaczo do siebie podobnych, fundujących załodze (i tym, co pod pokładem) rozbuchane, owiane jakimś ekstatycznym szałem, ponure miniprzedstawienie. Dzikie błazeńskie pląsy mają jednak swój koniec, błaznów czeka bowiem dotkliwa kara - na horyzoncie pojawia się inny okręt, odbity jakby w zwierciadle. Błazny, spiesząc się do niego, toną w morskich odmętach. Po nich przyzywane są na pokład cztery żywioły, które również mają swój tragiczny koniec - tym razem na wyspie złożonej z samych kości i czaszek. Nie lepiej dzieje się z czterema cnotami kardynalnymi, uwiedzionymi przez śpiewające syreny. Jako ostatni na pokład przybywają Adam i Ewa. Pierwsi ludzie są dzicy, prymitywni, spłoszeni, wśród publiki budzą zażenowanie i śmiech. Oni również kończą swą wędrówkę w otchłani, triumfuje bowiem, jak nietrudno się domyślić, śmierć. Ona to przedstawia się na końcu, nawiązując do słynnej frazy z "Fausta" Goethego: "Jam jest częścią tej siły, która pragnąc niewoli, wiecznie czyni wolność".

Statek błaznów WROCŁAWSKI TEATR LALEK

"Statek błaznów"

Imponujące są wyczyny wszystkich postaci, ich giętkość, powaga na przemian z szałem, opanowanie mikrogestów - wszystko to zdradza doskonałe przygotowanie aktorów. Jednak częścią spektaklu, która pozwoli zapamiętać go na bardzo długi czas, jest niewątpliwie scenografia. Zadziwiała już sama konwencja zbudowania pokładu - wyraz kunsztu, talentu, zamysłu. Lecz otwierający się raz po raz kadłub statku, prezentowana za nim otchłań, morskie (a raczej infernalne) przestrzenie, opary osnuwające białe groźne szkielety, gra świateł i kontrastów - to wszystko zapierało dech, zdumiewało, odkrywało nową rzeczywistość. Paweł Dobrzycki, autor scenografii, stworzył naprawdę wielkie dzieło.

Mimo pierwszych kilkudziesięciu minut spektaklu, nieco nużących, monotonnych w swym krzyku i głośności, "Statek błaznów" jest przedsięwzięciem udanym, w pewnych momentach wręcz wybitnym. Mnóstwo jest tutaj alegorii, kontekstów, ukrytych znaczeń, zagadek, które rozsupłać można albo natychmiast, albo po głębokim namyśle.

A właśnie: to jest spektakl, w którym się "uczestniczy", nie tylko się go ogląda. Siedzimy pod pokładem, jesteśmy częścią spektaklowej maszynerii. Słowa wypowiadane w naszą stronę przenikają do szpiku, nurtują sumienie i burzą krew. Czy to zamysł scenografa, czy igraszka reżysera - niepodobna dochodzić. Ze względu na uniwersalność przeżyć, warto zafundować sobie takie doświadczenie nie tylko w czasie Wielkiego Postu.

Marta Wąsik
Teatralia Wrocław
6 marca 2010

Wrocławski Teatr Lalek
Piotr Tomaszuk
"Statek błaznów"
na motywach "Okrętu błaznów" Sebastiana Branta w przekładzie Andrzeja Lama
reżyseria: Piotr Tomaszuk
scenografia: Paweł Dobrzycki
muzyka: Piotr Nazaruk
ruch sceniczny: Maciej Prusak
asystent reżysera: Jacek Radomski
inspicjent: Małgorzata Mańko-Drozd
obsada: Grzegorz Mazoń, Marek Tatko, Patrycja Łacina-Miarka, Tomasz Maśląkowski, Kamila Chruściel, Józef Frymet, Radosław Kasiukiewicz, Marek Koziarczyk, Agata Kucińska, Konrad Kujawski, Magdalena Morawiak, Jacek Radomski, Anna Skubik
premiera: 23 stycznia 2010 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen