Godzina ekstremalnych wrażeń
Nie, krew się nie leje. Nie ma nagości ani przekleństw. Żadnego z widzów nie wyciąga się też siłą na scenę, żeby produkował się wraz z aktorami. Mimo to "Skiz" w reżyserii Marii Spiss w Teatrze Ateneum zapewnia doznania, które - czy się tego chce, czy nie - na długo pozostają w pamięci.
Sztuka Gabrieli Zapolskiej, mimo oczywistych staromodnych naleciałości, zachowała w sobie trochę aktualności, bo pewne prawdy dotyczące związków damsko-męskich pozostają niezmienne. Dlatego można sobie wyobrazić zupełnie współczesną realizację tego dramatu, która nie skazywałaby go na wieczny niebyt w skansenie tekstów archaicznych. Nie tym jednak razem. Maria Spiss zrobiła wszystko, żeby wyobraźnia widza nie wykroczyła poza początki XX wieku, kiedy toczy się akcja. A nawet odsyła jeszcze wcześniej.
Scenografia Łukasza Błażejewskiego z założenia miała chyba nawiązywać do słodko-pastelowej aury rokoko. W rezultacie aktorzy zostali włożeni w bombonierkę wytapetowaną, rozpraszającą wzrok, kwiecistą materią. Żeby dopieścić rodzajowy detal, na pierwszym planie obsadzona sztuczną roślinnością mała sadzawka, do której Wituś (Wojciech Brzeziński) wlewa wiadro wody. Dekoracje mają być tez funkcjonalne. Stąd wielki klosz, który zamienia się w balowe krynoliny dla Lulu (Halina Łabonarska) i Muszki (Anna Gorajska). Panowie zaś mogą zerwać przyczepione za pomocą rzepów fraki prosto ze ściany. Jakie proste jest życie ziemiaństwa! Na miano scenograficznej rewelacji zasługuje gigantyczna głowa łabędzia, wysuwająca się na kilkumetrowej szyi w scenie narkotyczno-erotycznego upojenia bohaterów.
Reżyserka chyba nie do końca wierzy w inteligencję widza oraz w jego bardziej wysublimowane poczucie humoru. Stąd grubo ciosane dialogi, niepozostawiające cienia wątpliwości co do intencji postaci. Zakochana w Tolu (Krzysztof Tyniec) Muszka musi biegać za wybrankiem po scenie ze wzrokiem zahipnotyzowanej, a pożądanie sygnalizować jednoznacznym rozkładaniem nóg we wściekle czerwonych rajstopach. Podobnie Wituś: jako pochłonięty pracą gospodarz ziemski nie ma prawa do bardziej wyszukanej mimiki i musi zadowolić się mało inteligentnym wyrazem twarzy małorolnego chłopa. Maska nie znika nawet w scenie zalotów z Lulu, co nie do końca dobrze świadczy o guście tej ostatniej. Krzysztof Tyniec nie zawodzi swoich fanów i prezentuje cały wachlarz aktorskich sztuczek i tricków. Jedynie Halinie Łabonarskiej udaje się znaleźć dystans do granej przez siebie bohaterki. Jej Lulu, dojrzała, mądra, ironiczna, ale subtelna, budzi sympatię.
Ewidentną zaletą spektaklu pozostaje jego czas trwania, zaledwie godzina. Większa dawka takiej rozrywki groziłaby powikłaniami. Pozostaję jednak dziwnie spokojna, że przedstawienie nie będzie narzekało na brak widzów. Świadczą o tym pełne zrozumienia pomruki i śmiechy dość zaawansowanej wiekowo publiczności, która ogląda na scenie własne rozterki. Osobiście wypisuję się z tego grona. Przynajmniej na kilkadziesiąt lat.
Anna Byś
Teatralia Warszawa
6 marca 2010
Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie
Gabriela Zapolska
"Skiz"
adaptacja i reżyseria: Maria Spiss
scenografia i kostiumy: Łukasz Błażejewski
reżyseria światła: Artur Szyman
muzyka: Aleksandra Brzezińskiego w wykonaniu Janusza Radka
obsada: Anna Gorajska, Halina Łabonarska, Wojciech Brzeziński, Krzysztof Tyniec
premiera: 24 stycznia 2010 r.