Tańce z diabłami

Krakowski Teatr Scena STU przygotował piękne dziwowisko na podstawie "Sonaty Belzebuba" Stanisława Ignacego Witkiewicza. Problem polega na tym, czy jest to widowisko teatralne, czy telewizyjne i do kogo zostało skierowane. Krzysztof Jasiński balansuje pomiędzy Witkacowską teorią Czystej Formy w teatrze a komercją. Trudno stwierdzić, czy bardziej chodzi o przyciągnięcie widza, czy o sztukę.

Od samego początku coś jest nie tak. Miał być salonik babci Julii, ale zamiast niego są świecące, wielobarwne płyty, niczym wyjęte z teleturnieju, za nimi wielki fortepian, a babcia (o zgrozo!) zapomniała nałożyć biały czepeczek. Co będzie dalej? Istvan, młody, utalentowany, dobrze zapowiadający się kompozytor, biega po scenie w czerwono-czarnych portkach. Bez wątpienia wygląda jak ktoś o nietuzinkowym guście. Z powodzeniem wpasowałby się w jakąś grupę awangardowych artystów, ale kompozytor z akordeonem to chyba jakiś żart grubymi nićmi szyty (podobnie jak jego wyjątkowy strój). Babcia opowiada mu historię o sonacie Belzebuba, która podobno naprawdę wydarzyła się niegdyś w Mordowarze. Diabeł porwał młodego muzyka, aby stworzył dla niego sonatę. W tym celu wybrali się do piekła. Co się tam wydarzyło, nie wie nikt, ale chłopak nie wyszedł z tego żywy. Interesujący jest też kostium Hildy, solistki operowej, która w spektaklu Jasińskiego jest narzeczoną Istvana. Śpiewaczka występuje w bardzo wyuzdanym stroju, w sukience z wielką kokardą, na którą zużyto chyba najwięcej materiału w porównaniu z resztą sukni, do tego pończochy i buty na przerażająco wielkim koturnie i mamy gotową muzę dla prawdziwego artysty. Zarówno Julia, jak i Hilda mają na głowie gigantyczne peruki. Historia lubi się powtarzać, więc Belzebub powróci do Mardowaru i poczuje się tam jak w raju, gdyż jemu żadna treska nie będzie potrzebna.

Sonata Belzebuba KRAKOWSKI TEATR SCENA STU

"Sonata Belzebuba"
fot. P. Nowosławski

Joachim Baltazar de Campos de Baleastadar vel Belzebub (Zbigniew Wodecki) pojawia się w powłóczystym płaszczu, wśród przerażających grzmotów, ze śpiewem na ustach. Śpiewa piosenkę Belzebuba, a wtórują mu Hilda i Julia. Diabeł po różnych ekscesach w domu babci zabiera Istvana do piekła, aby skomponował dla niego sonatę wszech czasów, sonatę iście diabelską. Belzebub potrzebuje talentu młodego kompozytora, aby uwolnić muzykę, która już w nim powstała. On może tylko dawać natchnienie, sam nie potrafi tworzyć. Witkiewicz przedstawił piekło w groteskowy sposób, gdyż jest to tylko jego wyobrażenie, lecz Jasiński zdaje się iść dalej. Diabły i diablice wykonują popisy taneczne (w choreografii Piotra Galińskiego - jurora programu "Taniec z gwiazdami"), są bardzo odważne, widowiskowe, nie zabrakło nawet tańca na rurach. Wszystko przybiera kształt telewizyjnego show, od przepychu aż głowa boli i nie wiadomo, na co patrzeć. Kiedy Istvan obcina diabłom ogony (niespodzianka!) - zamiast krwi leje się piwo, którym widz zostaje hojnie obdarowany przez diablice, występujące tym razem w roli kelnerek. Czy nadal jest to widownia teatralna, czy też może zmieniła się już w telewizyjną? Istvan rodzi w bólach swoją sonatę. Wie, że aby ją stworzyć, wszystko musi stać się dla niego martwe nim się narodzi. Witkacy ukazuje cierpienia, jakie musi przeżyć artysta, aby stworzyć dzieło. "Ta niemożność przeżycia żadnego uczucia aż do dna, ta nieściśliwość uczuciowych stanów!". Belzebub śpiewa "Motorek" Marka Grechuty, diabły-tancerze tańczą, ale nagle zaczynają się psuć i upadają.

Tekst Witkiewicza zawsze broni się sam "Ach - iluż ludzi ma ten stosunek do muzyki, który nazwałbym "stosunkiem wyjącego psa". Pies wyje tak samo, czy grać Beethovena, czy Ryszarda Straussa - wyje, bo go uczuciowo wytrąca z równowagi sam hałas dźwięków, ich emocjonalny, nieistotny artystycznie współczynnik". Podobnie zdaje się być z "Sonatą Belzebuba" w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego. Czy można nazwać przypadkiem spotkanie przy pracy nad spektaklem dwóch jurorów programu "Taniec z gwiazdami" i to, że połowa tancerzy jest finalistami innego telewizyjnego show "You can dance"? Konwencja musicalowa, owszem rozumiem, ale gdzie jest granica telewizyjnej komercji w teatrze?

Marta Goławska
Teatralia Kraków
5 marca 2010

Krakowski Teatr Scena STU
Stanisław Ignacy Witkiewicz
"Sonata Belzebuba"
scenariusz i reżyseria: Krzysztof Jasiński
choreografia: Piotr Galiński
muzyka: Zbigniew Wodecki
dekoracje: Anna Czyż, Sławomir Czyż
współpraca: Adam Łucki
kostiumy: Anna Czyż
obsada:
Belzebub: Zbigniew Wodecki
Istvan: Karol Śmiałek
Julia: Beata Rybotycka
Hilda: Agata Myśliwiec
Sakaly: Konrad Mastyło
Chebnazel: Mariusz Jasuwienas
Azdrubot: Marcin Zacharzewski
Palicot: Łukasz Zięba
Hella: Karolina Chapko
Berta: Magdalena Góra
premiera: 19 września 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen