Zagrane jeszcze raz
Spektakl w reżyserii Eugeniusza Korina, "Zagraj to jeszcze raz, Sam", to jedno z niewielu przedstawień, które wyjątkowo długo uchowały się za dyrekcji kolejnego dyrektora Teatru Nowego w Poznaniu - Janusza Wiśniewskiego. Już niemalże piętnaście lat na scenie. Obejrzałam ten spektakl po raz pierwszy dobre kilka lat temu i z przyjemnością wróciłam do niego dziś.
Ostatnio o komedii Allena jest głośno: Korin w nowej realizacji tekstu w teatrze Michała Żebrowskiego obsadził w roli głównej telewizyjnego showmana, Kubę Wojewódzkiego. Jak marketing zderzył się na scenie ze sztuką, nie miałam okazji sprawdzić, w przypadku przedstawienia w Nowym o grę lub jej brak nie trzeba się bać - Mirosława Kropielnickiego w każdym repertuarze ogląda się z przyjemnością. Aktor wciela się w Allana Felixa, świeżo rozwiedzionego kinomaniaka zajmującego się pisaniem recenzji dla kwartalnika. Wraz z jego osobą wkracza na scenę odmienny od teatralnego żywioł filmowy. Bogart, idol Allana, staje się pełnoprawną postacią spektaklu. Aktorzy odgrywają sceny "realne" i scenki z teatru wyobraźni. Główny bohater rozważa kilka wariantów reakcji przyjaciela na zdradę, by za chwilę kolejny raz zmierzyć się ze wspomnieniem byłej żony lub poradzić ulubionego aktora.
Tekst zmusza do niekonwencjonalnych rozwiązań. Scena to minimalistycznie urządzony pokój: kanapa, ława, stolik z telefonem oraz kilka płyt i książek, którymi można zaimponować dziewczynie. W reżyserii Korina, to, co dzieje się poza domem głównego bohatera, widzimy za półprzezroczystymi ścianami pokoju. Niestety widzowie z foteli na końcach rzędów nie są w stanie zobaczyć wszystkiego. Na początku pojawia się zabawna, przerysowana sekwencja filmowa z Mariuszem Puchalskim jako Bogartem. Naśladowanie kina nie zawsze jest do końca trafione: niezorganizowany teatr cieni zamiast sceny miłosnej nie wypada zbyt dobrze, przygotowania Allana do randki polegające na wybieganiu co kilkanaście sekund na scenę na innym ich etapie - scena idealna do montażu - w teatrze sprawia, że męczymy się razem z aktorem.
Przyjaciel Allana, Dick (Ildefons Stachowiak), próbuje znaleźć mu dziewczynę, pomaga mu w tym żona, Linda. Główny bohater ponosi kolejne porażki w damsko-męskich starciach i powoli zakochuje się w Lindzie. Wdają się w romans. Mężczyźnie daleko jednak do filmowego uwodziciela a zdrada kończy się rozstrojem żołądka u obojga partnerów. Allan jest neurotykiem, hipochondrykiem, nieudacznikiem o złamanym sercu i nadszarpniętym ego. Do Bogarta mu daleko: nie pije, nie pali, nie radzi sobie z kobietami. Na jego widok niewiasty czasem krzyczą, szczyt potencji przeżył wiele lat temu. Jednak Allan Mirosława Kropielnickiego ma mnóstwo wdzięku, jest ironiczny również wobec siebie, nieporadny i uroczy. Małgorzata Łodej-Stachowiak jako Linda początkowo sztuczna, nieciekawa, z każdą chwilą gra coraz dynamiczniej. Aktorzy muszą multiplikować swoje role - w krótkich scenach rozgrywanych "w głowie" Allana przyjmują różne wcielenia. Kilka postaci odgrywa Grażyna Korin, która jest wszystkimi dziewczynami, do których próbuje zbliżyć się bohater. Śmiałam się z niej kilka lat temu i śmiałam teraz: niezbyt rozgarnięta dziewczyna z dyskoteki, mroczna pseudointelektualistka, w końcu sąsiadka rozczytująca się w recenzjach Allana - jest przerysowana i przezabawna, rewelacyjna ruchowo. Nie doceniłam natomiast kiedyś roli Dicka, wiecznie kręcącego ciemne interesy i nieodmiennie bankrutującego, trochę gbura - Stachowiak gra z ogromną lekkością.
Romantyczna, filmowa historia zostaje zderzona z życiem. Temat jest niewesoły. Nieszczęśliwy rozwodnik i żona przyjaciela. Chociaż w jej małżeństwie coś się pogubiło, mąż jej nie zauważa, nie docenia, ostatecznie uznaje, że jest dla niej ważne. On nie chce okłamywać i ranić przyjaciela. Szczęśliwym zakończeniem jest więc zachowanie miłych wspomnień. Allan na pocieszenie dostaje od Woody'ego Allena doktorantkę z sąsiedztwa piszącą o filmie. O nieprzyjemnym przyjemnie. W trakcie spektaklu nie ma jednak czasu na refleksję nad kryzysem związków międzyludzkich i instytucji małżeństwa. Posiada on urok wczesnych filmów reżysera. Sprawnie zderza scenę teatralną i filmowy ekran. Mam jednak wrażenie, że po tylu latach trudno utrzymywać aktorom przez cały spektakl ten sam energetyczny poziom, im bliżej końca, tym bardziej spada natężenie uwagi widza. Spotkałam się z twierdzeniem, że spektakl ten to samograj, tymczasem wiele przebojów, komedii i fars często mnie nudzi po prostu. "Zagraj to jeszcze raz, Sam" jest lekkie i niegłupie.
Magdalena Kostuś
Teatralia Poznań
28 maja 2010
Teatr Nowy w Poznaniu
Woody Allen
"Zagraj to jeszcze raz, Sam"
przekład: Grażyna Dyksińska, Jerzy Siemiasz
reżyseria: Eugeniusz Korin
scenografia: Andrzej Witkowski
opracowanie muzyczne: Eugeniusz Korin
sekwencja filmowa: Rafał Jerzak
asystent reżysera: Dorota Kuczyńska-Standełło
obsada: Mirosław Kropielnicki (Allan Felix), Małgorzata Łodej-Stachowiak (Linda), Ildefons Stachowiak (Dick), Mariusz Puchalski (Bogart), Edyta Łukaszewska (Sharon, Nancy), Grażyna Korin (Gina, Vanessa, Blondynka, Intelektualistka, Barbara)
premiera: 6 października 1995 r.