XXVIII Festiwal Szkół Teatralnych w Łodzi. Dzień 3
Półmetek festiwalu. Jury obejrzało już większość spektakli konkursowych. Czy któryś z nich szczególnie zapadł im w pamięci i ma szansę na jedną z nagród? Czy będzie to któryś ze spektakli prezentowanych trzeciego dnia imprezy czyli: "Wieczór Trzech Króli" AT z Warszawy, "Nadobnisie i koczkodany" PWST z Krakowa czy może "Lepszy świat" PWST z Wrocławia?
Urokliwa błazenada. "Wieczór Trzech Króli" AT z Warszawy
Reżyser spektaklu "Wieczór Trzech Króli" - Cezary Morawski, postanowił nie sprzeciwiać się sile komediowego uroku dramatu Szekspira. Zdawać by się mogło, że stworzył nawet całkiem nowe oblicze inteligentnego żartu. Wyciska jeszcze więcej skrzących humorem słów ukrytych pomiędzy kartami dramatu.
Oto Błazen okazuje się królem świata i szefem całego interesu. To on decyduje o losach bohaterów sztuki, kpiąc zgrabnie z ich przywar, obraca w swoich palcach ich egzystencję. W tej roli absolutnie porywający Konrad Darocha. Co więcej, całe jego knucie - które nie ma bynajmniej nic w sobie z intryg rzezimieszka - zdaje się wysuwać na główny plan. Można przecież pomyśleć, że to poplątane ścieżki prowadzące do szczęśliwego spełnienia dwóch par: Viola - Orsino i Sebastian - Oliwia, są głównym wątkiem sztuki. Tak stać się może, lecz to nie jest jedyna droga. Jak to w przypadku Szekspira bywa, każda sprawna żonglerka motywami i znaczeniami ma swoje prawo bytu na scenie. Warunkiem jest oczywiście dobra gra aktorska i konkretny główny zamysł - tak jak konkretne są postaci tworzone przez tego słynnego angielskiego dramaturga. W słowne szranki wyruszyli studenci warszawskiej Akademii Teatralnej. Powinno paść teraz legendarne "poradzili sobie wyśmienicie". Czy to naprawdę jednak tak należy odbierać? W kategoriach dobrego wypełnienia powierzonego zadania lub nie? Osobiście bardziej umieściłabym to w kategorii eksperymentalnego rysowania gdzieś w polu scenicznej zabawy konwencją. Mamy komedię, lecz nie zajmujemy się pogmatwanymi losami zakochanych, którzy przecież i tak w końcu padną sobie w ramiona, z namiętnym pocałunkiem przyszytym do policzków. Bierzemy w garść cały świat błaznów, którzy nie "liżą szafy" gdzieś na drugim końcu sceny, tylko wiodą prym i zdają się rozsadzać swoją energią cały teatr. Na uwagę zasługują wszyscy wykonawcy, ale skoro wypada wspomnieć tych najsilniej zapamiętanych, to oczywiście na myśl nasuwa się silna grupa pod wezwaniem głównego błazna. Mam na myśli Marię, czyli Zofię Zborowską, sir Tobiasza Czkawkę - Michała Żeruchę, sir Andrzeja Chudogębę - Mateusza Sacharzewskiego, Fabiana - Mateusza Lisieckiego oraz Malvolia - Marek Kudełko.
Ani na chwilę widz nie jest zostawiony samopas, albo raczej sam na sam z długimi dialogami dwójki zaledwie bohaterów. Nie dość, że zawsze nad wszystkim czuwa Błazen, to jeszcze wszystko okraszone jest zabawą ze sprawnością ruchową aktorów. Udowodnili, że potrafią się wyginać i jednocześnie w sposób przekonywujący wygłaszać kolejne Szekspirowskie kwestie. Spektakl pozbawiony był nadęcia i sztuczności, która czasem zdaje się być wrośnięta w to, co ma widza śmieszyć i radować. Żarty, by naprawdę mogły rozbawić, muszą biec o trzy kroki szybciej niż myśl widza. Skoro, oprócz przesunięcia punktu ciężkości przedstawienia, dodano jeszcze komiczne "wygibasy" przeplatane zabawnymi przyśpiewkami, taki widz jak ja nie był w stanie powiedzieć: "takie żarty to nie dla mnie", tylko biegł z intrygami.
Kolejne słowa wypowiadane przez bohaterów zdawały się mieć siłę karabinu maszynowego. Padały szybko, trafiały mocno. Oczywiście wszystko jest kwestią gustu czy woli się teatralne mięso, czy raczej smaczny deser. Czasami jednak wybór nie jest konieczny i możliwe jest nasycenie wszystkimi kuchniami świata. Tutaj podano lekki, smaczny i owocowy tort urodzinowy. Prosto z Warszawy.
Olga Chwiłowicz
Sen wariata. "Nadobnisie i koczkodany" PWST z Krakowa
Krakowska PWST tegoroczne dyplomy postanowiła postawić pod znakiem teatru absurdu - obok Luigi Pirandello wystawiła aż dwie sztuki Witkacego między innymi "Nadobnisie i koczkodany". Ta jedna z najbardziej szalonych sztuk wariata z Krupówek dała młodym aktorom pretekst do szalonej zabawy.
"Nadobnisie i koczkodany" w reżyserii Adama Nawojczyka, zawierają wszystko, co w twórczości Witkacego pojawiało się już wcześniej, ale zostało wyolbrzymione. Perwersyjna erotyka, narkotyki i demoniczność stanowią esencję tej sztuki. Cały dorobek dekadentyzmu został tutaj skondensowany i odbity w krzywym zwierciadle. Historia zdeprawowanych ludzi, którzy znudzeni życiem bawią się emocjami innych i zapominając o moralności, szukają ukojenia w używkach, zatraca swój tragiczny wymiar przesycona sarkazmem Witkacego. Nic nie może być brane w niej na poważnie. Twórcy spektaklu podkreślili to jeszcze bardziej, urozmaicając przedstawienie scenami taneczno-wokalnymi. Czasem sami wykonują utwory muzyczne lub odtwarzają z playbacku piosenki Krzysztofa Krawczyka i Anny Jantar. Te piosenki z dawnych lat, według młodych pokoleń są już przebrzmiałe, ale w nowych aranżacjach brzmią świeżo i ciekawie. Warto pochwalić w tym miejscu za zachwycający duet Rafała Szumera i Pauliny Puslednik. Piosenki nie mają wprawdzie większego znaczeniowego związku z tekstem Witkacego, ale wykonawcy nie zamierzają wcale dbać o spójność spektaklu i zgłębiać ukrytych sensów dramatu. Pragną stworzyć ciekawe widowisko i to udaje im się w stu procentach. Wyciągają z tekstu to, co uznają za odpowiednie, i tworzą barwne kreacje, dzięki którym prezentują pełną skalę swoich możliwości. Powstaje w ten sposób widowisko, jakiego oczekiwał Witkiewicz - "sen wariata, albo raczej mózg wariata na scenie".
Na uwagę zasługuje też koncepcja wizualna spektaklu, bowiem zrezygnowano z tradycyjnej sceny, decydując się na ustawienie podestu przez całą widownię. Przypomina on wybieg na pokazie mody - szczególnie gdy na scenę wkraczają Mandelbaumowie. Nastrój snu tworzą również kolorowe światła - nadające całości charakter kabaretu paryskiego z końca XIX wieku. Najciekawszym momentem spektaklu jest jednak wyjście z roli Andrzeja Platy (w roli Pandeusza Klawistańskiego). Podejmuje on temat aktorstwa, tak przecież istotny dla młodych artystów. Także inni aktorzy, wzorem Platy, odchodzą od swoich ról, przyjmują nowe. Bo tak naprawdę przecież nie wiadomo, o co chodzi. Nie trzeba jednak za wiele analizować - lepiej po prostu świetnie się bawić.
Magdalena Mirecka
Czasami chciałabym zniknąć. "Lepszy świat" PWST z Wrocławia
Na przykład podczas spektaklu "Lepszy świat" PWST z Wrocławia. Pomysł sam w sobie dobry - stworzenie przedstawienia na bazie kilku dramatów Rolanda Schimmelpfenniga ("Arabska noc", "O lepszy świat") - w praktyce okazał się dość ciężkostrawny. Za długi, przegadany i chaotyczny. Sztuki jednego z najwybitniejszych współczesnych dramatopisarzy niemieckich zostały zmiksowane na papkę w nieciekawym, zielonkawym kolorze i podane w sposób, który sądząc po wybuchach śmiechu za moimi plecami, był atrakcyjny głównie dla reżysera Pawła Miśkiewicza. Reszta publiczności być może nie wiedziała, kiedy kończy się powaga a zaczyna żart, ironia, kiedy przechodzimy z jednego dramatu w drugi i w jaki sposób są one ze sobą powiązane. Jedyna interpretacja, jaka nasuwa mi się na myśl, to najbardziej oklepane sformułowanie, że tematem spektaklu są ludzkie dramaty, nie tylko te "wielkie", od których zależy życie człowieka, ale i malutkie, jak przepalona żarówka czy cieknąca woda. Dramatem jest tutaj nudne życie, od którego chce się uciec w zapomnienie, alkohol, sen, ale także życie, które za chwilę może się skończyć, bo w wojsku uprawiało się seks z kobietą niższą rangą.
W "Lepszym świecie" fabuła właściwie nie istnieje, przed naszymi oczami przesuwają się rozmaite wątki, a wraz z nimi postaci, o których dostajemy zaledwie szczątkowe informacje. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby taka zabawa trwała godzinę. Następnie spektakl mógłby się albo skończyć, albo rozwinąć w jakimś określonym kierunku. On tymczasem dalej brodzi w różnych dramatach, wątkach, a aktorzy za wszelką cenę starają się ratować tę tonącą łódkę. Wchodzą i wychodzą ze swoich ról, obierają coraz to nowsze, zamieniają się nimi, multiplikują postaci, ale nawet pomimo doskonale opanowanego warsztatu, samą techniką trudno im obronić ewidentnie kiepski scenariusz. Podczas przedfestiwalowej konferencji prasowej, dziekan wydziału aktorskiego łódzkiej PWSFTViT - Bronisław Wrocławki - powiedział, że spektakl spełnia swój cel, jeśli jest zrozumiały od początku do końca, rozbudza wyobraźnię widzów i zdobywa ich zainteresowanie. Biorąc pod uwagę powyższe kryteria, trudno uznać dyplom studentów z Wrocławia za udany, jednak moim zdaniem wina leży po stronie reżysera, a nie aktorów, którzy dają z siebie 200% możliwości.
"Lepszy świat" jest dla mnie dowodem na to, że aby stworzyć udany spektakl, nie trzeba silić się na oryginalność i awangardowość. A jeśli już chce się zrobić coś, co ma pobudzać do refleksji, trzeba sobie najpierw zadać pytanie, czy widownia będzie wiedziała, czego ta refleksja ma dotyczyć.
Sandra Kmieciak
Olga Chwiłowicz
Magdalena Mirecka
Sandra Kmieciak
Teatralia Łódź
26 maja 2010
Akademia Teatralna z Warszawy
William Szekspir
"Wieczór Trzech Króli"
tłumaczenie: Stanisław Barańczak
reżyseria: Cezary Morawski
scenografia: Zuzanna Srebrna
kostiumy: Malwina Chabocka
muzyka: Jerzy Satanowski
światło: Jan Polivka
konsultacje ruchowe: Jarosław Staniek
przygotowanie wokalne: Marek Kudełko
asystent reżysera: Dominika Wroczyńska, Grzegorz Kwiecień
obsada:
Orsino, książę Ilirii - Jacek Kwiecień
Curio - Adam Serowaniec (II WA)
Viola - później Cezario - Magda Lamparska
Sebastian - Przemysław Wyszyński
Kapitan rozbitego statku - Szymon Nowak
Antonio - Otar Saralidze (II WA)
Oliwia - Maria Semotiuk
Maria - Zofia Zborowska
Sir Tobiasz Czkawka - Michał Żerucha
Sir Andrzej Chudogęba - Mateusz Sacharzewski
Fabian - Mateusz Lisiecki
Błazen (Feste) - Konrad Darocha
Malvolio - Marek Kudełko
Służba, Muzykanci - Weronika Nockowska
premiera: 15 marca 2010 r.
Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna w Krakowie
Stanisław Ignacy Witkiewicz
"Nadobnisie i koczkodany"
reżyseria: Adam Nawojczyk
scenografia: Jagna Janicka
ruch sceniczny: Tomek Wesołowski
opracowanie piosenek: Ewa Kaim
reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
dramaturgia: Joanna Grochulska (II r. WRD)
asystent reżysera: Paweł Świątek (II r. WRD), Daniel Dobosz
charakteryzacja: Monika Kaleta
obsada:
Zofia z Abencerage'ów Kremlińska - Aleksandra Cizancourt
Liza - Małgorzata Moskalewicz
Zofia z Abencerage'ów Kremlińska - Paulina Puślednik
Nina - Julia Wyszyńska
Kardynał Nino - Daniel Dobosz
Pandeusz Klawistański - Miron Jagniewski
Sir Grant - Marcin Lewandowski
Pandeusz Klawistański - Andrzej Plata
Tarkwiniusz Zalota - Pępkowicz - Rafał Szumera
Mandelbaumy - Bartosz Gelner, Marek Hucz, Jan Jurkowski, Wojciech Sikora, Łukasz Stawarczyk
premiera: 5 stycznia 2010 r.
Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. L. Solskiego w Krakowie, Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu
"Lepszy świat"
na podstawie dramatów Rolanda Schimmelpfenniga: "Arabska noc", " O lepszy świat"
inscenizacja i reżyseria: Paweł Miśkiewicz
obsada: Anita Balcerzak, Aleksandra Dytko, Barbara Pigoń, Agnieszka Przestrzelska, Jolanta Solarz, Agata Obłąkowska-Woubishet, Mateusz Baran, Michał Dudziński, Wojciech Kalita, Maciej Kowalik, Błażej Michalski, Maciej Mikulski, Marcin Misiura, Tomasz Owczarek, Paweł Parczewski, Michał Przybysz, Marcin Rams
premiera: 10 kwietnia 2010 r.
XXVIII Festiwal Szkół Teatralnych w Łodzi.