XXVIII Festiwal Szkół Teatralnych w Łodzi. Dzień 2
Drugiego dnia Festiwalu mogliśmy obejrzeć takie spektakle jak: "Giganci z gór" PWST z Krakowa, "Chopin w Ameryce" AT z Warszawy oraz "Za chwilę" PWST z Wrocławia.
Baśń o teatrze. "Giganci z gór" PWST z Krakowa
Początek spektaklu PWST z Krakowa wywołał obawy publiczności. Przed kurtynką, rodem z amatorskiego teatru, piątka aktorów w historycznych strojach daje quasi-operowy popis. Po chwili jednak kurtyna się rozsuwa i znajdujemy się w całkowicie innym świecie. To, co widzieliśmy przed chwilą, to tylko fragment spektaklu, który odgrywają bohaterowie dramatu "Giganci z gór". Studenci pod opieką Jerzego Stuhra podejmują temat, który już zawsze będzie im towarzyszył w artystycznej drodze.
Teatr w teatrze to jeden z najczęstszych motywów dramaturgicznych. Każdy artysta zadaje bowiem pytanie o sens sztuki, którą tworzy. Mistrzem bawienia się teatralnymi konwencjami był Luigi Pirandello, którego ostatnia, niedokończona sztuka zainspirowała studentów z Krakowa. Bohater "Gigantów z gór", nieszczęśliwie zakochany poeta, pisze dramat dla pewnej hrabiny. Niestety wybranka zostaje wierna mężowi, co prowadzi do samobójczej śmierci artysty. Dzieło jego pozostaje jednak żywe. "Giganci z gór" podejmują kwestię odbioru spektaklu teatralnego. Sztuka grana przez trupę hrabiny jest powszechnie lekceważona, co jednak nie zniechęca aktorów do dalszej gry. Czy dzieło może trwać samo dla siebie, czy to właśnie publiczność decyduje o jego życiu i śmierci? Aktorzy raz po raz demaskowali teatralną magię. Ironiczne uwagi dodały element komizmu do tragicznych scen. Melodramatyczną historię przepełniły surrealistyczne wizje. Studenci dostali więc pełne pole do aktorskiego popisu. Aleksandra Cizancourt jako zdesperowana i zdeterminowana Hrabina znakomicie pokazała wszystkie targające nią emocje. Ciekawie, choć całkowicie odmiennie, zaprezentowała się Małgorzata Moskalewicz (Wróblica). Aktorka wzruszała swoją zabawną i jednocześnie groteskową kreacją zahukanej dziewczyny.
"Giganci z gór" poruszają także problem odkrywania prawdy - teatr to przecież tworzenie pięknych kłamstw. Wywoływanie zjaw może być bardziej prawdziwe niż realne życie. W pałacu maga Kotrona materializują się prawdziwe pragnienia i choć przybierają postać rodem z absurdalnego snu, są esencją ludzkiej natury. Wśród przyćmionych kolorowych świateł nic już nie dziwi: ani powieszony aktor, który po chwili zjawia się cały i zdrów, ani ruchome manekiny. Jedna z ciekawszych scen to fragment monologu Bitwy (Miron Jagniewski), podczas którego aktor wykonuje skomplikowane figury z manekinem o zastygłym na twarzy szerokim uśmiechu.
Spektakl rozpoczął się przedstawieniem sztuki Poety i również nią się zakończył. W międzyczasie jednak zmienił się punkt widzenia widowni - została przeniesiona za kulisy, za drugą stronę kurtyny. Po obejrzeniu spektaklu stała się współuczestnikiem Sztuki, już nie jedynie żądną banalnej sztuki Publiką.
Magdalena Mirecka
Ameryka oczami Chopina. "Chopin w Ameryce" AT z Warszawy
Chwyt teatru w teatrze jest tak stary jak sam teatr, a musicale szczególnie chętnie korzystają z tej konwencji. Studenci AT, najwyraźniej zachęceni dobrymi recenzjami ubiegłorocznego muzycznego dyplomu "Moulin Noir", postanowili również spróbować swoich sił w tańcu i śpiewie, ale w zdecydowanie bardziej komediowym charakterze. Efekt jak najbardziej pozytywny. "Chopin w Ameryce" to przezabawne show przedstawiające fikcyjną podróż kompozytora do Nowego Świata, podróż, która zrodziła się w głowie pomysłowej autorki scenariusza, a w którą dali się zabrać dyrektor teatru, młody pianista i kierowniczka obchodów rocznicy śmierci Chopina. Towarzyszą im Indianie, kowboje, Żydzi, Chińczycy, włoska mafia oraz rój Myszek Miki. Wszystko po to, aby pokazać nam, jak stereotypowe jest myślenie Polaków o Ameryce i Amerykanach. I choć niektóre dialogi brzmią niezwykle dosadnie i można by uznać je na przykład za przejaw rasizmu (wyciemniona scena, głos z offu: "czemu tak ciemno?", odpowiedź: "na scenę weszło dużo Murzynów", po czym w ciemnościach widzimy tylko śpiewające w ultrafiolecie, wielkie usta), to nie wydaje mi się, aby w tym ogólnym rozbawieniu były one źródłem refleksji dla widzów. Świetnie bawimy się przez półtorej godziny spektaklu, pośmiejemy się z cudzych wad i sposobu opowiadania o nich, ale nie zastanawiamy się, czy aby nie myślimy tymi samymi schematami.
Wpływ na to ma zapewne bardzo dużo ciekawych chwytów i rozwiązań scenograficznych, użycie niezliczonej ilości rekwizytów czy wreszcie popis wokalny młodych aktorów. Jak to zwykle ma miejsce w musicalach - forma przede wszystkim. "Chopin w Ameryce" podany jest w formie wybornej, fabuła przy tym jest w zaniku. Ale nawet bohaterowie spektaklu rozprawiają o tym dylemacie i również dochodzą do wniosku, że najważniejsze to atutami ukryć niedostatki. Wielkim atutem jest tutaj chociażby sama postać Chopina wykreowana przez Michała Żeruchę, ucharakteryzowanego na popiersie kompozytora. Chociaż w niewygodnym kostiumie, makijażu i sztywnej peruce na głowie jego ruchy są kanciaste i sztuczne, to oglądając przedstawienie, można dojść do wniosku, że nikt nie zagrałby tej postaci lepiej. I gdy na zakończenie Chopin-Żerucha płacze marmurowymi łzami, również wśród publiczności słyszałam westchnienia, ochy, achy i ojeje.
Sandra Kmieciak
"Ach, panie, panowie...". "... Za chwilę" PWST z Wrocławia
Teksty piosenek Agnieszki Osieckiej były i są inspiracją dla wielu pokoleń artystów. Dały również natchnienie studentom wrocławskiej filii PWST z Krakowa. Adepci specjalizacji pantomimiczno-ruchowej, biorąc na warsztat starsze i nowsze wykonania piosenek ze słowami warszawskiej poetki, stworzyli spektakl, który mimo swojej surowej oprawy, czaruje i przez godzinę niepodzielnie bierze we władanie wyobraźnię widzów. Mogłabym udawać w tym miejscu zrzędliwego krytyka, który przyczepi się choćby do tego, że w scenach zbiorowych aktorzy nie zawsze tańczyli synchronicznie, ale po co? Ważniejsze jest dla mnie to, że przez godzinę podpierania ściany ani raz nie zastanawiałam się, która godzina, ile czasu do końca, nie myślałam o tym, że od stania bolą mnie nogi i plecy. Zastanawiałam się natomiast nad tym, czym zaskoczą mnie w swojej choreografii, na ile wykażą się sprawnością fizyczną, jakie utwory będę mogła usłyszeć, czy wszystkie będą w podobnie nostalgicznym tonie? Zahipnotyzowanie widza, nawet przez godzinę, w przypadku spektaklu, w którym nie pada ani jedno słowo, całą scenografię stanowi zaledwie osiem walizek a każdy drobny ruch i gest niosą ze sobą ogrom znaczeń, nie jest prostą sprawą. W "... Za chwilę" nie ma nawet barwnych, bogatych kostiumów - mogłyby odwrócić uwagę od istoty przedstawienia. Istoty, którą stanowi ukazanie relacji między kobietą a mężczyzną (mężczyznami), poczynając od niewinnej adoracji aż po odrzucenie, doświadczenie samotności, niespełnienie. Piosenki z tekstami Osieckiej, takie jak "Oczy tej małej", "Na zakręcie", "Uroda", "Kto tam u Ciebie jest" czy "Wariatka tańczy", stopniowo budowały napięcie i sprawiały, że ruch sceniczny nabierał określonego charakteru: od spokojnego, czułego do niezwykle erotycznego, zmysłowego.
Siłą spektaklu jest gra zespołowa. Chociaż solowe partie poszczególnych aktorów robią wrażenie, to gdy na środku sceny pozostaje jedna osoba, czuć niedosyt i jednocześnie niepokój, ponieważ nie wiadomo, na kim skupić wzrok, aby nic nie stracić. Widomo, że osoby, które pozostają w tle, również podejmują szereg rozmaitych działań, ich ruch także jest ważny, choć próbuje się go zepchnąć na drugi plan. Warto też zwrócić uwagę na to, jak dobrze aktorzy są ze sobą zgrani, jak idealne jest ich wyczucie ciała partnera. Dzięki temu historia, którą chcą nam opowiedzieć, nabiera blasku i staje się czymś więcej niż monotonną bieganiną po scenie urozmaiconą kilkoma podskokami.
"... Za chwilę" w piękny sposób zakończyło drugi dzień Festiwalu. Jednych ukołysało do snu, innych zachęciło do aktywności ruchowej w klubie festiwalowym. "Co było, to było/ minęło jak miłość/ prześniło, przelśniło -/ wyśniło się do dna".
Sandra Kmieciak
Magdalena Mirecka
Sandra Kmieciak
Teatralia Łódź
20 maja 2010
Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna w Krakowie
Luigi Pirandello
"Giganci z gór"
opieka pedagogiczna: Jerzy Stuhr
scenografia: Joanna Jaśko-Sroka
muzyka: Adrian Konarski
przygotowanie muzyczne: Dawid Rudnicki
choreografia: Janusz Skubaczkowski
asystenci reżysera: Julia Wyszyńska (IV r. WA), Joanna Grochulska (II r. WRD), Paweł Świątek (II r. WRD), Łukasz Korczak (III r. WRD)
obsada: Aleksandra Cizancourt, Agnieszka Findysz, Karolina Łękawa, Karolina Michalik, Małgorzata Moskalewicz, Paulina Puślednik, Julia Wyszyńska, Daniel Dobosz, Paweł Izdebski, Miron Jagniewski, Wiktor Korzeniowski, Marcin Lewandowski, Grzegorz Mikołajczyk, Andrzej Plata, Rafał Szumera
premiera: grudzień 2009 r.
Akademia Teatralna w Warszawie
"Chopin w Ameryce"
według pomysłu Stanisława Dygata i Andrzeja Jareckiego
reżyseria: Andrzej Strzelecki
kompozytorzy: Ryszard Borowski, Jerzy Derfel, Wojciech Kaleta, Juliusz Loranc, Jacek Mikuła, Jan Raczkowski, Piotr Rubik, Marek Stefankiewicz
kierownik muzyczny: Marek Stefankiewicz
asystent reżysera: Marta Więcławska
scenografia: Tatiana Kwiatkowska
choreografia: Katarzyna Anna Małachowska
obsada: Konrad Darocha, Grzegorz Daukszewicz, Aleksandra Długosz (III WA), Aleksandra Domańska (II WA), Aleksandra Grzelak, Marcin Januszkiewicz, Paweł Krucz, Marta Kurzak (III WA), Jacek Kwiecień, Mateusz Lisiecki, Weronika Nockowska, Szymon Nowak, Agnieszka Pawełkiewicz (II WA), Natalia Rybicka, Mateusz Rusin (III WA), Mateusz Sacharzewski, Maria Semotiuk, Natalia Sikora, Jan Staszczyk (III WA), Przemysław Wyszyński, Michał Żerucha
premiera: 19 października 2009 r.
Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. L. Solskiego w Krakowie, Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu
"... Za chwilę"
spektakl inspirowany poezją Agnieszki Osieckiej
reżyseria i choreografia: Bożena Klimczak
scenografia: Mateusz Stępniak
opracowanie muzyczne: Bożena Klimczak
mastering: Jerzy Gałek
obsada: Anita Balcerzak, Aleksandra Dytko, Jolanta Solarz, Mateusz Baran, Michał Dudziński, Błażej Michalski, Marcin Misiura, Paweł Parczewski
premiera: 17 stycznie 2010 r.
XXVIII Festiwal Szkół Teatralnych w Łodzi.