Kiedy ciała stają się muzyką
Kolejnym gościem VII Poznańskiej Wiosny Baletowej był Emanuel Gat ze swoim zespołem. Trzy spektakle, które zaprezentował, wielokrotnie wystawiane na całym świecie, okazały się doskonałą próbką stylu izraelskiego choreografa.
Na pierwszą część wieczoru złożyły się dwa krótkie spektakle; pozbawione fabuły, ale trzymające w napięciu dzięki uwodzącemu ruchowi. "Winter voyage" i "My favorite things" w zupełnie różny sposób zmierzyły się problemem ciała w przestrzeni sceny, narzuciły publiczności odmienny klimat, wzbudziły inne emocje. W pierwszej choreografii na deskach znajduje się dwóch tancerzy. Mają na sobie suknie odkrywające ramiona a do dyspozycji oświetlony zimnym światłem kwadrat sceny. Ich tańcowi towarzyszą pieśni Franza Schuberta - gdy zapada cisza ruch się nie kończy, muzyce towarzyszą niespodziewane momenty zatrzymania - choreografia zyskuje ciągłość. Postaci podążają za sobą, tańczą idealnie synchronicznie, nie nawiązują jednak cielesnego kontaktu i nie odrywają się od ziemi. Przecinają przestrzeń, biegną równolegle i po przekątnej, nigdy się nie zderzając. Pojawia się zwykły chód, podskoki, kroki bardziej towarzysko- niż teatralno-taneczne. Wszystko połączone z miękkim ornamentem dłoni i ramion. Choreografia ma w sobie pewien chłód, ale i niezwykłą płynność, która jeszcze wyraźniej dochodzi do głosu w "My favorite things" - Roy Assaf, tańcząc do jazzu w wykonaniu Johna Coltrane'a, dosłownie staje się instrumentem. Przez jego giętkie, a przy tym opanowane w najdrobniejszych szczegółach, ciało muzyka się przelewa. Gat opracował ruchowo dźwięki saksofonu w sposób nieoczywisty i niebanalny, podążając jednak za każdym ich niuansem. Tancerz przesuwa się głównie na przedzie sceny w pasie ciepłego, żółtego światła, chwilami tylko zatrzymuje się głębiej w cieniu. Wykorzystanie ruchu codziennego, ruchu niekojarzącego się z tańcem, powtórzone w obu choreografiach staje się wyznacznikiem stylu. Assaf przemieszcza się na kolanach, na pośladkach, zwyczajnie maszeruje. Oświetlenie, momenty prawie dowcipne, w których za pomocą ruchu tylko, interpretacji muzyki artyści są w stanie wywołać uśmiech na twarzy sprawiają, że spektakl pozostawia po sobie wrażenie lekkości i radości.
W drugiej części Emanuel Gat zmierzył się z legendą "Święta wiosny" i muzyką Strawińskiego. Przestrzeń sceny zostaje potraktowana jeszcze inaczej: nie jest już przecinanym liniami kwadratem ani płaskim reliefem, lecz ma swoje wyraziste centrum i otoczenie pozostające w półmroku. Prostokątny dywan staje się areną walki i tanecznym parkietem, raz traci moc traktowany tak samo jak cała podłoga sceny, innym razem ma w sobie destrukcyjną; przyciągającą i niszczącą siłę. Dramaturgię buduje też "krwawe" światło zalewające raz po raz miejsce tańca. Konflikt staje nam przed oczami od samego początku: tańczy dwóch mężczyzn i trzy kobiety. Asymetria wyklucza zgodę, dodatkowo ciemnowłosa dziewczyna wyróżnia się na tle blondynek. Gat podchodzi do muzyki w zaskakujący sposób. Najwyraźniejszymi fragmentami spektaklu są te, w których postaci chodzą, przytulając się niekiedy i odpychając, fragmenty zindywidualizowane, w których każda z postaci ma własny ruch (Roy Assaf trzeci już raz tego wieczoru powtarza bardzo podobne układy dłoni i ramion), ale przede wszystkim sceny zespołowe oparte na salsie. Jest dwóch partnerów i trzy partnerki, więc tancerze lawirują na małej przestrzeni dywanu. Momenty, w których udaje się zachować wyraźną linię w układzie postaci i doskonałą równoczesność ruchu, sprawiają, że od tego niezwykłego rytuału nie można oderwać oczu. Muzyka Strawińskiego i etniczny taniec zaskakująco się uzupełniają, utrzymując publiczność w ciągłym napięciu. Wydawałoby się, że spektakl, który oparty jest na oddalaniu od centrum i powrocie do środka, spektakl, w którym finałowa ofiara musi zostać spełniona, będzie miał trudności z utrzymaniem uwagi widza. Tymczasem nie pamiętam, kiedy tak porwały mnie tak proste środki, np. moment, w którym cała piątka niezwykle powoli schodzi coraz niżej, uginając nogi, kontrastowo odcinający się od dynamicznego, prowadzonego po kołach tańca. Na samym końcu również dramatyzm buduje bardzo wolny ruch - ciemnowłosa dziewczyna kładzie się na środku sceny: najpierw siada, później opiera się na łokciach i spokojnie układa głowę. Ofiara się dokonała. Zespół Emanuela Gata doskonale wypełnił swoimi ciałami muzykę, a publiczność po raz trzeci dała się mu uwieść.
Magdalena Kostuś
Teatralia Poznań
11 maja 2010
Emanuel Gat Dance
"Winter Voyage"
choreografia: Emanuel Gat
muzyka: Franz Schubert
kostiumy, światła: Emanuel Gat
taniec: Roy Assaf, Emanuel Gat
premiera: czerwiec 2004, Festiwal w Uzes.
"My favorite things"
choreografia: Emanuel Gat
muzyka: John Coltrane
kostiumy, światła: Emanuel Gat
taniec: Roy Assaf
premiera: czerwiec 2004, Festiwal w Uzes.
"Święto wiosny"
choreografia: Emanuel Gat
muzyka: Igor Strawiński
kostiumy, światła: Emanuel Gat
taniec: Roy Assaf, Wendy Cornu, Michael Löhr, Rinda Rasoaveloson, Marie Rual
premiera: czerwiec 2004, Festiwal w Uzes.
VII Poznańska Wiosna Baletowa, 5 - 31 maja 2009 r., Teatr Wielki w Poznaniu.