zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Monumentalna Carmen

Każda transmisja z The Metropolitan Opera udowadnia, że nowojorska opera nie bez powodu uważana jest za najważniejszą na świecie. Najlepsi śpiewacy, doskonali reżyserzy, wybitni dyrygenci i orkiestra sprawiają, że opery w czasach kultury masowej nie tracą nic na swojej wielkości. "Carmen" Georges'a Bizeta w reżyserii Richarda Eyre'a utwierdza nas w tym przekonaniu.

Carmen METROPOLITAN OPERA Nowy Jork

"Carmen"
fot. K. Howard

Francuski kompozytor Georges Bizet napisał "Carmen" niedługo przed swoją śmiercią. Nie doczekał czasów, gdy jego dzieło uznano za jedną z najpopularniejszych oper. Czasów, gdy wcielenie się w namiętną cygankę jest marzeniem każdej primadonny i uwieńczeniem kariery, podobnie jak dla aktora dramatycznego zagranie Hamleta. Reakcja na prapremierę "Carmen" była niezwykle wroga. Paryska publiczność, przyzwyczajona do melodyjnych, wesołych operetek Offenbacha nie mogła przebrnąć przez żywą, dynamiczną, gwałtowną (niczym tytułowa Carmen) muzykę. Zastrzeżenia wzbudzała też sama kreacja głównej bohaterki. Libretto napisane przez Henriego Meilhaca i Ludovica Halevy'ego, na podstawie noweli Prospera Mérimée przedstawia losy pięknej Carmen, która nie ma nic wspólnego z opiewanymi do tej pory posągowymi heroinami czy uroczymi niewiniątkami. Carmen świadoma swojej ponętności rozkochuje w sobie wszystkich mężczyzn, z premedytacją wykorzystuje swoje atuty, między innymi po to, aby uciec z aresztu. Nie dba o uczucia innych. Mogąc zdobyć każdego, za cel obiera sobie tego, który mając narzeczoną, nie zwraca na nią uwagi. Współcześnie jednak nikt nie oburza się na zachowanie bohaterki, wręcz przeciwnie - podziwia się twórców za oryginalność i innowacyjność.

W przedstawieniu Met w postać Carmen wcieliła się łotewska mezzosopranistka Elina Garanča. Zachwyciła nie tylko przepięknym śpiewem, ale i grą aktorską. Dzięki temu, że spektakl oglądaliśmy nie na żywo, ale za pośrednictwem nagrania, mieliśmy możliwość przyjrzenia się detalom. Dzięki zbliżeniom mogliśmy podziwiać perfekcjonizm śpiewaczki. Każde jej kokieteryjne spojrzenie i tajemniczy uśmiech hipnotyzowały publiczność. Artystka odważyła się również na dosyć trudny układ choreograficzny, jednocześnie bezbłędnie wykonując arie. Inni wykonawcy prezentowali równie wysoki poziom. Jedyny zawód, jaki mogli przeżyć polscy melomani, związany był z tym, że w ostatniej chwili Mariusz Kwiecień zachorował i nie mógł wystąpić. Jednak w przystojnego torreadora Escamilla wcielił się nowozelandzki baryton Teddy Tahu Rhodes, który godnie zastąpił naszego rodaka.

Carmen METROPOLITAN OPERA Nowy Jork

"Carmen"
fot. K. Howard

Rejestrowanie opery przez kamery dawało nowe możliwości, ale było też pewnym utrudnieniem dla wykonawców. Zbliżenia zwracały uwagę także na pomyłki (choćby te najmniejsze). Nie dało się na przykład przewidzieć, że kajdanki, którymi Don Jose ma skuć Carmen, zatną się. Gdyby nie zbliżenie na ich dłonie, to usterka techniczna mogłaby być niezauważona, bo artyści poradzili sobie z jej ominięciem. Transmisja dała jednak również dużo pozytywnych możliwości, których nie mamy, oglądając występy na żywo. Kamera pracuje nieprzerwanie także podczas przerw, wprowadzając widzów za kulisy. Daje to szansę zobaczenia jak szybko (i przy udziale ilu osób) zmienia się dekoracja. Poznajemy też twórców, którzy udzielają krótkich wywiadów dziennikarce. Dowiedzieć się można wiele o samym procesie powstawania spektaklu, a także skonfrontować aktorów z granymi przez nich postaciami. Piękna Łotyszka bardzo wesoła, dowcipna i skromna, okazuje się mieć niewiele wspólnych cech z dumną Carmen, mimo że wcieliła się w nią znakomicie. Obnażona magia teatru w pełnej krasie!

Angielski reżyser Richard Eyre postarał się, aby opera francuskiego kompozytora na długo zapadła w pamięci widzów. W "Carmen" są liczne sceny zbiorowe, gdzie występuje olbrzymia liczba osób, w tym chór dzieci. Reżyser pokazał, że świetnie operuje masami ludzkimi. Tłum pod jego nadzorem zachowywał się swobodnie, a jednocześnie wszystko było dopracowane. Dwukrotnie wprowadzony został też pokaz baletowy. Podobny przepych i wielkość prezentowała scenografia. Miłosne pas de deux otwierało pierwszą i drugą (po 2 akcie) część spektaklu, wprowadzając hiszpańską atmosferę przesyconą namiętnością. I mimo że Bizet nie znał się na realiach ówczesnej Hiszpanii, Habanera z pierwszego aktu "Carmen" pozostanie jedną z najpiękniejszych hiszpańskich melodii, a w wykonaniu Eliny Garančy nie można wysłuchać jej obojętnie.

Magdalena Mirecka
Teatralia Łódź
26 lutego 2010

Metropolitan Opera w Nowym Jorku / Filharmonia Łódzka im. Artura Rubinsteina
Georges Bizet
"Carmen"
libretto: Henri Meilhac i Ludovic Halévy
reżyseria: Richard Eyre
dyrygent: Yannick Nézet-Séguin
Obsada:
Micaëla - Barbara Frittoli
Carmen - Elina Garanča
Don José - Roberto Alagna
Escamillo - Teddy Tahu Rhodes
prapremiera: Opera Paryska, 3 marca 1875 r.
Transmisja 16 stycznia 2010 r. w Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen