Prosto z nieba
Każdy człowiek składa się z pierwiastka boskiego i gnijących komórek. Nigdy nie wiadomo, kiedy górę weźmie świadomość elementu sacrum, a kiedy profanum. To rozdwojenie może zaburzyć naszą wewnętrzną równowagę. Potrzebujemy wówczas kogoś, kto nam uprzytomni, że jesteśmy piękni i idealni, że mamy w sobie Boga. Tym kimś może być anioł, a nawet dwa anioły...
Bohaterkę "Kantaty na cztery skrzydła" zastajemy na skraju życia. Ma niecałe trzydzieści lat i spory bagaż życiowych doświadczeń. Mąż uciekł z synem bez słowa i do dziś pozostają bez kontaktu; przyjaciółka Agnieszka być może do końca życia utraciła z jej winy zdolność chodzenia. Kobieta na każdej płaszczyźnie boryka się z wyzwaniami, które przerastają jej możliwości. Powzięła już decyzję: skończy z życiem. Los (?) jednak chce, aby lina od stryczka urwała się. Zbawienne słowa modlitwy "Aniele Boży, stróżu mój..." obijają się o ściany, aż dosłyszy je Amhiel - pierwszy anioł. Finału sztuki nie należy oczywiście zdradzać. Można natomiast powiedzieć, że następny etap to nie tyle nawracanie głównej bohaterki na wiarę w Boga, a nacisk na to, żeby w końcu zaakceptowała siebie taką, jaka jest.
Zaletą sztuki jest prostota. Uczucia ukazane są bardzo bezpośrednio. Owszem, anioł Amhiel ma skłonność do kombinowania i oszukiwania, ale nawet na to gotowi jesteśmy przymknąć oko. Jego intencje są zawsze czyste, zbawienny cel uświęca wszystkie środki. W charakterze anioła można dopatrzyć się dobroduszności. Jest jak najlepszy przyjaciel, który zawsze wsłucha się w nasze problemy i usiłuje jakoś je rozwiązać. Stawia się na każde zawołanie, to dzięki niemu nie czujemy się samotni. W sposobie okazywania uczuć tkwi pewnego rodzaju dziecinność, ale w dobrym znaczeniu słowa: kojarzonej ze szczerością, zaufaniem, nadzieją. Te podstawowe wartości krążą w polu energetycznym między postaciami. Spektakl dotyka bardzo ważnych sfer życia człowieka. Odnosi się do załamania nerwowego, stawia pytanie o sens istnienia. Zagadnienia te poruszane są na scenie w sposób zupełnie nieinwazyjny - nie atakują widza morałami ani dekalogiem zasad. Delikatności przekazu tak ważnych treści sprzyja lekkość formy. Sztuka jest komedią. Słyszymy zabawne dialogi pełne uszczypliwych uwag, którymi obrzucają się zarówno odtwórczyni głównej roli z Amhielem, jak i oba anioły nawzajem. Ci ostatni wyposażeni są w typowo ludzkie cechy - potrafią być zazdrośni, rywalizują ze sobą, mają pragnienia, znają uczucie strachu, dręczą ich wątpliwości. Są świadomi swojej ułomności; przejawiają pragnienie bycia człowiekiem.
Sztuka nie ma wydźwięku religijnego. Wręcz przeciwnie, ujawnia pewne wątki, które mogą być nawet religijnie kontrowersyjne. Motywy świętości i wieczności przeniesione są na grunt świecki, dzięki czemu widz nie czuje się nakłaniany do nawrócenia. Najważniejszym celem aniołów jest uzmysłowienie protagonistce jej wartości - tak, by ujrzała, jak wiele zależy tylko od niej, ile znaczy wybaczenie okazane drugiemu człowiekowi. Świadomość tych kwestii daje poczucie wolności. Myślę, że z takim poczuciem żegna nas postać kreowana przez Agnieszkę Smolak.
Akcja toczy się w sypialni głównej bohaterki. Scenografia jest wolna od przepychu, estetycznie spójna. Zupełnie niepotrzebne wydaje się natomiast ustawienie dwóch par skrzydeł po bokach pokoi, mocowanych na metalowych stelażach. Te elementy scenograficzne bardziej przeszkadzały aktorom, niż przyczyniały się do budowania napięcia scenicznego, pozostawiając widza z nieuniknionym wrażeniem dysonansu.
Na szczególnie wysokie noty zasługuje gra aktorska odtwórców trzech bohaterów. Potrafili dostosować styl gry do sztuki, której wartość wyznaczają prostota i szczerość. Zwłaszcza druga z cech nadała całości lekkość oraz autentyczność. Wszystko to czyni przedstawienie godnym uwagi i wartym polecenia.
Aleksandra Pyrkosz
Teatralia Kraków
20 lutego 2010
Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie
Mała Scena
Robert Brutter
"Kantata na cztery skrzydła"
reżyseria: Jacek Andrucki
scenografia: Bogusław Cichocki
muzyka: Bolesław Rawski
choreografia: Przemysław Śliwa
obsada: Agnieszka Smolak, Paweł Gładyś, Ireneusz Pastuszak
premiera: 15 listopada 2008 r.