zwykła czcionka większa czcionka drukuj

I hipisi będą łysi

Mocą filmu Miloša Formana był przede wszystkim jego przekaz emocjonalny. "Hair" z 1979 jak żaden inny musical pozwalał odczuć przynależność do wspólnoty. Wszystko jedno, że oglądało się wydarzenia z USA z okresu wojny w Wietnamie, będąc w Polsce w latach 90. Ta barwna, wzruszająca, dość prosta w przekazie historia jednej komuny hipisowskiej przyciągała niczym magnes. Głównie dzięki muzyce, którą wyczarował James Rado. Do dzisiaj większość osób wychowanych na "Hair", słysząc "Let the sunshine in", czuje ten wyjątkowy przypływ zewu wolności. I w tej mierze twórcom wrocławskiego musicalu można przypisać sukces - oddali niepowtarzalny klimat filmu.

Oczywiste jest stwierdzenie, że teatr to nie kino i że opowiadana na deskach historia brzmi zupełnie inaczej, niż gdy tę samą opowiadać na ekranie. Teatr dysponuje takimi środkami, których film raczej nie jest w stanie osiągnąć. Już przy kasach w Capitolu kręciły się ubrane na kolorowo osoby. W pewnym momencie ktoś krzyknął, żeby wreszcie włazić na tę salę. Zgromadzoną w końcu na widowni publiczność jeszcze przez chwilę można było zaczepiać i zagadywać. Minimalny kontakt został osiągnięty, chłopcy w dzwonach i dziewczęta w powłóczystych sukienkach byli obecni wszędzie, w wymiarze, o jakim kino 3D póki co może tylko pomarzyć. I tak było przez cały czas - aktorzy nie pozwalali nam zapomnieć, że jesteśmy wewnątrz spektaklu, a nie tylko gdzieś z boku.

Scenografia była tyleż przewidywalna, co urzekająca. Barwna graciarnia, która nie pozwalała skoncentrować uwagi w jednym punkcie. Muzycznie spektakl był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Aktorzy wspaniale się ruszali, wspaniale śpiewali, były wśród nich także ciemnoskóre dziewczyny z bujnymi, kręconymi włosami - żywe cytaty z wersji filmowej.

Hair TEATR MUZYCZNY CAPITOL Wrocław

"Hair"
fot. K. Wiktor

Niezapomniana jest także scena, której nie było w filmie - w pewnym momencie w spektaklu pojawia się mężczyzna, ubrany w kobiecą suknię i perukę à la Ludwik XIV i zaczyna z pełną kurtuazją wypytywać młodocianych zbuntowanych o to, dlaczego właściwie noszą te, te, te...te długie włosy. Młodzież pełna pasji wyjaśnia, że lubi, że przyjemne, że wolność, że nieskrępowanie, a mężczyznokobieta z uprzejmym podekscytowaniem zapalonego etnografa - słucha. Na końcu przedstawia się, jako Margaret Mead. Taki uśmiech i mrugnięcie w stronę tej części widowni, która wie, że Mead, przez niektórych uważana za jedną z matek współczesnego feminizmu, prowadziła kiedyś badania terenowe wśród "dzikich ludów" i jej rewelacje o ich zwyczajach erotycznych stały się jedną z ideologicznych podwalin rewolucji seksualnej.

A czego zabrakło spektaklowi? Spójności. To przede wszystkim. Człowiek, który nie oglądał słynnego "Hair", nie wie, dlaczego postać Claude'a Bukowskiego jest tak wyjątkowa, giną mu gdzieś takie osobistości z filmu jak Jeannie czy George Berger, a w skrajnych przypadkach może się pogubić w natłoku wątków i zwyczajnie nie wiedzieć, o co chodzi. Nie do wybaczenia jest też zmiana zakończenia. W końcu o całym wydźwięku filmu stanowiły tytułowe włosy, które zostały ścięte Bergerowi, najbardziej wolnemu z wolnych, gdy przez pomyłkę, zamiast Claude'a, został zaciągnięty do armii. Tutaj wątek Bergera został wycięty, więc tytuł tłumaczy jedynie pomysłowa i przekomiczna, ale jednak niewystarczająca scena z Margaret Mead.

A jednak spektakl zobaczyć warto. Gdy artyści wykonywali polską wersję finałowego "Let the sunshine it", część widowni wbiegła na scenę. Bo choć z hipizmu się wyrasta, choć w końcu chłopcy ścinają włosy na krótko, dobrze jest pamiętać o tym niewinnym, naiwnym, młodzieńczym idealizmie. W końcu - kto za młodu nie był brudasem, ten na starość będzie... wiadomo kim. I chyba właśnie o tym mamy sobie przypomnieć w Capitolu.

Jolanta Nabiałek
Teatralia Wrocław
17 lutego 2010

Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu
"Hair"
libretto i teksty piosenek: Gerome Ragni & James Rado
muzyka: Galt MacDermot
adaptacja scenariusza: Cezary Studniak
reżyseria: Konrad Imiela
tłumaczenie: Agnieszka & Konrad Imielowie
scenografia: Michał Hrisulidis
choreografia: Małgorzata Fijałkowska-Studniak, Jacek Gębura
kostiumy: Mateusz Stępniak
kierownictwo muzyczne: Adam Skrzypek
choreografia walk: Maciej A. Maciejewski
realizacja filmu: Wojciech Malina Malinowski
obsada:
George Berger: Bartosz Picher
Claude Bukowski: Adrian Kąca (PWST)
Sheila: Agnieszka Bogdan / Justyna Antoniak
Jeannie: Monika Dawidziuk
Dionne: Emose Uhunmwangho
Crissy: Ewelina Adamska-Porczyk
Woof: Łukasz Wójcik / Sebastian Stankiewicz
Hud: Mikołaj Woubishet
Komuna: Justyna Antoniak / Agnieszka Bogdan, Bożena Bukowska, Marta Dzwonkowska, Maja Lewicka, Magdalena Majtyka, Anna Maria Mbayo, Agnieszka Oryńska, Julita Rawecka, Elżbieta Romanowska, Danuta Rondzisty, Helena Sujecka, Maciej Cierzniak, Paweł Ferens, Hamadi Hidri, Michał Juzoń, Tomasz Leszczyński, Maciej Maciejewski, Piotr Małecki, Michał Pietrzak, Sebastian Stankiewicz / Łukasz Wójcik, Marek Szczygieł
Zespół muzyczny:
Rafał Karasiewicz (instr. klawiszowe, band leader), Marzena Cybulka / Adam Skrzypek (gitara basowa), Dariusz Kaliszuk/ Michał Maliński / Michał Polak (perkusja), Miłosz Rutkowski (instr. perkusyjne), Krzysztof "Puma" Piasecki (gitary), Marek "Stingu" Popów (gitary), Janusz Brych / Karol Gola (instr. dęte drewniane), Adam Lepka (trąbka), Maciej Fortuna / Łukasz Kłos (trąbka), Artur Tomczak / Marcin Wołowiec (puzon)
Chór:
Maria Małkiewicz oraz Ewa Szlempo, Tomasz Czekalski, Wojciech Dereń i Marek Komarnicki ze Studium Musicalowego Capitol
premiera: 24 stycznia 2010 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen