zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Lekcja banału

Wszystko przemija. Miłość sprawia ból. Życie jest podróżą. Niektóre rzeczy, nim zdążą się rozpocząć, kończą się szybciej niż jedno uderzenie serca, a szczęście jest ulotne... Wszyscy znamy te i dziesiątki innych klisz, które refleksyjnie podsumowują rzeczywistość. Wyjałowione ze znaczenia siedzą sobie w ludzkich głowach. Większość z nas za nimi nie przepada, a ci, którzy potrzebują ich rozbudowanej wersji, sięgają po książki Paulo Coelho.

Coelho sam w sobie stał się kliszą, pisarzem zaszufladkowanym jako mistrz słownej prostoty i prawdy (przez cynicznych zwanej "intelektualizmem dla ubogich"). Dlaczego? Bo ludzie prostotę lubią, a prawda daje im, jeśli nie ulgę czy szczęście, to pewien rodzaj cierpienia szlachetnie tłumaczonego jako konstruktywne. Książki mistrza oto do tej prawdy pozwalają docierać (jak w "Alchemiku") lub też konfrontować ją z własnymi doświadczeniami (jak we wszystkich pozostałych). I tutaj, po przydługim wstępie, dochodzimy do sedna - bo właśnie konfrontacją można nazwać najnowszy spektakl Teatru Niezależnego reAKTOR, zainspirowany powieścią "Weronika postanawia umrzeć", wiadomego autorstwa.

Gdy na widowni gasną światła, nie głos aktora czy muzyka, ale cichy terkot projektora skupia uwagę oglądających. Oto na pustej scenie zamiast pierwszego, przedstawia się nam drugie ja głównej bohaterki. Oprawione w ramy, ukryte za ciemnymi okularami serwuje banał numer jeden: zagubienie. Czarno-biały obraz monologuje, co jakiś czas doprawiając swoją wypowiedź stosownym cytatem. Jeszcze dobrze nie zdąży człowiek przetrawić uwertury, a już na scenę wkracza banał numer dwa, jednocześnie motyw przewodni całego spektaklu: miłość. Nie takie zwykłe jest to jednak uczucie. Kto nie czytał, ten może nie wiedzieć, że Coelhowska Weronika to kobieta lekkich obyczajów (do jej profesji nawiązuje zresztą tajemniczy tytuł spektaklu: "Prostytutki (nie) kochają - historia jednej (nie)znajomości"). Można więc się domyśleć, że oprócz miłości będzie też cierpienie. Dodajmy do tej gromadki jeszcze zdradę, nawrócenie i rozterki, a dostaniemy, można powiedzieć, pełen pakiet. Znudzone małżeństwo, bezimienny seks, 'być czy mieć', uczucie czy rozsądek.

Prostytutki (nie)kochają - historia jednej (nie)znajomości NIEZALEŻNY TEATR reAKTOR Wrocław

"Prostytutki (nie)kochają - historia jednej (nie)znajomości"
plakat do spektaklu

Wrocławska grupa w swoim spektaklu zdecydowanie mówi o Życiu, używając dodatkowo do tego celu całego arsenału wytworów współczesnej kultury (w sztuce wykorzystano teksty Agnieszki Osieckiej, Zbigniewa Herberta czy Myslovitz). Efektem jest mieszanka wspomnianych wcześniej klisz, wpisanych w tendencyjne sytuacje, popartych tendencyjnymi argumentami, prowadzących do pewnych (nietrudno zgadnąć, jakich) wniosków. O dziwo, w mojej głowie pojawia się jednak pytanie: po co to wszystko?

Biorąc oczywiście pod uwagę dydaktyczną funkcję, jaką pełnić ma teatr, spektakl "doskonale wpisuje się w otaczającą rzeczywistość". Zabieg reżysera (celowy, bądź nie), by sztukę potraktować jako postawienie przed widownią metaforycznego lustra, w którym zasadniczo przejrzeć może się każdy, udał się wyśmienicie. "Prostytutki..." nie przenoszą nas w inny świat; wręcz przeciwnie: utwierdzają w przekonaniu że żyjemy tu i teraz, że właśnie tak to wygląda. I gdy jedna z bohaterek przypomina mężowi, że dzisiaj powinni pójść do łóżka, bo "przecież jest wtorek", nie bez powodu widownia zgodnie parska śmiechem. Śmiejemy się przecież z tego, co wydaje nam się podejrzanie znajome. Sama znajomość jest kolejnym aspektem spektaklu, na który można zwrócić uwagę. Bo mimo iż dość szybko orientujemy się, "o czym to będzie", i w związku z tym z emocjonowaniem się w trakcie oglądania jest raczej mizernie, pojawia się element refleksji związany ze wspomnianą już prostotą, dobitnością stwierdzeń, które - momentami kilkakrotnie powtarzane przez aktorów - wydają się odzyskiwać przez to pewną świeżość. Pomimo tego ciągle pozostajemy jednakże w kręgu banalności na tyle szerokim, że nawet za tarczę mając powyższe, ciężko "Prostytutki..." nazwać oryginalnymi.

Jak uczy jednak praktyka życiowa, jeżeli coś nie jest innowacyjne czy rewolucyjne, pozostaje argument, że jest to po prostu "potrzebne". Na koniec więc sentencyjnie stwierdzę: dobrze, że pojawił się spektakl Teatru reAKTOR. Na pewno jest potrzebny. Komuś.

Ewa Orczykowska
Teatralia Wrocław
15 lutego 2010

Niezależny Teatr reAKTOR
"Prostytutki (nie)kochają - historia jednej (nie)znajomości"
reżyseria i scenariusz: Beata Bronowicka
obsada: Kamil Mrożek, Katarzyna Janiszewska, Izabela Popek oraz Magdalena Karpińska, Katarzyna Rudnik, Marta Dyl, Berenika Dyczek, Jarosław Szóstka, Borys Gnypek, Daniel Kuszewski
premiera: 16 stycznia 2010 r.
Ośrodek Działań Twórczych Światowid we Wrocławiu.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen