Z kapeluszem w chmurach
W 1899 roku dyrekcję Teatru Miejskiego w Krakowie objął Józef Kotarbiński. Jedną z pierwszych premier za nowej dyrekcji był "Kordian". Niesceniczny dramat Juliusza Słowackiego doczekał się wreszcie wystawienia.
Inscenizacja tekstu, uznawanego za nienadający się na scenę, nie mogła obejść się bez skreśleń i skrótów. Już wtedy zbytnie "rozgadanie" bohaterów stanowiło problem dla widzów, którzy się po prostu nudzili. Kotarbiński w tekście dotyczącym wystawienia "Kordiana" pisze: "W teatrze rozlewność i fantazja poematów romantycznych z konieczności ulega okrojeniu, działając jednak silniej na tłumy, aniżeli w druku. W całości dzieła tego pokroju mogą być odtworzone tylko na nieznającym ograniczeń teatrze wyobraźni"1. W scenicznym opracowaniu zabrakło opowiadania o Janku, scen w Londynie, koronację cara na króla Polski skrócono do jednego zdania (pełne wystawienie tej odsłony byłoby zbyt kosztowne). Ze względu na uczucia religijne widzów Kotarbiński usunął obraz audiencji u Papieża. Usunięto też "Przygotowanie" fantastyczne, które miało spajać trylogię Słowackiego - nie napisał on drugiej i trzeciej części, więc przedstawienie go Kotarbiński uznał za nieuzasadnione. Nie pokazano też "Prologu", w którym słusznie doszukiwano się powiązań z "Faustem" Goethego.
W obsadzie możemy spotkać gwiazdy (albo przyszłe gwiazdy) sceny krakowskiej. Rolę tytułową grał Michał Tarasiewicz, a obok niego na scenie pojawili się: Ludwik Solski (Prezes), Józef Kotarbiński (Mikołaj I), Władysław Roman (W. Książę), Maria Przybyłko (Wioletta), Wanda Siemaszkowa (Imaginacja).
Prapremierę wspomina ówczesny dyrektor teatru krakowskiego następująco: "Wrażenie poematu na premierze było od pierwszych scen sile, niezwykłe, fascynujące. Słuchano całości z uwagą wytężoną - żaden obraz nie wypadł chłodno albo blado. Sceny spisku w podziemiach, przeglądu na Saskim placu, kłótni mocarzy przyjęła publiczność frenetycznymi oklaskami. Chociaż epilog dramatu zamykał się znakiem zapytania, nikogo nie raziło to zakończenie niewyraźne, nie mające charakteru tragicznej katastrofy"2.
Jako ciekawostkę, oddającą ducha epoki, jaki panował w teatrze tamtego okresu, należy przytoczyć fragmenty wspomnień Teofila Trzcińskiego: "Były to czasy, kiedy już nie tylko teatr krakowski, ale największe sceny europejskie nie sprawiały nowych dekoracji do każdej sztuki. Gotowe <<garnitury>> dekoracji z wariantami kulis spuszczanych i stojących, kolumn i balustrad, ustawionych raz tak, raz inaczej, służyły do wszystkich możliwych celów. Nikogo to zresztą nie raziło. W tym składanym stylu poszedł też i Kordian. Nowe dekoracje (częściowe) sprawiono trzy: Mont Blanc, tło wiszące Placu Zamkowego z autentycznym widokiem Warszawy i tło placu Saskiego wedle znanego obrazu Rosena. (...) Najfatalniej wypadła jednak scena na Mont Blanc. Horyzont jeszcze nie istniał i boki sceny zasłaniały wiszące przecięcia z namalowanymi chmurkami i na siatkach. W głębi pasmo gór ośnieżonych, a na środku śmiesznie wąska iglica szczytu, trzęsąca się groźnie, gdy Kordian wspinał się po drabinie z tyłu na górną platformę, tak szczupłą, że żadnego swobodniejszego ruchu nie mógł wykonać. A kapeluszem, którym nie wiadomo po co obdarzono go na tę scenę, niemal dotykał malowanych chmurek. Nawet na owe czasy można było pomyśleć to jakoś mniej humorystycznie."3
Marta Zembrzuska
Teatralia Warszawa
13 lutego 2010
1 J. Kotarbiński, Inscenizacja dramatów Słowackiego w latach 1899-1905 [w:] Królowi Duchowi na dniu powrotu Teatru im. J. Słowackiego, Kraków 1927.
2 Tamże.
3 T. Trzciński, Dwie inscenizacje "Kordiana". Rozważania dramaturgiczne, "Teatr" 1949, nr 5, s. 7-11.
Prapremiera "Kordiana" Juliusza Słowackiego, Teatr Miejski w Krakowie, 25 listopada 1899 r.