zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Ciężar pamięci

Teatr na Woli chce podejmować dyskusje w sprawach trudnych, kontrowersyjnych, ale zawsze ważnych, zawsze w sprawie wobec świata - głosi w manifeście. Najnowsza premiera "I więcej nic nie pamiętam" jest takim głosem. Słowa wypowiadane przez Alinę Świdowską, o sobie i swojej matce - Adinie Blady-Szwajger są prawdziwe do bólu. Przejmująca historia lekarki z warszawskiego getta nie pozostawia obojętnym.

Na gruzach dawnej Wielkiej Synagogi, na rogu Solidarności i Marszałkowskiej stoi obecnie Niebieski Wieżowiec. Zaraz obok, na terenie dawnego getta, na Tłomackiem mieści się Żydowski Instytut Historyczny, w którego galerii historia jest żywa, bo na wieczność zatrzymana na fotografiach. Właśnie tam, zamknięci na godzinę, w niewielkiej sali, musimy zmierzyć się z okrutnymi prawidłami śmierci i podwójnym świadectwem trudnej miłości.

Dziennik Adiny Blady-Szwajger jest spowiedzią kobiety wobec świata i córki. W "I więcej nic nie pamiętam" lekarka opisała obrazy śmierci niewinnych istot, które pozostały w niej na zawsze. W tym swoistym rachunku sumienia zawarła wszystko, co chciała przekazać i upamiętnić. Jej córka Alina Świdowska, wybierając zawód aktorki, została obarczona, a może dostała szansę, żeby utrwalić historię matki, ale także znaleźć dla niej zrozumienie.

I więcej nic nie pamiętam TEATR NA WOLI Warszawa

Adina Blady-Szwajger kochała dzieci. Pracowała jako pediatra w warszawskim szpitalu Gersonów i Baumanów. Jej życie było nierozerwalnie związane z wymizerowanymi, ciężko chorymi, małymi pacjentami, patrzącymi na nią wielkimi, spragnionymi życia oczami. Życie Ryfki, która jeszcze przed chwilą tańczyła delikatnie jak motylek, Ariela grającego pięknie na skrzypcach, pierwsze miłostki, wszystko to zostało gwałtownie przerwane przez śmierć. Doktor Blady-Szwajger chciała dać im cień radości, tworząc świetlicę, organizując zabawy, a przede wszystkim będąc obok. Kiedy nadeszli Niemcy, żeby zlikwidować szpital i zabić niezdolnych do transportu, podała "swoim" dzieciom śmiertelną dawkę morfiny. Obiecała przecież, że zostanie z nimi do końca, jak prosili. Musiała dopilnować, żeby zapadły w spokojny, bezpieczny, wieczny sen. W spektaklu ich niewinne duszyczki, pokazane są jako małe, białe kamyczkami rzucone na ciemny żwir życia, a później śmierci.

Alina Świdowska wraz z reżyserem Piotrem Jędrzejasem dokonała adaptacji pamiętnika matki. Córka przedstawia wspomnienia doktor Blady-Szwajger. Opowiada o życiu matki, które poznała dopiero po przeczytaniu jej zapisków. Trzymając biały kitel w dłoni, tą namacalną pamiątkę tamtych dni, na przemian emocjonalnie, to sucho i rzeczowo przedstawia historię. Nie jest to wyłącznie bohaterski hymn stworzony dla matki. Córka ubrana w jeansy, sweter, w skarpetkach, jakby chodziła po domu, zwierza się ze swoich wspomnień. W których matka nie jest idealna. Nigdy jej nie ma, jest zapracowana, zajęta. Spektakl ma w sobie ogromny, bo podwójny ciężar. Aby umożliwić widzowi, choć na chwilę zaczerpnięcie oddechu, historie kolejnych ofiar śmierci, przeplatają się z opowieściami córki. W których była dzieckiem, od którego dużo wymagano, które miało swoje małe problemy, było niejadkiem. Teraz, dorosła, zadaje pytania: o racje żywnościowe w getcie ("Ile to jest pół deko masła? Tyle co paznokieć?"). Przedstawiając kolejne zdarzenia szuka zrozumienia w zaszklonych od łez oczach widzów ("Czemu ona mi o tym wszystkim nie opowiadała?"). Stara się zrozumieć, dlaczego na pogrzebie matki nie było żadnego przemówienia. Przecież była bohaterką, nie z posągu, ale cichą, a przez to najbardziej boleśnie ludzką, z wyrzutami sumienia, ze strachem i wstydem ściskającą w dłoni papierowy numerek do upragnionego życia.

"I więcej nic nie pamiętam" to ważny głos. Nieprzyjemny jak metaliczny odgłos kręcącego się, stojącego na scenie, regulowanego, lekarskiego stołka. Ale potrzebny. Sprawia, że siedzących bezpiecznie, w ciepłej sali, przechodzi zimny dreszcz. Załkają oni choć przez chwilę nad losem chłopca, który na łożu śmierci chce przekazać dla mamy, ściskane w małej piąstce, pięćdziesiąt groszy, i losem innych, niewinnych ofiar. Widz pozostaje bezsilny. Po obejrzeniu monodramu, po oklaskach dla odwagi Aliny Świdowskiej, siedzi w ciszy, skupiony, nie może opuścić sali, jakby jakiś ciężar przykuł go do krzesła. A to zaledwie ułamek historii Adiny Blady-Szwajger, o którym napisała, kończąc swoje wspomnienia: "Być może za ciężki na resztę życia".

Małgorzata Strzelecka
Teatralia Warszawa
12 lutego 2010

Bibliografia:
Adina Blady-Szwajger: "I więcej nic nie pamiętam", Warszawa 2010.
Remigiusz Grzela: "Mamie nie wystarczała zwyczajna córka. Wywiad z Aliną Świdowską" [w:] "Wysokie Obcasy", 6 lutego 2010.

Teatr na Woli im. Tadeusza Łomnickiego w Warszawie
Adina Blady-Szwajger
"I więcej nic nie pamiętam"
autorzy adaptacji: Alina Świdowska i Piotr Jędrzejas
reżyseria: Piotr Jędrzejas
występuje: Alina Świdowska
muzyka: Michał Górczyński
scenografia i kostiumy: Marcin Chlanda
reżyseria świateł: Andrzej Król
premiera: 4 lutego 2010 r.
Spektakl grany w Żydowskim Instytucie Historycznym, ul. Tłomackie 3/5.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen