Szekspir, gangster i amator(zy)
W sobotni wieczór spragnieni świeżego spojrzenia na teatr mieli okazję zmierzyć się z pierwszą odsłoną nowego produktu lubelskiej Sceny Prapremier In Vitro. "Już się Ciebie nie boję, Otello!" zapowiadano jako przedstawienie dyskusyjne, kontrowersyjne, w którym klasyczny tekst dramatu Szekspira został przefiltrowany przez autorefleksje, przewrotne skojarzenia i demoniczne bolączki współczesności. W rezultacie "gościnna" reżyserka Sceny, przybyła z Berlina - Joanna Lewicka, zaserwowała nam dzieło nieco kakofoniczne, niepozbawione zgrzytów i pseudointelektualnych wtrętów, choć w programie znalazło się także kilka jasnych punktów.
Co stało się z fabułą Szekspirowskiej sztuki? Trzon historii o nieustraszonym Maurze został zachowany; co więcej, do jego tragicznych losów dodano, na zasadzie analogii, wątek z życiorysu aktora odgrywającego tytułową rolę - Dariusza Jeża, byłego więźnia, zresocjalizowanego przestępcy. Ten "motyw" fabularny był zresztą podejmowany w poprzednim spektaklu Sceny Prapremier In Vitro, w "Złym". Mamy zatem osobliwą mieszankę teatru i rzeczywistości, w której dialog ma trzy strony: postać z dramatu, aktora oraz widza. Każda z owych figur obdarzona jest potencjałem aktywności, zdolnością do interakcji. Raz po raz granice pomiędzy tożsamością wszystkich tych "bohaterów" zacierają się, obnażając pustkę i tragiczną bezrefleksyjność.
Już pierwsza część spektaklu, w której aktorzy monologują w tłumie publiczności, opresyjnie traktowanej ostrym światłem reflektorów, mówi nam, że coś jest "nie tak". Pokazuje dwuznaczność teatru i życia, obnaża złudne wrażenie kontroli. Wypowiadane przez aktorów monologi dotyczą rozterek ich aktorskiego "ja", prowadzą do ekwilibrystycznej gry na linii prawda-fałsz (lub może raczej prawda-iluzja). Napięcie pomiędzy tymi dwoma wartościami naznaczyło cały, dwugodzinny spektakl. Punktem ogniskującym i zwornikiem owych dwuznaczności, była oczywiście postać Otella-Jeża, który wystąpił niejako potrójnie: jako bohater klasycznej sztuki, były więzień-outsider oraz nieprofesjonalny artysta-amator. Niewątpliwe przepracowanie problemu, będące wynikiem splatania wątków szekspirowskiego dramatu i meandrów współczesnych kontekstów, nie jest niestety z korzyścią dla spektaklu; dało wrażenie "przegadania", przy okazji okraszonego sporą ilością przekleństw, które tym razem nie za bardzo "dźwięczały".
Chociaż, może właśnie teraz, z serii zapętlonych znaczeń, wywołałam pierwsze wyraźne hasło: prowokacja. Ta językowa - chyba niezbyt udana - oraz inna, konstruktywna, ujawniająca się w namnożonych sytuacjach dialogowych. Jago, szekspirowski, chimeryczny "master of puppets", wypowiada wątpliwość co do autentyzmu rozgrywających się zdarzeń; w innym momencie Rodrigo, podśmiewając się z niezachwianego "wiem i rozumiem wszystko", zarzuca publice elementarny brak świadomości. Kto jest prawdziwy w teatrze? Widzowie są kłuci i szczypani, by przypadkiem nie wpadli w mocarne objęcia pewności.
Potem z napięcia prawda-fałsz (i prawda-iluzja) rodzi się strach. Ten mechanizm, który - w moim przekonaniu - Lewicka starała się dobitnie zaakcentować, zyskał niezwykle ekspresyjną oprawę plastyczną i muzyczną. Zresztą to właśnie ten wątek, metaforyczna linia strachu, który na wpół świadomie wkrada się, ba, wżera się w egzystencję (obojętnie czy ocenianą jako prawdziwa, czy naznaczoną fałszem), wydał się najbardziej przekonujący. Został też najlepiej zrealizowany.
Począwszy od momentu dezorientacji widza - całkowitego zaciemnienia przestrzeni teatralnej, powodującego opresyjną sytuację zagrożenia przez surrealne, halucynacyjne omamy Otella, w którym rodzi się brutalna zazdrość o Desdemonę, po zgubne kłamstwa wiedzionego ku zbrodni Jago, mamy do czynienia z doskonale przemyślanymi rozwiązaniami scenograficznymi i choreograficznymi. Dzięki temu, w całej dwuznacznej, paranoidalnej grze fabuły, ów wątek był zdecydowanie najbardziej prawdziwy. Po szekspirowsku: strach każe zrzucić maskę, co zwykły czynić z ludźmi wielkie namiętności.
Wrażenie zagrożenia oraz jego eskalacja prowadząca do wybuchu agresji, zostały oddane ekspresyjnie, w sposób interesujący. Na wyróżnienie zasługuje sposób prowadzenia światła, a także aranżacja przestrzeni i reżyseria ruchu, która z niezwykłą precyzją układa aktorów na scenie niczym lalki; nawet narastający chaos porozrzucanych rekwizytów, ubrań, zakończony finalnym demontażem sceny, wypada nadspodziewanie dobrze - wszystko jest na swoim miejscu, w wieloplanowej ekspozycji. Na brawa zasługuje także świetna gra aktorska. Sugestywne były role kobiece - świeża Desdemona (Ewelina Stepanczenko), a także dojrzała, wrażliwa Emilia (Ewa Pająk). Wiarygodnie wypadła kreacja intryganta Jago (Paweł Pabisiak), sentymentalnego karierowicza Cassia (Adam Pater), a także zabawnego, nieudolnego Rodriga (Marcin Zarzeczny). Dariusz Jeż również poradził sobie z niełatwym zadaniem odegrania wielopoziomowej roli. Jego Otello-naturszczyk, à la sprawiedliwy gangster, wnosił nieco ciepła do odpychającego, zabarwionego fałszem świata wykreowanego przez Lewicką.
Przy okazji, mamy tu przewrotny happy end...
Kamila Dworniczak
Teatralia Lublin
9 lutego 2010
Scena Prapremier In Vitro w Lublinie
Artur Pałyga
"Już się ciebie nie boję, Otello!"
reżyseria: Joanna Lewicka
asystent reżysera: Karol Rębisz
choreograf: Tomasz Dajewski
kostiumy: El Bruzda
światła: Paweł Stępniak
realizacja dźwięku: Marek Krupa
obsada: Ewa Pająk (Emilia), Ewelina Stepanczenko (Desdemona), Dariusz Jeż (Otello), Paweł Pabisiak (Jago), Adam Pater (Cassio), Marcin Zarzeczny (Rodrigo)
premiera: 6 lutego 2010 r.