Mistrzowska kolacja w twoim domu
Kto nie chciałby zasiąść przy wykwintnej kolacji z gwiazdą? Sławnym aktorem, albo znanym muzykiem, dajmy na to - z mistrzem Bachem. A może z wielkim Haendlem... Zabrzmi to jak absurdalny slogan reklamowy, ale to jest możliwe! Dzięki realizacji "Kolacji na cztery ręce" Barza w ramach Teatru Telewizji, sztuka zyskuje niezwykle kameralny, wręcz intymny wymiar.
"Kolacja na cztery ręce" to swego rodzaju historical fiction - opowiada o spotkaniu dwóch muzycznych geniuszów, do którego jednak nigdy nie doszło. Jerzy Fryderyk Haendel zaprasza na kolację Jana Sebastiana Bacha pod pretekstem "zbadania konkurencji". I choć zdaje się gardzić tym "zwykłym kantorem od świętego Tomasza", w głębi duszy czuje respekt wobec jego niezwykłego talentu. Podobnie Bach, choć sprawia pozory niezainteresowanego twórczością "potwora z Londynu", tak naprawdę zna każdą nutę, którą ten skomponował.
Paul Barz błyskotliwie i w niezwykle trafny sposób mówi o problemach ponadczasowych, zadając pytanie o kondycję sztuki i granicę między nią a show-biznesem. Dzięki temu uniwersalnemu przekazowi, "Kolacji na cztery ręce" nie trzeba w żaden sposób uwspółcześniać. Zresztą sztuka, okraszona przezabawnymi i bardzo życiowymi dialogami, jest już gotowym przepisem na udany spektakl. Kazimierz Kutz mógł więc z powodzeniem pozostawić wydarzenia w oryginalnym kontekście czasu i przestrzeni, co znakomicie oddaje scenografia. Nasz pokój zamienia się więc w pokój Hotelu Turyńskiego w Lipsku, a w czasie cofamy się do połowy XVIII wieku. Akcja rozgrywa się wyłącznie w tym pomieszczeniu, toteż zadbano, by żaden element jego wystroju nie był przypadkowy, całość dopełniają stroje z epoki.
Równocześnie, sztuka ta jest studium psychologicznym dwóch skrajnie różnych osobowości. Aby pokazać tak silne, a przy tym tak odmienne charaktery, sam tekst dramatu już nie wystarczy - niezbędne są więc umiejętności aktorskie i wprawna ręka reżysera. Ponieważ w sztuce występują tylko dwie główne postaci i jedna drugoplanowa (Schmidt, przyjaciel i sługa Bacha, w tej roli Jerzy Trela), są one bardzo dopracowane i wymagają aktorstwa na najwyższym poziomie. Zapewniają je Janusz Gajos, w roli skromnego Bacha i Roman Wilhelmi - pewny siebie Haendel. Wytrawną grę aktorów można śledzić dzięki licznym zbliżeniom i półzbliżeniom, które pozwalają skupić się na ich mimice, emocje przedstawiając jak na dłoni. Ujęcia te doskonale współgrają z planami ogólnymi, dzięki którym ani na moment nie tracimy odniesienia do miejsca i czasu, w którym akcja się rozgrywa. Kutz bardzo dobrze sprawdził się w tym, bądź co bądź, komediowym repertuarze. W efekcie wydobywa ze sztuki Barza to, co najcenniejsze - dobitny i uszczypliwy, ale nie nachalny humor. Stworzył spektakl smaczny i wyrafinowany, naprawdę warto skosztować.
Agnieszka Misiewicz
Teatralia Poznań
5 lutego 2010
Teatr Telewizji
Paul Barz
"Kolacja na cztery ręce"
przekład: Jacek St. Buras
reżyseria: Kazimierz Kutz
asystent reżysera: Maria Guzy, Krzysztof Kuc
realizacja telewizyjna: Stanisław Zajączkowski
scenografia: Bolesław Kamykowski
asystent scenografa: Andrzej Seweryn
opracowanie muzyczne i konsultant muzyczny: Joanna Wnuk-Nazarowa
wykonanie muzyki: Bogumiła Gizbert-Studnicka (klawesyn)
obsada:
Janusz Gajos (Jan Sebastian Bach)
Roman Wilhelmi (Jerzy Fryderyk Haendel)
Jerzy Trela (Jan Krzysztof Schmidt)
premiera: 31 grudnia 1990 r.