Zazdrość uzależnia
Ostatniego dnia III Katowickiego Karnawału Komedii sala Teatru Korez pękała w szwach. Powodów przybycia było zapewne całe mnóstwo: niektórzy z potrzeby rozerwania się, inni z nadzieją na dobrą zabawę, pozostali z chęci zasmakowania w nieprzeciętnym aktorstwie. Sądząc po reakcji publiczności, gdy zabłysły światła rampy, wszyscy zostali usatysfakcjonowani.
Obiektem radosnego, szczerego śmiechu, a także licznych braw była sztuka "Zazdrość" w wykonaniu aktorek warszawskiego Teatru Capitol.
Trzy kobiety i jeden mężczyzna, a do tego miłość, zdrada w połączeniu z zazdrością i pożądaniem dają prawdziwą mieszankę wybuchową.
Kiedy ustatkowana prawniczka Helen (Joanna Żółkowska) dowiaduje się listownie, że jej mąż ją zdradza, początkowo nie wierzy i ignoruje wiadomość. Ale kolejne listy, które potwierdzają informację, zaczynają budzić w Helen złość, rozpacz i zazdrość. Tym bardziej, że konkurentką okazuje się młodsza, ponętna, a na dodatek mieszkająca kilka pięter wyżej Yana (Katarzyna Taracińska-Badura). Ale to dopiero początek miłosnych intryg i przygód, gdyż mąż Helen już ostrzy sobie zęby na młodziutką nauczycielkę jogi (w tej roli Anna Kózka).
Przedstawienie jest popisem znakomitego warsztatu trzech aktorek. Każda z nich tworzy wyrazistą i barwną postać. Wiarygodnie, a przy tym ze swadą oddaje uczucia towarzyszące zazdrości, kiedy początkowa nienawiść zaczyna się zmieniać w kobiecą solidarność. Żadna z bohaterek się nie spotyka, a komunikacja między nimi przebiega w sposób listowny. Stąd za całość scenografii służy skrzynka na listy i dwa podesty, na których gamę emocji prezentują bohaterki. Ratanowe krzesło Helen i padające na nią żółte światło, idealnie wpasowuje się w styl dojrzałej i ustabilizowanej kobiety i kontrastuje z nowoczesnym, białym krzesłem Yany i oświetlającym ją fioletowym światłem. Ta niewielka, wręcz minimalistyczna scenografia wystarcza, by oddać styl bohaterek i różnice między nimi. Wywołująca dodatkowe zamieszanie studentka Irys, jak przystało na miłośniczkę jogi, odczytuje listy na przyniesionym przez siebie materacu.
Choć mężczyzna, o którego toczą się boje i zacięta, kobieca walka, nie pojawia się bezpośrednio na scenie, to widzimy go na slajdach wyświetlanych na dużym ekranie. Są nimi zdjęcia z miłosnych przygód i erotycznych eskapad. Towarzyszy im znana włoska piosenka "Volare", która dodatkowo wzmacnia efekt komiczny. Ale prawdziwa euforia następuje, gdy z ust dojrzałej Helen w eleganckiej garsonce zaczynają padać niecenzuralne słowa. Mistrzostwo!
W trakcie przedstawienia zmieniają się też kostiumy bohaterek. Najbardziej efektownym przykładem niech będzie strój Yany, która pojawia się na scenie w bieliźnie i pończochach, by dopiero później założyć zwiewną sukienkę...
Spektakl "Zazdrość" w reżyserii Moniki Powalisz, choć pełno w nim zabawnych, ciętych oraz ironicznych dialogów, może stać się studium i prawdziwym obrazem kobiety, jej uczuć, emocji i pragnień. Trzy kobiety, każda inna, różni je właściwie wszystko - wiek, wygląd, zawód. Każda jednak pragnie miłości. Wszystkie cierpią i zazdroszczą. Ale w zaskakującym finale, okazuje się, że od zazdrości można się uzależnić i zbudowany porządek zostaje na nowo zburzony. Bo taka kobieca natura - przewrotna, zmienna, nieprzewidywalna.
Niech jednak nie zmylą pozory, gdyż sztuka ta jest nie tylko dla kobiet. Może mężczyźni również odkryją w niej coś dla siebie lub dowiedzą się, do czego zdolne są kobiety. Tego nigdy za wiele.
Katarzyna Głowacka
Teatralia Śląsk
1 lutego 2010
Teatr Capitol w Warszawie
Esther Vilar
"Zazdrość"
reżyseria i opracowanie muzyczne: Monika Powalisz
scenografia: Olga Mokrzycka
kostiumy: Agnieszka Orlińska
obsada:
Helen: Joanna Żółkowska
Yana: Katarzyna Taracińska-Badura
Irys: Anna Kózka
premiera: 3 kwietnia 2009 r.
III Katowicki Karnawał Komedii