Poker męsko-męski

Katowicki Karnawał Komedii na finiszu. Pierwsze skrzypce festiwalowych "ostatków" grał znakomity duet aktorski - Artur Barciś i Cezary Żak. Tekst mistrza komedii Neila Simona, mnóstwo zabawnych i dowcipnych dialogów, świetna obsada, a jednak czegoś wyraźnie zabrakło... Iskra owej lekkości, tak charakterystycznej dla scenicznych wcieleń komedii, tym razem nie rozpromieniła widowni.

Historia "Dziwnej pary" na pierwszy rzut oka wydaje się banalna, do tego stopnia przesycona prozą życia, że nie identyfikujemy jej z czymś z natury swej komicznym. Bo cóż zabawnego jest w opowieści o dwóch rozwodnikach, którzy wypadli nieco z egzystencjalnych kolein, obarczonych myślami o alimentach i życiu w pojedynkę? W tych pozorach tkwi jednak siła komedii. Bo nie o samą sytuację tu chodzi, lecz dobór charakterów, które jej komizm dopiero stwarzają.

Dziwna para TEATR CAPITOL Warszawa

"Dziwna para"

Odsłona kurtyny. Czterech mężczyzn niemrawo pogrywa w pokera w oczekiwaniu na Feliksa - piątego towarzysza piątkowych wieczorów karcianych. Gospodarzem jest Oskar, lekkoduch, dziennikarz sportowy ze stażem rozwodnika, kochający nieuporządkowane życie, bez ograniczeń i zobowiązań. Nieobecny Feliks, który na scenę wywołany zostanie wraz ze stawiającą jego życie pod znakiem zapytania wieścią o odejściu żony, jest awersem tej charakterologicznej mozaiki. W przeciwieństwie do Oskara reprezentuje typ mężczyzny słabego, o kruchej psychice, domatora, pedanta i hipochondryka w jednym. Jako singularis nie są zbyt zajmujący, ot przeciętni obywatele w wieku średnim z określonym bagażem doświadczeń życiowych. W duecie z kolei, tworzą mieszankę wybuchową, kontrastowy, zderzający się co rusz profil osobowościowy. Od momentu kiedy Oskar przygarnia zrozpaczonego Feliksa, ten przejmuje rolę kobiecą w tym domu. Sprząta, gotuje, kontroluje wydatki, gani za spóźnienia, dąsa się za niesłowność powracającego z pracy kolegi. Jego udział w wieczorkach pokerowych ogranicza się do sporządzania wymyślnych potraw, opróżniania popielniczek i ciągłej krzątaniny z miotełką i szufelką w ręku. Irytacja Oskara wywołana zachowaniem współlokatora osiąga apogeum, gdy ten psuje mu cały wieczór z zaproszonymi nań sąsiadkami, masażystkami z Ameryki. W epilogowej scenie sztuki, podczas wielkiej awantury wyrzuca go ze swego domostwa, co zresztą, jak się później dowiadujemy, wyszło na dobre zapłakanemu Feliksowi, gdyż biedaczyna odnalazł schronienie w pieleszach mieszkania poznanych wcześniej uroczych sióstr - Cecily i Gwendolyn.

Sztuka Wojciecha Adamczyka ma to do siebie, że jest bardzo nierówna. W pierwszej fazie spektaklu odbiorcy potrzeba wiele czasu, by przezwyciężyć dystans i w jakiś sposób mentalnie zadomowić się w nim, oswoić, a zatem i wczuć się w typ humoru, jaki prezentuje. W przeciwieństwie do "Zimnego prysznica" (który publiczność miała okazję oglądać na scenie Teatru Śląskiego kilka dni wcześniej), sztuki utrzymanej w stałym, bardzo dynamicznym tempie, "Dziwna para" rozwija się powoli, ale nie osiąga oczekiwanego punktu kulminacyjnego. Akcja poprowadzona zostaje w ten sposób, że sama scena kończącej spektakl kłótni bohaterów, która mogłaby zań uchodzić, ulega rozmyciu, rozproszeniu. Od czasu do czasu scenę na moment rozświetlają gagi, powstałe głównie w oparciu o dysonans między charakterem postaci, a słowami przez nią wypowiedzianymi. Widać to zwłaszcza w przypadku Feliksa. Ten powierzchownie stara się być twardym mężczyzną, a wychodzi mu jedynie karykaturalny kontur. Między innymi w scenie sprzeczki, w której bohater sili się na dosadne przekleństwo czy upust emocji za pomocą rzucania o podłogę filiżanki, lecz ostatecznie są to tylko puste gesty. Wspomniana dysproporcja dotyczy także samego tekstu wygłaszanego na scenie. Kontrapunktem dla rewelacyjnych dialogów prowadzonych przez Feliksa i Oskara są niestety tekstowe dłużyzny bez polotu, które oscylują wokół nieco sztampowych, tanich chwytów komediowych.

Dziwna para TEATR CAPITOL Warszawa

"Dziwna para"

Mocną stroną spektaklu jest gra aktorska. Cezarego Żaka i Artura Barcisia znamy już z tego, że doskonale spełniają się jako duet ambiwalentnych charakterów. W wątpliwość jednak można poddać fortunność doboru tej pary. Oglądając ich na scenie, nie sposób wyzbyć się wrażenia, że mamy do czynienia z kalką osobowości, których trajektorię i kształt wyznaczał popularny sitcom "Miodowe lata" z wymienionymi odtwórcami w rolach głównych. Trudno ocenić, na ile to wzbogaca, na ile pomniejsza walory spektaklu. Dylematy te nie mają miejsca, kiedy mowa o pozostałej obsadzie przedstawienia. Uroczo prostolinijna jest tutaj gra zwłaszcza Wojciecha Wysockiego, który odbiorcy jawi się tym razem jako dobrotliwy pantoflarz, jakże inny niż dotychczasowe, "machowskie" role aktora. Również obie panie na scenie - Katarzyna Żak i Violetta Arlak - ukwieciły ją słodko naiwnym szczebiotem kokieteryjnych kobiet po przejściach.

Czy polska wersja legendarnej sztuki Simona, święcącej triumfy na broadwayowskich deskach, ma szanse na podobny sukces na krajowej scenie? Premierę miała 16 listopada minionego roku, więc czas pokaże. Pomimo kilku drobnych mankamentów to dobra sztuka, która uśmierza swoim komediowym ładunkiem drobne smutki szarej, pozateatralnej rzeczywistości. Pod względem gry naszych rodzimych artystów - nie do przegapienia.

Anna Kołodziejska
Teatralia Śląsk
1 lutego 2010

Teatr Capitol Warszawa
Neil Simon
"Dziwna para"
("Odd couple")
przekład: Henryk Rzeczkowski
reżyseria: Wojciech Adamczyk
scenografia: Wojciech Stefaniak
obsada: Artur Barciś, Cezary Żak, Viola Arlak, Piotr Skarga, Witold Wieliński, Wojciech Wysocki, Katarzyna Żak
premiera: 16 listopada 2009 r.
III Katowicki Karnawał Komedii, 22-31.01.2010 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen