Niepokój z wami
Słoneczny weekend majowy, rynek rzeszowski pulsujący rytmem świateł stroboskopów. Na zbudowanej pospiesznie scenie popisy rodem z eliminacji do programu You Can Dance. Jedno z wielu świąt niewielkich aglomeracji, zwane szumnie ich dniami. Przy takich okazjach możni miast i miasteczek fundują mieszkańcom występy sceniczne podróbek ABBY czy Bony M. Ale w Rzeszowie, obok festynowych atrakcji pojawiają się wydarzenia - w tym kontekście - czarne owce. W pobliskim Teatrze Maska trwa Festiwal "Maskarada".
Cechy charakterystyczne: obok rodzimych zespołów aktorskich na deskach pojawiają się teatry z państw ościennych. Ale, co lepsze, spektakle plenerowe, np. Teatru Ósmego Dnia, rozbijają aurę waty cukrowej i dmuchanych baloników. Pojawiają się na Rynku jako atrakcje Dni Rzeszowa. Zeskakująca, acz, nawet jeśli autorstwa przypadku, godna pochwały inicjatywa. Takie owce, choćby najczarniejsze - lubimy!
A co w dusznych zakamarkach Teatru Maska? Goście z białostocczyzny. I spektakl, który miał już czas zapracować na sławę. Strona internetowa teatru w Supraślu dość szczegółowo przybliża wydarzenia, których widz, udający się na "Boga Niżyńskiego", będzie świadkiem. Czy to działanie zamierzone? Jeśli tak, miałoby pewne uzasadnienie. O ile do głębokiego przeżycia spektaklu konieczne jest absolutne zrozumienie fabuły i biografii bohatera. A to już kwestia sporna, zwłaszcza, jeśli obcujemy z teatrem transowym, przepojonym magiczną obrzędowością. Takim właśnie jest podlaski Wierszalin.
W centrum sceny umieszczony jest - schodzący łagodnie ku widowni - podest. Jakby upadły pod ciężarem składanych nań ofiar ołtarz. Ołtarz ten udeptywany będzie w tańcu: dzikim i bakchicznym, delikatnym i zwiewnym, namiętnym i miłosnym przez Wacława Niżyńskiego. Postać, która zapisała się złotymi zgłoskami w historii tańca. Jednakże, spektakl nie zajmuje się przywołaniem zwinności jego ciała, błogosławieństwa talentu. Opierając się na dziennikach spisanych przez tancerza pospiesznie, tuż przed wejściem w pożerający krąg obłędu, oscyluje wokół jego leków, pragnień, wariactw. Wydaje się, że my-widzowie obserwujemy rozgrywające się wydarzenia przez pryzmaty rozpalanej głowy Niżyńskiego, patrzymy na nie przez filtr zasnutych początkami szaleństwa oczu. Owszem, spoglądamy głównie w przeszłość.
Przedstawienie cechuje duża kumulatywność, półtoragodzinna akcja prowadzi nas przez całe życie tancerza. Czy to technika kolażu, czy montażu, a może migawki slajdów? To o tyle nieistotne, że wszelkie rozterki formalne odchodzą w niepamięć już w chwili wygaszenia świateł na widowni. De facto, nie mają okazji się pojawić. Niesamowita energia emanująca z aktorów panoszy się w budynku teatru, obezwładnia i porywa do rzekomo sakralnych obrządków. A te co rusz odbywają się wokół Niżyńskiego i w nim samym.
Trudno zamknąć w słowach to, co robi ze swoim ciałem aktor wcielający się w opętanego własnymi zmorami baletmistrza. Czy umie tańczyć? Na pointach? Nie wiem, możliwe, że nie. Jednakże stopień napięcia mięśni, mimika twarzy, zadziwiające tonacje, w jakich wydobywa z siebie dźwięki, pozwoliłyby zagrać mu samego diabła. Zresztą, wykreował niezwykle diaboliczna rolę, jego postać budzi równocześnie przerażenie i fascynację, chwilami współczucie, ale i obrzydzenie. Czy można wymagać większego zaangażowania od aktora?
W zapamiętywaniu się w szaleństwie wiernie towarzyszy mu chór, przywodzący na myśl chór antyczny. Grupa współpacjentów ze szpitalnej kaplicy, będącej podstawowym miejscem akcji, obrazuje jego słowa, wciela się w bliskie mu postaci, towarzyszy w bolesnej podróży po meandrach wspomnień.
"Bóg Niżyński" nie tylko jest ubrany w brawurową i pełną poświęcenia grę. Jest też doskonale udźwiękowiony. Obok muzyki pojawiają się onomatopeje, powtórzenia, rytm wystukiwany choćby obcasami czy młotami, które stanowią introdukcję do końca żywota bohatera.
W tym miejscu wypadałoby się zatrzymać. Jako że spektakl Teatru Wierszalin uwodzi, chce się o nim mówić dużo i na jednym oddechu. Jak na recenzję - za dużo. Toteż, słowem podsumowania: gorąco polecam wyprawę na wschodnią ścianę Polski, nazywaną Polską kategorii D. W dziedzinie teatru zupełnie niesprawiedliwe (dość obok Wierszalina wymienić Gardzienice). Czy jest gdzieś równie rytualnie i ezoterycznie z samej swej natury? I to nie tylko dzięki temu, co rodzi się na scenie, ale też dzięki wiatrowi wiejącemu od Białorusi czy Ukrainy... Powietrze gęste jest od zabobonów, cielesnej rozkoszy i mszalnych kadzideł.
W spektaklu niczym refren pojawiają się odwrócone słowa, zaczerpnięte z kościoła katolickiego: "- Niepokój z wami. - I z duchem Twoim". I z Waszym, Drodzy Widzowie. "Bo spokój to lęk".
Katarzyna Borys
Teatralia Kraków
6 lipca 2010
Teatr Wierszalin w Supraślu
"Bóg Niżyński"
scenariusz i reżyseria: Piotr Tomaszuk
scenografia: Eva Farkasova, Jano Zavarski
muzyka: Piotr Nazaruk
obsada: Rafał Gąsowski, Katarzyna Siergiej, Dariusz Zakrzewski, Ewa Gajewska, Dariusz Matys
premiera: 29 września 2006 r.
Zaprezentowano w ramach "Maskarady" - Przeglądu Teatrów Ożywionej Formy w Teatrze "Maska" w Rzeszowie, 26-31 maja 2010 r.