zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Kicz projekt

Posiadanie znanego nazwiska w świecie teatralnym jest bardzo przyjemne i pożądane. Można sobie pozwolić na więcej, łatwiej zdobywa się zaufanie, a i widzowie chętniej wybaczają swoim ulubieńcom. Jednak w sytuacji, gdy każda premiera jest wielkim wydarzeniem, a o nowym spektaklu Klaty mówi się w całym kraju, oczekiwania publiczności i krytyki są znacznie większe. Niestety, odnoszę wrażenie, że czasem nie wychodzi to przedstawieniu na dobre. Tym razem rozbudzone reklamą i opisem najnowszego dzieła jednego z najlepszych obecnie polskich reżyserów apetyty nie zostały zaspokojone...

Wesele hrabiego Orgaza STARY TEATR Kraków

"Wesele hrabiego Orgaza"
fot. K. Bubrowiecka

Klata jak zwykle polemizuje z gustem widowni, bawi się konwencją, pokazuje swoją niezależność i podkreśla zamiłowanie do przenoszenia na scenę tekstów odgórnie uznanych za niesceniczne. Dzięki temu stawia bardzo ważne pytania o źródła kanonu literackiego, o sens umieszczania na dziełach literackich etykietek typu "nadające się do wystawienia w teatrze", bo niby kto powinien o tym decydować. To bardzo dobrze, że istnieje twórca zadający takie właśnie, trudne pytania, który jednocześnie udowadnia, że na scenie można dziś pokazać wszystko (idealnym przykładem jest "Trylogia"); pozostaje jeszcze kwestia sensu i celu danej realizacji.

Wesele hrabiego Orgaza STARY TEATR Kraków

"Wesele hrabiego Orgaza"
fot. K. Bubrowiecka

W przypadku "Wesela hrabiego Orgaza" można odnieść wrażenie, że sami twórcy trochę pogubili się w gąszczu swoich pomysłów. Wzięli na warsztat powieść wielowątkową, pisaną trudnym językiem, pełną absurdu i groteski. Według zapowiedzi chcieli przedstawić swoją wizję przyszłości Europy oraz miejsce kultury w niej, niestety wyszło z tego niespecjalnie udane widowisko, nad wyraz akcentujące wątek religijny. Oprócz zupełnie nieciekawych dialogów dłużących się momentami niemiłosiernie, otrzymaliśmy bardzo długi i męczący przegląd kiczu na poziomie wizualnym. Naprawdę rozumiem zastosowaną tu grę z formą, próbę ośmieszenia współczesnego myślenia o kulturze i jej funkcjonowaniu w świadomości społeczeństwa, ale przyjęta konwencja sprawdza się zaledwie przez pierwsze pół godziny, później już tylko nuży. Widok to zaiste frapujący: aktor robiący z siebie pajaca, kiczowaty kostium kowboja, wyznawca religii dalekowschodnich malowniczo zwisający głową w dół z balkonu.... Długo można wymieniać, ale chyba nie o to chodzi, żeby ze spektaklu zapamiętać irytujący akcent, aktora czy paradne kostiumy. Wierzę, że twórcy zawarli w swoim przedstawieniu głębsze przesłanie, które chwilami nawet staje się bardziej widoczne, ale w perspektywie całości zostaje pogrzebane przez lawinę tanich chwytów, do przesady korzystających z kiczu i banału. Konwencja spektaklu byłaby może do strawienia, gdyby nie fakt, że poziom jest zupełnie nierówny. Obok scen okropnie przegadanych kilka jest naprawdę świetnie poprowadzonych, ale po każdej takiej perełce powrót do poziomu beznadziejnego staje się coraz bardziej bolesny, a coraz bardziej wymyślne kostiumy i rekwizyty z każdą chwilą zwiększają poziom zażenowania, odbierając jakąkolwiek wizualną przyjemność.

Wesele hrabiego Orgaza STARY TEATR Kraków

"Wesele hrabiego Orgaza"
fot. K. Bubrowiecka

W całym przedsięwzięciu zadziwiająco dobrze radzą sobie aktorzy, robiąc "dobrą minę do złej gry" wykazują się dużym profesjonalizmem. Oprócz tego do zdecydowanych plusów można zaliczyć ciekawą formę przekroczenia granic widowni i rozegranie początkowych scen we foyer teatru oraz na pierwszym piętrze. Scena pojedynku dwóch sił jest również interesującym pomysłem, biorąc pod uwagę zarówno interpretację, jak i wykonanie. Na dobrym poziome tradycyjnie prezentuje się ruch sceniczny. Momenty tańca należą do najlepszych w całym spektaklu.

Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że forma przesłania treść, irytuje i tym samym utrudnia odbiór. Rodzaj teledysku sprawdza się na krótką metę, w trzygodzinnym spektaklu wyglądającym chwilami jak tło klipów Lady Gagi, ten sposób przedstawiania rzeczywistości odwraca uwagę oraz skutecznie zniechęca do poszukiwań sensu i odgadywania aluzji. Widz atakowany ze wszystkich stron przesadą zamyka się w swoim pancerzu, nie dając się wciągnąć w opowiadaną historię. Nawiasem mówiąc, do przekazania treści tego typu naprawdę można było użyć prostszego i nowszego tekstu, którego sens udałoby się obronić przed zalewem tanich chwytów inscenizacyjnych.

Martyna Lechman
Teatralia Kraków
5 lipca 2010

Stary Teatr w Krakowie
"Wesele hrabiego Orgaza"
wg powieści Romana Jaworskiego
reżyseria: Jan Klata
opracowanie tekstu, reżyseria i opracowanie muzyczne: Jan Klata
opracowanie tekstu i dramaturgia: Sebastian Majewski
scenografia i światło: Justyna Łagowska
choreografia: Maćko Prusak
obsada:
Dawid Yetmeyer: Krzysztof Globisz
H. W. Havemeyer: Roman Gancarczyk
Don Jacinto de Gouzdrala Gouzdrez: Zbigniew W. Kaleta
Donna Evarista de las Cuebas: Ewa Kaim
Matador Manuel, Kot Książę Omar: Mieczysław Grąbka
Prakseda Bakcyl: Ewa Kolasińska
Igor Podrygałow : Juliusz Chrząstowski
Dunka / Dziennikarz 01 : Małgorzata Gałkowska
Rumunka / Dziennikarz 02 :Katarzyna Krzanowska
Niemka / Dziennikarz 03 : Błażej Peszek / Krzysztof Wieszczek
Szwajcarka / Dziennikarz 04 : Bolesław Brzozowski
Bramin Onczidaradhe: Jacek Romanowski
Chińczyk A-to-tso: Tadeusz Huk
Kardynał Don Fernando Nino de Guevara: Jerzy Grałek
Prochryst: Bolesław Brzozowski
Antychryst: Błażej Peszek / Krzysztof Wieszczek
premiera: 11 czerwca 2010 r., Duża Scena

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen