Muzyka sfer?
Leniwy niedzielny wieczór. Lato, które wdziera się między zimne mury Starego Miasta wraz z komarami. Wawel podzielony niczym patchwork, a może średniowieczna drabina bytów. U jego stóp, od strony Wisły - przaśne, okraszane piwem w plastiku i cateringiem z grilla "Wianki". Od strony Stradomia dziecko festiwalu "ArtBoom" (będącego "eksplozją sztuki współczesnej w przestrzeni publicznej") - wielka, żółta rzeźba, "profanom" przywodząca na myśl kontener o sobie tylko znanym przeznaczeniu. A na wawelskim dziedzińcu rozbrzmiewa XVI Letni Festiwal Opery Krakowskiej. Razem - miejski miszmasz budzący przynajmniej zdziwienie.
Autorka tego tekstu, zwolenniczka przeznaczenia 1% budżetu na kulturę (ha! Jak szerokie to pojęcie!), postanowiła spróbować wszystkich tych atrakcji. Ale tym razem będzie o operze.
Przybyłych na operową ucztę wita niewielki, brukowany (ach, te grzęznące w podłożu obcasy elegantek) Dziedziniec Arkadowy, gęsto pokryty ogrodowymi krzesłami ustawionymi półkolem w stosunku do kontrastującej z miejscem metalowej nowoczesności i tymczasowości sceny. Publiczność niezwykle różnorodna. W błędzie jest ten, kto wielbicieli opery postrzega jako osoby o szacownej siwiźnie, w zależności od płci - w sukniach wieczorowych lub garniturach. Owszem, to statystyczna większość, ale między nimi przemykają młodzi, sądząc po strojach: fani metalu czy wyznawcy popkultury. Czyżby opera wychodziła poza hermetyczne kręgi elit?
Letni Festiwal Opery Krakowskiej to uroczysta gala w wyjątkowym miejscu, a zarazem zwieńczenie teatralno-muzycznego sezonu. W tym roku koncert podzielono na dwie części, w których poszczególne wyjścia śpiewaków przeplatane były fragmentami poematu Stanisława Balińskiego, "Wieczór w Teatrze Wielkim", odczytanymi przez aktora Starego Teatru, Krzysztofa Zawadzkiego. Poezja to lotów niezbyt wysokich (rymy i skojarzenia przewidywalne niczym w wierszykach dla dzieci), co więcej - stanowczo już trącąca myszką, ale traktująca o operze, a przez to współbrzmiąca z muzyczną aktywnością sceny. Symbioza poezji Balińskiego i operowych arii ma charakter ilustracyjny, wręcz drażniąco oczywisty, ale taka forma, przywodząca na myśl szkolną akademię wieńczącą całoroczne zmagania uczniów, jest wybaczalna jako prolog do lata.
Jeśli jednak skoncentrować się na muzyce, zwłaszcza mając ucho niezbyt wyćwiczone, a duszę chwytającą dźwięki czysto emocjonalnie - było pięknie. Orkiestra pod batutą Tadeusza Strugały, w renesansowych murach brzmiała niezwykle. Mnie samą zachwycił najbardziej... trójkąt. Cóż to za zadziwiający przyrząd! Wyczarowuje atmosferę baśni, choć gra na nim w y d a j e s i ę być dziecinnie prostą.
Koncert podzielono na dwie części. W pierwszej królowali niepodzielnie soliści, w drugiej pojawił się chór, co nietypowe - także jako bohater, a nie tylko tło. Układający program zadbali o to, by wieczór (złożony głównie z operowych rodzynków) stanowił pewną opowieść, nie był kompilacją przypadkowych utworów. Toteż, jak już wspomniałam, cytowany poemat o Teatrze Wielkim wiódł narrację (można pokusić się o stwierdzenie, że pełnił rolę recytatywów, acz bez towarzyszącej im muzyki) przeplataną świetnymi wykonaniami arii. Głównie tych, które funkcjonują niczym niezależne utwory. Przykładem może być mistrzowsko wykonana przez Arnolda Rutkowskiego aria Kalafa (G. Puccini, "Turandot"), "Nessun dorma". Śpiewak, stojąc na skraju sceny, wydobywał z siebie najtrudniejsze dźwięki, pracował całym ciałem, co objawiało się, ryzykownym wobec zajmowanego przez niego miejsca, "falowaniem" postaci. Pozostali wykonawcy również nie szczędzili wysiłku, eksploatowali struny i płuca w miłosnej pieśni do samej muzyki. Doceniono ich długimi brawami i nastąpił bis! Tłem dla muzycznych popisów była feeria świateł. Zmieniające się kolory podążały za nastrojem bohaterów oper przywołanych tego wieczoru: od "Cyrulika Sewilskiego" przez "Romea i Julię" po "Fausta".
Wieczór na Wawelu okazał się wisienką na torcie dla znawców opery, ale i zaproszeniem dla tych, których mieli okazję obcować z tą dziedziną (przynajmniej w wydaniu trójwymiarowym) po raz pierwszy.
Katarzyna Borys
Teatralia Kraków
3 lipca 2010
"Arie Oper Świata" na Dziedzińcu Arkadowym na Wawelu
udział wzięli:
soliści: Joanna Woś, Magdalena Barylak, Agnieszka Cząstka, Arnold, Rutkowski, Mariusz Godlewski, Rafał Siwek
orkiestra i Chór Opery Krakowskiej
dyrygent: Tadeusz Strugała
fragmenty poematu Stanisława Balińskiego "Wieczór w Teatrze Wielkim" czytał Krzysztof Zawadzki
opracowanie tekstu: Elżbieta Tosza
zaprezentowano 27 i 29 czerwca 2010 r.
XIV Letni Festiwal Opery Krakowskiej, 18.06.-8.07.2010 r.