Ważna sprawa i małe interesy
"Wróg ludu" Ibsena w reżyserii Piotra Trzaskalskiego to spektakl powściągliwy, wyważony, monochromatyczny. Klasycznie prowadzony, z naciskiem na słowo. Światłocień wypełniający wnętrza nie otula jednak postaci: są białe albo czarne. Kryształowy bohater, doktor Stockmann, staje do walki w publicznej sprawie, wikłając się w brudne polityczne interesy. Jego charakter poddany zostaje licznym próbom, które niestety nie dodają konfliktowi życia a teatrowi zdolności dotknięcia widza.
Doktor Stockmann (Roman Garncarczyk) jest uzdrowiskowym lekarzem. Pewnego dnia odkrywa, że kuracjusze są systematycznie zatruwani przez zanieczyszczony mikrobami wodociąg. Najspokojniej w świecie ogłasza to rodzinie i znajomym przy kolacji. Wieści roznoszą się błyskawicznie, rozpoczyna się rozgrywka, w której każdy (teść wyrzucony z rady miasta, brat - burmistrz, lokalna prasa, bogaci mieszczanie) chce zdobyć trochę pieniędzy i władzy dla siebie. Zdrowie przyjeżdżających na leczenie gości jest ostatnią rzeczą, o której w tym małym bagienku się myśli. Przebudowa uzdrowiska, z którego żyje całe miasto, pochłonie mnóstwo czasu i pieniędzy. Każdy zmienia zdanie błyskawicznie, bez najmniejszych skrupułów próbując zająć najkorzystniejsze miejsce w układzie. Cały konflikt wydaje się jednak zupełnie nieaktualny. Przyjemny dla oka i ucha spektakl staje się jedynie spotkaniem z historią. Reżyser próbuje zachwiać nieco wiarą w to, że bohater pozostanie do końca bezkompromisowy i "nieubrudzony". Odebrano mu przecież pracę, teść zmienił testament na niekorzyść jego dzieci, córkę wyrzucono ze szkoły, powybijano okna, itd. W ostatnich scenach doktor kilkakrotnie zasiada nad pustą kartką z miejscem na oświadczenie, w którym wycofałby się z ogłoszonych wyników badań. Nie udaje się jednak zasiać niepokoju, wiemy, że na pewno się nie złamie.
Sytuację głównego bohatera komplikuje fakt, że spokój i bezpieczeństwo finansowe jego rodziny zależne są od tego, czy uda mu się doprowadzić do korzystnego rozwiązania konfliktu. Stawia na szali jej losy. Powtarza się refrenowo sielankowy obrazek żony i dzieci w ogrodzie z towarzyszeniem delikatnych dźwięków pianina w tle. Przeciwwagą dla tych scen są starcia doktora z władzą, w których napięcie buduje niepokojąca muzyka. Obrazowe metafory są aż nadto wyraziste. Siłę władzy symbolizuje szeroki kark burmistrza (Krzysztof Globisz), kiedy stojąc tyłem do drzwi podnosi jedną ręką niewielki ciężarek - tak brat zastaje go w gabinecie. Gdy doktor wychodzi po zakończeniu tej trudnej rozmowy, rozsypuje swoje narzędzia na schodach, jego praktyka jest zagrożona. W innej ze scen Peter Stockmann chce zataić przed bratem swoją obecność w biurze redakcji; insygniami władzy stają się kapelusz i laska - wystarczy jednak kilka słów nie wprost wyrażonej groźby, by wróciły do prawowitego właściciela. Istotne są także inne rekwizyty. Zegar, lampa, sofa, nowo kupione sprzęty, o których wspomina burmistrz, podkreślone w kilku obrazach, znaki dobrobytu, o który początkowo bardziej niż o czyste sumienie męża martwi się jego małżonka (w pewnym momencie wraz z całą najbliższą rodziną staje murem za mężem). Ogromne okna jasnego gabinetu również mają swoje znaczenie (słowa oraz przestrzeń kształtuje metaforyka ciemności i światła, czystości i brudu).
Na niejednoznaczną ocenę spektaklu wpływa świetna gra aktorska. Interesujący jest zwłaszcza Krzysztof Globisz. Początkowo wydaje się nieszkodliwym skąpcem, malkontentem - niezadowolony wyrzuca bratu rozrzutność, gani późne jedzenie. Kiedy jednak okazuje się, że ma władzę, traktować go należy jak urzędnika, drobne wady stają się groźne. Rosną, co jest tym bardziej niepokojące, że władza, podobnie jak w przypadku pozostałych "ciemnych" bohaterów, służy jedynie zaspokajaniu własnych potrzeb. Najwyraźniej przeobraża się w swoim gabinecie. Drażni papierowa postać kapitana, wprowadzona przez Ibsena, by rodzina doktora miała realną szansę na ucieczkę od problemów za morze.
Wydawać by się mogło, że manipulowanie prasą, kształtowanie opinii publicznej, rola słów w kreowaniu świata, demagogia, polityczne i osobiste interesy, to sprawy, którym można by nadać na wskroś współczesny, ostry rys. Piękne są stylizowane na XIX wiek wnętrza, wciągające niektóre dialogi, ale pojawiają się także elementy nużące i drażniąco naiwne. Trzaskalski buduje realistyczny obrazek w zgaszonych kolorach, na który patrzymy z oddalenia czasowego i emocjonalnego.
Magdalena Kostuś
Teatralia Poznań
23 kwietnia 2010
Teatr Telewizji
Henrik Ibsen
"Wróg ludu"
reżyseria: Piotr Trzaskalski
scenografia: Wojciech Żogała
muzyka: Wojciech Lemański
kostiumy: Ewa Krauze
zdjęcia: Jeremi Prokopowicz
montaż: Cezary Kowalczyk
obsada: Roman Garncarczyk (dr Stockmann), Anna Radwan (pani Stockmann), Krzysztof Globisz (Peter Stockmann), Ignacy Gogolewski (Morten Kiil), Karolina Kominek (Petra), Szymon Bobrowski (Hovstad), Mariusz Benoit (drukarz Aslaksen), Cezary Kosiński (Billing), Robert Wrzosek (kapitan Horster)
premiera: 16 luty 2009 r.