Być człowiekiem to za mało
Życie bardziej groteskowe od teatru absurdu aż samo prosi się, by stać się tematem dramatu. Wykorzystał to Jordi Galceran, pisząc "Metodę Grönholm", sztukę śmieszną i absurdalną, i ku przerażeniu czytelników, wcale nie daleką od rzeczywistości. "Metoda Grönholm" wystawiona w Hiszpanii okazała się wielkim sukcesem. Licząc pewnie na podobną popularność, dla Teatru Nowego w Łodzi wyreżyserował ją Ireneusz Janiszewski.
"Metoda Grönholm" pokazuje świat ludzi biznesu. W międzynarodowej firmie Dekia odbywa się proces rekrutacji na stanowisko dyrektora handlowego. W sali spotkań czekają cztery całkowicie różne osoby będące rzekomo kandydatami do pracy. Zostają poddawani coraz dziwniejszym testom sprawdzającym ich predyspozycje zawodowe, dzięki czemu również odsłaniają swoje dotychczas ukrywane cechy. Gadatliwy, dobroduszny Enric wyjawia, że rzuciła go żona, ponieważ ją zdradzał, elegancki Carles przyznaje się do przygotowywania do zmiany płci. Energiczna Merce pokazuje inne swoje oblicze, gdy nie rezygnuje z udziału w rekrutacji, nawet po otrzymaniu wiadomości o śmierci matki. Wszystko komentuje ciągle tak samo sarkastyczny Ferran.
Galceran przewidział dla swoich bohaterów znacznie więcej masek i to na różnych płaszczyznach. Jednym z zadań, jakie postaci muszą wykonać, jest wcielenie się w role błazna, polityka, biskupa i torreadora. Kandydaci na wysokie stanowisko w idiotycznych czapkach bawią się więc w teatr, przekonując się nawzajem o tym, kto jest najważniejszy. Naprawdę jednak wszyscy udają od samego początku, ale dowiadujemy się o tym dopiero pod koniec sztuki, gdy okazuje się, że prawdziwym kandydatem był tylko Ferran, a pozostali to psycholodzy z Dekii. Sam Ferran również udawał na potrzeby chwili, by zostać zatrudnionym. Bezwzględny cynik pozbawiony empatii to tak naprawdę zakompleksiony nieudacznik kierujący się osobistymi uprzedzeniami.
Aktorzy, pojawiając się na scenie już jako psycholodzy niewielką zmianą kostiumu, fryzury, sposobu poruszania, zasugerowali wyraźnie, że poprzednie kreacje były tylko maskami. Niestety Carles Pawła Audykowskiego w obu wersjach wypadł bardzo sztucznie, między innymi, gdy jako psycholog pozował na macho z włosami na żel, do czego całkowicie nie pasował. Dla równowagi Bogusława Jantos i Krzysztof Pyziak odegrali swoje role znakomicie. Merce w wykonaniu Jantos była przejmująca zarówno w swojej bezlitosnej, jak i zapłakanej, załamanej wersji. Marek Lipski grający Ferrana wypadł przyzwoicie, zwłaszcza w końcowej scenie, gdy poniżony i zdemaskowany, nie wiedząc co robić, stoi bezradnie na środku i smutno spogląda wzrokiem zbitego szczeniaka. Jednak zastrzeżenia budziła cała kreacja jego postaci. Merce określiła Ferrana jako: "dobrego człowieka, który sprawia wrażenie skurwysyna". Lipski pokazał niestety tylko średnio dobrego człowieka o chamskim poczuciu humoru, robiącym żenujące miny. Nawet w biskupiej czapce przypominał błazna bardziej od Merce.
Janiszewski przygotował "Metodę Grönholm" bardzo skrupulatnie. Począwszy od stworzonej przez niego realistycznej scenografii - nowoczesne, surowe wnętrze biurowca z minimalistycznym wyposażeniem, po przejęcie całego tekstu, bez najmniejszych cięć, wszystko było schludne, zadbane i... nudne. Sztuka Galcerana należy do przegadanych, gdyż wszystko w niej dzieje się tylko w słowach. Wystawiając ją, trzeba zrobić coś więcej, niż porozdzielać role, inaczej przez dwie godziny będzie się podziwiać, jak aktorzy siadają na różnych krzesłach. Warto jednak ten dramat poznać i przypomnieć sobie, że człowiek to nie maszyna.
Magdalena Mirecka
Teatralia Łódź
19 kwietnia 2010
Teatr Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi
Jordi Galceran
"Metoda Grönholm"
tłumaczenie: Hanna Szczerkowska
reżyseria i scenografia: Ireneusz Janiszewski
obsada:
Merce - Bogusława Jantos
Carles - Paweł Audykowski
Ferran - Marek Lipski
Enric - Krzysztof Pyziak
premiera: 17 lutego 2008 r.