Nowa wartość trzech groszy
"Opera za trzy grosze" to najpopularniejszy utwór Bertolta Brechta, jednak on sam nie chciał go grywać we własnym teatrze, twierdząc, że musiałby napisać go od nowa. Pomimo tego krytycznego stosunku autora, utwór okazał się ponadczasowym arcydziełem granym w teatrach na całym świecie, w coraz nowszych aranżacjach. Waldemar Wolański udowodnił w Teatrze Arlekin, że dzieło Brechta znakomicie wypada również w wersji lalkowej.
"Opera za trzy grosze", której fabuła powstała na podstawie "Opery żebraczej" Johna Gaya, a także z inspiracji utworami Villona ukazuje brutalny, przygnębiający świat biednej dzielnicy Londynu. Historia romansu uwodzicielskiego szefa gangu Mackiego Majchra i ślicznej córki króla żebraków. Wszystko w otoczeniu zdrad, oszustw, fałszu i łapówkarstwa, gdzie człowiek jest tyle wart, za ile potrafi się sprzedać, a żyje się według zasady ukutej przez samego Brechta: "najpierw żarcie, później kultura". Lub - w tym wypadku - moralność. Zakłamana rzeczywistość paradoksalnie została ukazana bez cienia fałszu i ubarwień, a nawet z groteskowo wyolbrzymioną brutalnością.
Brecht - wielki indywidualista w życiu prywatnym - także w teatrze postulował nowe rozwiązania. Sztuka teatru musiała według niego podążać za zmieniającymi się upodobaniami publiczności, a nie trzymać się skostniałych reguł. Dodatkowo żądał kontaktu z publicznością nie emocjonalnego, a opartego na rozumie. Nie przeszkadzało mu to jednak, by intelektualną refleksję połączyć z doskonałą rozrywką. Brecht okazał się znakomitym obserwatorem, dzięki czemu "Opera za trzy grosze" to nie tylko zjadliwa krytyka mieszczańskiej moralności, ale sztuka przyciągająca widzów, dzięki wykorzystaniu popularnych w tamtych czasach elementów muzyki jazzowej i powieści kryminalnych. Szybka akcja i sceny zmieniające się jak w filmach, okraszone złośliwym, lecz bystrym dowcipem pisarza, złożyły się na dzieło niezwykłe.
Wolański w swoim przedstawieniu ową niezwykłość jeszcze wyolbrzymił. Spektakl lalkowy uwidocznił rozłam na dwie płaszczyzny (głównej akcji i komentujących songów). Aktorzy byli nie tylko animatorami, ale pełnoprawnymi współtowarzyszami lalek. Ich czarne kostiumy nie miały służyć ukryciu ich w cieniu, ale wprost przeciwnie - skórzane kurtki, płaszcze, seksowne (nawet wyuzdane) sukienki upodabniały ich do ludzi marginesu - gangsterów i prostytutek, o których jest mowa w sztuce.
Najbardziej niezwykłe okazują się jednak same lalki. Naturalnej wielkości, groteskowe, kolorowe i ładnie wykonane, a mimo to brzydkie i przerażające. Prawie każda jest inaczej wykonana, a mimo to żadnej nie da się przyporządkować do jakiegoś znanego rodzaju lalek. Sprawiają wrażenie zrobionych z rupieci znalezionych na strychu. Jedne przypominają fotele, inne manekiny lub stojaki na kapelusze. Niektóre przyczepione mają kółka i są pchane po scenie, a inne z kolei trzeba nosić lub przyczepiać do ciała animatora. Ich wspólną cechę stanowi symboliczność - wszystkie są uproszczone, całkowicie nierealistyczne, posiadają natomiast wyolbrzymioną i podkreśloną jakąś cechę lub element wyglądu, który najlepiej oddaje ich osobowość. Król żebraków - Jonathan Peachum - dla którego liczą się tylko pieniądze, który wszystko musi przeliczać, scalony jest z komputerem. Najbardziej widocznym fragmentem jego żony i córki, sprowadzonych praktycznie tylko do ozdób, są piersi, notabene wyglądające jak dwa wielkie, falujące worki. Prostytutki, będące nieodłączną częścią ukazanego świata, składają się z głów i monstrualnych nóg. Poruszane są dzięki przyczepieniu ich do ciał aktorów. Można się zastanawiać, czy jeszcze jest to lalka czy już kostium? Ten problem powraca również przy wykonywaniu songów. Aktorzy bowiem odsuwają na bok sceny lalki i trzymając tylko w ręku ich głowy "władają" samodzielnie sceną. Śpiewają, tańczą, a kiedy potrzeba - wchodzą w rolę poruszanej przez siebie lalki. Animatorzy mieli bardzo trudne zadanie (oryginalne lalki, wiele zadań nałożonych na nich) i wykonali je bardzo perfekcyjnie. Niestety, czasem w ich minach i gestach dało się zauważyć pewne komiczne postawy przeznaczone dla spektakli dziecięcych. Nie zmienia to jednak faktu, że "Opera za trzy grosze" to rozrywka warta zobaczenia, rozrywka niełatwa i w przesłaniu nieprzyjemna, a jednak konieczna, bo z przykrością trzeba stwierdzić, że od czasu jej napisania wiele się nie zmieniło.
Magdalena Mirecka
Teatralia Łódź
15 kwietnia 2010
Teatr Lalek Arlekin w Łodzi
Bertolt Brecht
"Opera za trzy grosze"
reżyseria: Waldemar Wolański
scenografia: Maria Balcerek
muzyka: Kurt Weill
opracowanie muzyczne: Teresa Stokowska-Gajda
choreografia: Kazimierz Knol
obsada: Aleksandra Gałaj, Anna Guzik, Katarzyna Kaleta, Ewa Mróz, Maria Sowińska, Joanna Stasiewicz, Małgorzata Wolańska, Anna Zadęcka, Mieczysław Dyrda, Adam Godlewski, Tomasz Pieczątkowski, Maciej Piotrowski, Waldemar Presia, Patryk Steczek, Pavel Kryksunou
premiera: 28 grudnia 2008 r.