Wiosenny pesymizm
Za oknami wiosna. Słońce coraz śmielej wychyla się zza chmur. Zimowe kurtki i buty nareszcie można schować do szafy. Zrobiło się cieplej, ale też i radośniej. Wiosenny optymizm dotarł już w wiele trójmiejskich zakamarków, wydaje się jednak, że póki co, ominął tylko ulicę Bema. Teatr Miejski w Gdyni przywitał wiosnę wyjątkowo ponurą premierą - monodramem "Ostatnia taśma" Samuela Becketta w reżyserii Katarzyny Deszcz.
Beckett był jednym z najwybitniejszych światowych dramaturgów. Jego dzieła, choć utrzymane w skrajnie pesymistycznym klimacie, zyskały uznanie członków Szwedzkiej Akademii Królewskiej, którzy w 1969 roku przyznali mu Literacką Nagrodę Nobla. Dramat, który obecnie można oglądać na deskach gdyńskiego Teatru Miejskiego, powstał w dość ciekawych okolicznościach. Do napisania "Ostatniej taśmy" popchnęły Becketta dwie rzeczy. Pierwszą była fascynacja magnetofonem szpulowym, który w tym okresie stał się sprzętem ogólnodostępnym. Drugą zaś był zachrypnięty głos irlandzkiego aktora Patricka Magee. Beckett nie znał go osobiście, pewnego wieczora usłyszał tylko w radio, jak ten czytał fragmenty jego prozy. Głos aktora zainspirował go do tego stopnia, że postanowił napisać sztukę, w której właśnie jego głos miał odegrać główną rolę.
"Ostatnia taśma" to historia starzejącego się i coraz bardziej dziwaczejącego Krappa. O samym bohaterze wiemy niewiele. Poznajemy go w dniu 69 urodzin. Jest samotny, schorowany. Jedną z nielicznych rzeczy, jakie sprawiają mu jeszcze przyjemność, jest jedzenie bananów, które trzyma w zamkniętej na klucz szufladzie biurka. Co roku, w kolejne rocznice swoich urodzin, dokonuje podsumowania najważniejszych wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Nagrywa je na taśmy magnetofonowe i odtwarza w następnych latach. Ten dźwiękowy pamiętnik pozwala mu skonfrontować swoje dawne przekonania z obecnymi. Porównać swoje teraźniejsze ja z tym z przeszłości.
To już drugi, po ubiegłorocznej adaptacji "Woyzecka", spektakl wyreżyserowany przez Katarzynę Deszcz w Teatrze Miejskim w Gdyni. Panią reżyser trzeba przede wszystkim pochwalić za wybór aktora, który wcielił się w rolę starzejącego się Krappa. Eugeniusz Kujawski bezapelacyjnie był najmocniejszym punktem całego spektaklu. Dało się odczuć każdą, choćby najmniejszą, graną przez niego emocję. Widać było ogromną pasję, a także swoistą energię, która biła od niego. Nie speszył się też w momencie, kiedy pojawiły się problemy z dźwiękiem, który miał wydobywać się ze starego szpulowego magnetofonu.
Choć sam spektakl trwa niespełna godzinę, widz mimo to bardzo szybko zaczyna odczuwać znużenie. Przez większą część przedstawienia na scenie panuje cisza. Krapp siedzi przy biurku w półmroku, często też wychodzi za kulisy, by napić się wody. Wszystko to sprawia, że widz czuje się niesamowicie przytłoczony tą ponurą atmosferą.
Nie da się ukryć, że twórczość Samuela Becketta do najłatwiejszych nie należy. Poruszając niezbyt przyjemne tematy, takie jak choroba, samotność czy śmierć, autor zmusza widza do zastanowienia się nad jego własnym życiem. Przypomina utrwalone w pamięci ciężkie chwile, o których często chciałoby się po prostu zapomnieć. I choć warto jak najczęściej sięgać do dzieł tego niezwykłego autora, wydaje się, że nie takiej wiosennej premiery oczekiwali gdyńscy miłośnicy teatru.
Aleksandra Waśko
Teatralia Trójmiasto
14 kwietnia 2010
Teatr Miejski w Gdyni
Samuel Beckett
"Ostatnia taśma"
przekład: Antoni Libera
reżyseria: Katarzyna Deszcz
obsada: Eugeniusz Krzysztof Kujawski (Krapp)
premiera: 26 marca 2010 r.