Powrót do krainy dzieciństwa
Jeśli wydaje Ci się, że wiesz wszystko o życiu i nic nie jest w stanie Cię zaskoczyć, jeśli na co dzień posługujesz się tylko rozumem, a uczucia odsuwasz na dalszy plan, jeśli nie wierzysz w anioły, duchy i inne nadprzyrodzone stworzenia oznacza to, iż dawno już opuściłeś krainę dzieciństwa, może nawet o niej zapomniałeś. Pamiętaj jednak, że nie wszystko stracone, możesz wrócić do niej i choć na chwilę zanurzyć się w świecie marzeń i wyobraźni, gdzie zawsze wygrywa dobro. Wystarczy wybrać się na "Skrzydlaka"...
Dawno już nie widziałam tak dobrego spektaklu określanego mianem "familijny". Głównym powodem jest z pewnością fakt, że tego typu przedstawienia rzadko pojawiają się w repertuarach teatrów dramatycznych. A szkoda, ponieważ stanowią znakomitą okazję do miłego spędzenia czasu w towarzystwie dzieci lub młodszego rodzeństwa. Wszakże w kinie na filmach animowanych dorośli bawią się wcale nie gorzej niż ich mali podopieczni, ale tylko pod warunkiem, że prezentowana bajka jest dobrze zrobiona. Twórcom "Skrzydlaka" zdecydowanie się to udało.
Przede wszystkim prezentowana na scenie historia jest najzwyczajniej w świecie wciągająca. Nie brak w niej ani realizmu, czyli tak zwanych sytuacji z życia wziętych, ani elementów magicznych i tajemniczej atmosfery. Mały Michael po przeprowadzce do nowego domu i narodzinach siostrzyczki czuje się trochę zagubiony. Rodzice zajmują się noworodkiem, do tego niezupełnie zdrowym, a chłopiec nudzi się niemiłosiernie i nie może odnaleźć w nowym otoczeniu. Pewnego dnia znajduje w garażu dziwnego, pozbawionego dobrych manier i opryskliwego mężczyznę o wyglądzie kloszarda, który sprawia wrażenie jakby był nie z tego świata. Jednak dobroć, jaką okazuje mu Michael, wraca do niego ze zdwojoną siłą. Historia ta ma wszystko, co potrzebne, aby przyciągnąć uwagę nawet najmłodszych widzów na prawie dwie godziny: przygodę, niebezpieczeństwo, przyjaźń, zabawę.
Realizacji także niewiele można zarzucić. Akcja dzieje się bardzo szybko, wydarzeniom odpowiadają dynamiczne zmiany scenografii i oświetlenia, dzięki czemu wydaje nam się, że towarzyszymy bohaterom w czasie gdy przemieszczają się z jednej przestrzeni w drugą. Nieco nużące i momentami zupełnie niepotrzebne są narracyjne kwestie wygłaszane przez aktorów pojawiających się w różnych elementach dekoracji. Zaburzają czasem tempo wydarzeń, a nie wnoszą niczego nowego, większość z nich naturalnie wypływa z akcji i działanie sceniczne spokojnie mogłoby być nośnikiem tej samej informacji. Aktorstwo przekonuje, szczególnie w przypadku odgrywania ról dzieci.
Twórcy spektaklu udowadniają, że za pomocą naprawdę oszczędnych środków nawet w dobie animacji komputerowej i kin 3D można zrobić ciekawe przedstawienie, ciepłe, momentami zabawne, momentami przerażające, z pozytywnym przesłaniem, na którym nie wynudzą się ani dorośli, ani dzieci. Duże brawa. Może otworzy to drogę innym twórcom i zaowocuje prawdziwym wysypem familijnych premier w najbliższych sezonach. Tego właśnie teatrom i sobie życzę.
Martyna Lechman
Teatralia Kraków
12 kwietnia 2010
Teatr Ludowy w Krakowie
David Almond
"Skrzydlak"
reżyseria: Włodzimierz Nurkowski
scenografia: Andrzej Witkowski
obsada: Patrycja Durska, Beata Schimscheiner, Barbara Szałapak, Katarzyna Tlałka, Piotr Franasowicz, Paweł Kumięga, Tadeusz Łomnicki, Marcin Stec, Kajetan Wolniewicz
premiera: 27 marca 2010 r.