Czy media zabawią nas na śmierć?
Jakże łatwo jest wyzbyć się samostanowienia o sobie, bezgraniczne oddając się we władanie mediów. Jak prosto jest ulec fałszywej rzeczywistości, która sprytnie przykrywa szarość codzienności. Jakże trudno jest zrobić o tym dobry spektakl...
"Trup" Erica Coble'a, wystawiony w Teatrze Polskim w Poznaniu, jest tragikomiczną opowieścią o manipulacji, przerażającej wszechwładzy mediów, zaniku resztek etyki. Na scenie oglądamy ostatni tydzień z życia Eldona Phelpsa (Łukasz Chrzuszcz), życiowego nieudacznika, a w gruncie rzeczy - przeciętniaka. Nie jest on śmiertelnie chory, ale dobrowolnie skazuje się na śmierć, podpisując kontrakt z bezduszną producentką telewizyjną Giną Yaweth (Ewa Szumska). Gina wyszukuje na mapie Stanów Zjednoczonych zwyczajne miasteczko, w którym ludziom mogło się nie powieść, a w nim - faceta bez perspektyw, który właściwie jest trupem już za życia. Umowa jest prosta. On dostaje milion dolarów, by wydać je w siedem dni i odmienić swoje życie, jego poczynania oczywiście rejestruje na bieżąco kamera, co wieczór relacjonując je rzeszom widzów. Haczyk jest tylko jeden. Po tygodniu Eldon musi popełnić samobójstwo, metodą wybraną przez widzów, zależną od tego, czy im się spodoba.
Chłopak zadziwiająco łatwo daje się zmanipulować, tragedią jest jednak to, że w tę chorą grę dały się wciągnąć miliony ludzi, z zapartym tchem śledząc jego losy i głosując w audiotele na wybrany sposób śmierci. Można zastanawiać się, dla kogo tworzy się takie programy, czy ludzie oglądają je dlatego, że są, czy dlatego, że taka bezrefleksyjna papka im odpowiada. Właściwie trudno powiedzieć, co jest bardziej zatrważające - bezkrytyczne przyjmowanie wyzutej z moralności reality TV, czy zapotrzebowanie na tego typu programy. Można się zastanawiać, ale te refleksje są jakby obok spektaklu. Owszem, prowokuje do przemyśleń, ale porusza tak wiele istotnych tematów, że każdy z nich jest w stanie potraktować tylko pobieżnie i płytko, skupiając się raczej na perypetiach ekscentrycznych bohaterów.
Paweł Szkotak, reżyser, dużo uwagi poświęca Ginie, która jawi się nam jako przerażające oblicze mediów bez skrupułów, a jednocześnie jako ich największa ofiara. Szumska jest przekonująca, ale momentami za bardzo skupia się na tym, by jej postać efektownie się prezentowała, a za mało na budowaniu psychologizmu i interakcji z innymi bohaterami. Dobrze wypada Chrzuszcz, który ciekawie prowadzi postać - od chwilowej niezgody przez totalne, bezmyślne zawierzenie się, aż do wyparcia ze swej świadomości perspektywy nadchodzącej śmierci. W pewnym momencie jego postać zdaje sobie sprawę z tego, że chce żyć i próbuje odwrócić los, manipulując widzami. Nie chce przyjąć do wiadomości, że wyrok już zapadł, a w starciu z potęgą mediów jesteśmy przegrani. Niestety, po jakimś czasie przegadane sceny z udziałem tej dwójki zaczynają zwyczajnie nudzić. Sytuację ratują jeszcze role epizodyczne - Sheila Teresy Kwiatkowskiej, Paweł Siwiak w roli Virgila, Dziewczyny, które wiedzą, jak się dobrze zabawić, w wykonaniu Magdaleny Płanety i Oriany Soiki, a przede wszystkim znakomity duet, wprowadzający szczery śmiech do posępnego, czarnego humoru - Wojciech Kalwat i Jakub Papuga. Gdyby ich role Mężczyzny z Blendą i Mężczyzny z Mikrofonem były bardziej rozbudowane, a wątek szerzej wyeksponowany, moglibyśmy obejrzeć chociaż dobrą komedię, a tak - mamy średni dramat.
Akcja toczy się w różnych miejscach, tak więc często zmienia się scenografia, na ogół dobrze dobrana, choć zdaje się, że Agnieszce Zawadowskiej zabrakło pomysłu na aranżację studia telewizyjnego. Sceny, w których Gina nadaje na żywo, rażą pustką i nienaturalnością. Interesującym elementem było natomiast wprowadzenie przerywnika w programie w postaci nagrywanych wcześniej spotów reklamowych, równie absurdalnych i niebezpiecznych, jak sam reality show. Nie rozwijają akcji, ale budują dramatyzm, odzwierciedlając napięcia, które kumulują się w głównym bohaterze. Bardzo ciekawie wpleciono w spektakl także "hymn samobójów", cieszącą się złą sławą piosenkę "Gloomy Sunday", w aranżacji Krzysztofa Nowikowa.
Tematyka "Trupa" jest niezwykle interesująca, jednak tu potraktowana trochę po macoszemu. Okazało się, że wcale nie jest łatwo przenieść reality show na teatralne deski, nie ocierając się przy tym o jego płytkość. Spektakl, podobnie jak reality TV, momentami bawi, częstokroć przeraża i zaskakuje, szczególnie jego zakończenie. Jednak - w odróżnieniu od komercyjnej, telewizyjnej papki - skłania do refleksji.
Agnieszka Misiewicz
Teatralia Poznań
7 kwietnia 2010
Teatr Polski w Poznaniu
Eric Coble
"Trup"
przekład: Jacek Kaduczak
reżyseria: Paweł Szkotak
scenografia i kostiumy: Agnieszka Zawadowska
reżyseria świateł: Magdalena Górfińska
aranżacje muzyczne: Krzysztof Nowikow
opracowanie muzyczne: Bartosz Borowski
asystent reżysera: Teresa Kwiatkowska
obsada:
Ewa Szumska /Gina Yaweth/
Łukasz Chrzuszcz /Eldon Phelps/
Piotr B. Dąbrowski /Dougie/
Barbara Krasińska /Roberta Phelps/
Paweł Siwiak /Virgil Phelps/
Anna Sandowicz /Christy Moline/
Magdalena Płaneta /Nancy / Dziewczyna, która wie, jak się dobrze zabawić/
Oriana Soika /Charakteryzatorka / Dziewczyna, która wie, jak się dobrze zabawić/
Wojciech Kalwat /Ochroniarz, Mężczyzna z blendą/
Jakub Papuga /Leon, Mężczyzna z mikrofonem/
Teresa Kwiatkowska /Sheila/
Michał Kaleta /Larry/
premiera: 6 marca 2010 r.